poniedziałek, 7 września 2015
niedziela, 6 września 2015
Tygodnik kulturalny...
Witajcie!
Pogoda jaka jest każdy widzi więc ma dla Was garść poleceń kulturalnych, aby umilić Wam ostatnie chwile kończącego się weekendu. Ostatnio coraz częściej sięgam po banalne i ckliwe książki. Coś mnie wzięło na nie i nie mogę się od nich oderwać ;-) Książka Jessiki Sorensen "Przypadki Callie i Kaydena" wciągnęła mnie swoją prostotą, ale i emocjami, jakich dostarczyła. To historia dwojga młodych ludzi mających trudne i niemiłe wspomnienia za sobą. Kiedyś to ona uratowała go. Teraz on chce się jej odwdzięczyć za pomoc, której mu bezinteresownie udzieliła i której sama kiedyś potrzebowała, ale nikt jej nie pomógł. Autorka świetnie skupiła się na uczuciach dwojga głównych bohaterów, ale też ich przyjaciół, którzy podobnie jak oni, nie mają przyjemnych przeżyć za sobą. Siła przyjaźni i miłości jest tu widoczna na każdym kroku. Zakończenie książki pozostało otwarte więc z niecierpliwością czekam na kontynuację.
Film, który ostatnio obejrzałam to "Cake" z Jennifer Aniston w roli głównej. Powiem Wam, że nie spodziewałam się po tej aktorce, że potrafi zagrać dramatyczną rolę, a jednak bardzo dobrze jej to wyszło. Wciela się ona w postać kobiety borykającej się z niedawno przeżytą tragedią, której skutki odczuwa na duszy, ale i na ciele. Pierwszy raz zobaczyłam Aniston w takim stanie i w takim temacie. Tym filmem niewątpliwie potwierdziła swoje umiejętności aktorskie. W końcu nie została przedstawiona jako wesoła, zakręcona ekstra laska, a kobieta po ciężkich przejściach.
Na koniec coś miłego dla ucha czyli Major Lazer i Ellie Goulding w utworze "Powerful". Świetny kawałek i tyle :)
Chcecie pomóc bezdomnym psiakom? Nic trudnego. Wystarczy codziennie kliknąć w 3 billboardy, a partner portalu Karmimy psiaki zasponsoruje je i tym samym pomoże znaleźć bezpieczny dom dla tych biedaków.
piątek, 4 września 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Stony Cove...
Witajcie!
Dzisiaj piątek pora więc na przedstawienie kolejnego woskowego zapachu Yankee Candle. Większość wosków Yankee Candle bardzo lubię i mam wśród nich sporo ulubionych zapachów. Jednak czasami trafiam na zapach, którego mój nos zbytnio nie akceptuje. Niestety tak jest w przypadku wosku Stony Cove.
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej z serii Simply Home. Po Stony Cove spodziewałam się zapachu świeżego, trochę morskiego i lekko tajemniczego. A jaki się okazał? No cóż, dla mnie jest on zbyt drażniący i meczący. Przypomina mi on odświeżacz powietrza, niekoniecznie należący do tych ładniejszych. Wyczuwalnymi aromatami w nim powinny być egzotyczne kwiaty i nasycona ozonem bryza. W przypadku tego wosku niestety nic takiego nie poczułam. Po jego odpaleniu już po kilku minutach czuć dość mocny, specyficzny zapach, który mnie osobiście drażni. Pokładałam w nim spore nadzieje, jednak trochę, a może i bardzo mnie rozczarował. Wiem jednak, że są osoby, którym ten zapach bardzo się podoba. Więc to pewnie kwestia zmysłu powonienia ;-) Może Wy macie inne odczucia co do tego wosku?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
czwartek, 3 września 2015
Sierpniowy haul zakupowy...
Witajcie!
Wczoraj pokazywałam Wam mój sierpniowy projekt denko (tutaj), a dzisiaj przyszła pora na pochwalenie się dość skromnymi zakupami kosmetycznymi, jakie poczyniłam w sierpniu. Dużo tego nie jest, co oczywiście bardzo mnie cieszy. Mimo to zawsze coś tam mi wpadnie do koszyka, chociaż bardzo staram się kontrolować ;-)
Na powyższym zdjęciu widać, że w sierpniu nie poszalałam z zakupami. Do mojego koszyka wpadły dwa mazidła do ciała: Tutti Frutti i Essence Planet (produkowane przez Dax Cosmetics). Oba pachną bardzo ładnie i lada dzień zabieram się za testowanie jednego z nich. Mam chyba słabość do żeli pod prysznic, ponieważ gdy zobaczę jakiś nowy, którego do tej pory nie miałam, to ciężko mi się powstrzymać, aby go nie kupić. Tym sposobem swoje zapasy wzbogaciłam o kolejne dwa nabytki, oba kupione w Lidlu: żel o zapachu melona Cien i aloesowy żel Kamill. Do tego w Lidlu skusiłam się na mydło w płynie o zapachu jabłka i rabarbaru.
Dzięki mojej mamie stałam się szczęśliwą posiadaczką grejpfrutowego żelu do golenia Balea oraz nowych żeli pod prysznic Balea, które pachną wyśmienicie. Ich opakowania oczywiście kuszą oczy, ale i ich zapachy są świetne. Uwielbiam je :-) Jak widzicie dużo tego nie ma, tym bardziej, że wszystkie kosmetyki zużywam na bieżąco i schodzą mi w miarę szybko.
Wpadło Wam coś z tego w oko? O czym chciałybyście przeczytać najpierw?
środa, 2 września 2015
Sierpniowy projekt denko...
Witajcie!
Czas zasuwa jak oszalały - dopiero niedawno prezentowałam Wam lipcowy projekt denko, a tu już kolejny miesiąc za nami. Pora więc na podsumowanie kosmetycznych zużyć tego miesiąca. Ostatnio trochę szaleję z zużywaniem kosmetyków z czego bardzo się cieszę, bo do czasu przeprowadzki, która odbędzie się (mam nadzieję) za kilka miesięcy, chciałabym zużyć jak najwięcej kosmetycznych zapasów, aby nie targać ich tam i z powrotem. Mam nadzieję, że uda mi się zużyć większą połowę tych zapasów. Póki co jestem na dobrej drodze :-)
Jak widzicie trochę się tego uzbierało. Od jakiegoś czasu staram się systematycznie zużywać wszystkie kosmetyki i nie rozpoczynać kilku np. żeli pod prysznic na raz. Moja metoda dość dobrze się sprawdza, co potwierdza dzisiejszy post.
W kategorii włosy znalazły się:
* Farba do włosów Loreal Recital Preference odcień Havane 6.35 (Jasny bursztyn) - na początek zaczynam od farbowego niewypału. Postanowiłam zdradzić szamponetki na rzecz farby do włosów. Marzył mi się jasny brązowy odcień na włosach, a co wyszło? Ni to rudy, ni czerwony kolor. Bardzo źle się w nim czułam więc już na drugi dzień zafarbowałam się moją ulubioną szamponetką z Mariona (Orzechowy brąz). Następnym razem kiedy zamarzy mi się zmiana koloru udam się do znajomej fryzjerki ;-)
* Arganowa maska do włosów Prosalon - dostałam ją od siostry, która znalazła ją w którymś z kosmetycznych pudełek. Maska szału na mnie nie zrobiła, ale to pewnie dlatego, że też nie mam problemów ze zniszczonymi włosami.
* Szampon do włosów przetłuszczających się Gres Energy Nivea - całkiem przyjemny szampon, który nie spowodował swędzenia skóry głowy, ani łupieżu. Mam przyjemny cytrusowy zapach i był wydajny.
* Szampon przeciwłupieżowy Citrus Detox Garnier Fructis - kolejny dobry szampon dostępny w każdej drogerii. Świetnie się pieni więc jest mega wydajny.
W kategorii ciało znalazły się:
* Kremowy żel pod prysznic o zapachu lodów pistacjowych - zapach tego żelu przypominał mi migdałowe landrynki (pamiętacie takie?). Bardzo przyjemny i bardzo ładny, ale niestety nie był zbyt długo wyczuwalny. Poza tym dość dobrze się pienił i nie przesuszał skóry.
* Żel do higieny intymnej Facelle - lubię i używam prawie na okrągło.
* Żel do golenia Nivea Men - Mężuś ma swój ulubiony żel do golenia i ten nie trafił w jego upodobania więc musiałam sama go zużyć ;-)
* Żel do golenia Blueberry Love Balea - to moje pierwsze zetknięcie z żelem do golenia tej marki. Już samo opakowanie kusi oko, a i zapach jest bardzo ładny. Do tego żel jest wydajny i nie przesusza skóry. Chyba zacznę częściej po nie sięgać w miarę możliwości :)
* Balsam do ciała Golden Shine Balea - tak jak uwielbiam żele pod prysznic tej marki, tak do balsamów coś nie mogę się przekonać. Ta wersja zawierała w sobie złote drobinki, które na szczęście nie rzucały się zbytnio w oczy. Nawilżał średnio i pachniał trochę jak balsam brązujący.
* Krem do rąk Moment od sense Isana - przyjemny lekki krem do rąk o bardzo ładnym kobiecym zapachu. Stał u mnie u mnie w kuchni, bo zaopatrzony był w wygodną pompkę. Miał dużą pojemność więc i na dość długo wystarczył. Nawilżał całkiem dobrze i był niedrogi.
* Żel pod prysznic Tropical sunshine Balea - uwielbiam i tyle ;-)
* Peeling do ciała jeżynowo-malinowy Tutti Frutti Farmona - to chyba mój ulubiony peeling do ciała. Mocny z niego zdzierak, a jego zapach jest genialny. Więcej możecie przeczytać o nim w tym poście.
* Olejek do kąpieli z masłem shea Spa Vintage Body Oil - w ogóle nie polubiłam się z tym pseudo olejkiem. Do olejku jeszcze dużo mu brakuje, bo to raczej zwykły żel, który na dodatek dziwnie pachniał.
W kategorii pozostałe znalazły się:
* Zapas mydła w płynie Isana - był całkiem ok, jednak zapach był słaby i słabo wyczuwalny.
* Energetyzujący multiaktywny koktajl 35 + Bandi - bardzo fajny krem, który mnie nie zapchał, ale dobrze nawilżył skórę twarzy.
* Płatki kosmetyczne Carea.
* Nawilżany papier toaletowy Alouette.
* Próbka mleczka nawilżającego LPM.
* Maszynki do golenia Wilkinson - moje ulubione.
To by było na tyle z moich kosmetycznych zużyć sierpnia. Myślę, że w tamtym miesiącu poszło mi bardzo dobrze i mam nadzieję, że będzie podobnie w tym miesiącu. A jak prezentują się wasze kosmetyczne pustaki?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)













