Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt denko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt denko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2016

Czerwcowy projekt denko...

Witajcie!


Czerwiec już za nami, a więc pora na podsumowanie kosmetycznych zużyć tego miesiąca. Standardowo najwięcej udało mi się zużyć kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji całego ciała.

 




Wśród tych kosmetyków znalazło się kilka takich, do których dość często wracam więc często goszczą w mojej łazience.

 




* Żel pod prysznic Spa BeBeauty - z tego co pamiętam to jest to chyba wersja Bali. Żel ten posiada drobinki peelingujące, które naprawdę dobrze radzą sobie z usuwaniem martwego naskórka z ciała. Do tego bardzo ładnie pachnie. Regularnie do niego wracam.

* Olejek pod prysznic Isana- bardzo fajny olejek pod prysznic. Niektórzy narzekają na jego specyficzny zapach, jednak dla mnie jest on normalny i podoba mi się. Olejek po rozsmarowaniu na skórze lekko się pieni. Obecnie używam go do mycia ciążowego brzuszka ;-)

* Żel + oliwka pod prysznic Lirene - wersja Mango. Bardzo ładny zapach, jednak dość słaba wydajność. Do tego nie nawilżał ciała. Ale czasami dla urozmaicenia sięgam po żele tej marki.

* Żel do higieny intymnej Facelle - wersja Sensitive. Często sięgam po żele tej marki. Niektórzy używają ich do mycia włosów, twarzy i całego ciała. Ja używam go zgodnie z przeznaczeniem. Ostatnio zdradziłam go z Białym Jeleniem ;-)

* Mydło w kostce Alterra - wersja imbirowa. Mydła używałam do mycia rąk. Nie wiem jak sprawdzi się na całe ciało. Jego zapach na początku był w porządku, jednak po kilku zmoczeniach mydła, jego zapach zaczął przypominać nieświeży imbir.

* Żel pod prysznic Balea Paradise Beach - uwielbiam żele tej marki za ich soczyste zapachy, jednak od jakiegoś czasu trochę przesuszają moją skórę. Jednak ich zapach wynagradza tę wadę.

* Żel do golenia Balea - bardzo fajny żel do golenia o przyjemnym zapachu. Nie przesuszał skóry i był wydajny.

 




* Skoncentrowany krem oliwkowy foto-ochronny Ziaja - krem wykorzystałam jako krem do rąk, ponieważ zupełnie nie sprawdził się na mojej twarzy. Owszem nawilżał ją, ale i zapychał i przetłuszczał.

* Kakaowy krem do rąk Avon Care - to mój ulubiony krem do rąk tej marki. Ma bardzo fajny kakowy zapach, jest wydajny, a do tego spełnia swoją rolę.

* Nawilżający krem do stóp z mocznikiem Fuss Wohl - mój ulubieniec. Od jakiegoś czasu nie sięgam po żaden inny krem do stóp, bo ten jest rewelacyjny. Świetnie nawilża skórę stóp, pozostawiając ją miękką i delikatną. Do tego jest bardzo wydajny i kosztuje niewiele.

* Szampon do włosów z mocznikiem Isana - czasami dla urozmaicenia pielęgnacji włosów sięgam po szampony tej marki. Nie należą do zbyt wydajnych, ale ich cena także nie odstrasza. Nie robią problemów na mojej głowie więc polecam wypróbować.

* Dwufazowy płyn do demakijażu - kolejny mój kosmetyczny ulubieniec. Świetnie usuwa makijaż, nie pozostawiając tłustej warstwy, szczególnie na powiekach. 

* Tusz do rzęs False Lashes i Pump Up Lovely - tanie i dobre i pewnie wszystkim bardzo dobrze znane :)





* Nawilżany papier toaletowy rumiankowy Quenn.

* Płatki kosmetyczne Carea.

* Maska do twarzy anty-stress Ziaja - bardzo fajna,  delikatna i niepodrażniająca.

* Próbka perfum i kremu do twarzy.

 

A jak Wam poszło w czerwcu ze zużywaniem kosmetycznych zapasów? :-)



środa, 2 września 2015

Sierpniowy projekt denko...

Witajcie!


Czas zasuwa jak oszalały - dopiero niedawno prezentowałam Wam lipcowy projekt denko, a tu już kolejny miesiąc za nami. Pora więc na podsumowanie kosmetycznych zużyć tego miesiąca. Ostatnio trochę szaleję z zużywaniem kosmetyków z czego bardzo się cieszę, bo do czasu przeprowadzki, która odbędzie się (mam nadzieję) za kilka miesięcy, chciałabym zużyć jak najwięcej kosmetycznych zapasów, aby nie targać ich tam i z powrotem. Mam nadzieję, że uda mi się zużyć większą połowę tych zapasów. Póki co jestem na dobrej drodze :-)

 

 

Jak widzicie trochę się tego uzbierało. Od jakiegoś czasu staram się systematycznie zużywać wszystkie kosmetyki i nie rozpoczynać kilku np. żeli pod prysznic na raz. Moja metoda dość dobrze się sprawdza, co potwierdza dzisiejszy post.

 

 

W kategorii włosy znalazły się:

* Farba do włosów Loreal Recital Preference odcień Havane 6.35 (Jasny bursztyn) - na początek zaczynam od  farbowego niewypału. Postanowiłam zdradzić szamponetki na rzecz farby do włosów. Marzył mi się jasny brązowy odcień na włosach, a co wyszło? Ni to rudy, ni czerwony kolor. Bardzo źle się w nim czułam więc już na drugi dzień zafarbowałam się moją ulubioną szamponetką z Mariona (Orzechowy brąz). Następnym razem kiedy zamarzy mi się zmiana koloru udam się do znajomej fryzjerki ;-)

* Arganowa maska do włosów Prosalon - dostałam ją od siostry, która znalazła ją w którymś z kosmetycznych pudełek. Maska szału na mnie nie zrobiła, ale to pewnie dlatego, że też nie mam problemów ze zniszczonymi włosami.

* Szampon do włosów przetłuszczających się Gres Energy Nivea - całkiem przyjemny szampon, który nie spowodował swędzenia skóry głowy, ani łupieżu. Mam przyjemny cytrusowy zapach i był wydajny.

* Szampon przeciwłupieżowy Citrus Detox Garnier Fructis - kolejny dobry szampon dostępny w każdej drogerii. Świetnie się pieni więc jest mega wydajny.

 

 

W kategorii ciało znalazły się:

* Kremowy żel pod prysznic o zapachu lodów pistacjowych - zapach tego żelu przypominał mi migdałowe landrynki (pamiętacie takie?). Bardzo przyjemny i bardzo ładny, ale niestety nie był zbyt długo wyczuwalny. Poza tym dość dobrze się pienił i nie przesuszał skóry.

* Żel do higieny intymnej Facelle - lubię i używam prawie na okrągło. 

* Żel do golenia Nivea Men -  Mężuś ma swój ulubiony żel do golenia i ten nie trafił w jego upodobania więc musiałam sama go zużyć ;-)

* Żel do golenia Blueberry Love Balea - to moje pierwsze zetknięcie z żelem do golenia  tej marki. Już samo opakowanie kusi oko, a i zapach jest bardzo ładny. Do tego żel jest wydajny i nie przesusza skóry. Chyba zacznę częściej po nie sięgać w miarę możliwości :)

 

 

* Balsam do ciała Golden Shine Balea - tak jak uwielbiam żele pod prysznic tej marki, tak do balsamów coś nie mogę się przekonać. Ta wersja zawierała w sobie złote drobinki, które na szczęście nie rzucały się zbytnio w oczy. Nawilżał średnio i pachniał trochę jak balsam brązujący.

* Krem do rąk Moment od sense Isana - przyjemny lekki krem do rąk o bardzo ładnym kobiecym zapachu. Stał u mnie u mnie w kuchni, bo zaopatrzony był w wygodną pompkę. Miał dużą pojemność więc i na dość długo wystarczył. Nawilżał całkiem dobrze i był niedrogi.

* Żel pod prysznic Tropical sunshine Balea - uwielbiam i tyle ;-)

* Peeling do ciała jeżynowo-malinowy  Tutti Frutti Farmona - to chyba mój ulubiony peeling do ciała. Mocny z niego zdzierak, a jego zapach jest genialny. Więcej możecie przeczytać o nim w tym poście.

* Olejek do kąpieli z masłem shea Spa Vintage Body Oil - w ogóle nie polubiłam się z tym pseudo olejkiem. Do olejku jeszcze dużo mu brakuje, bo to raczej zwykły żel, który na dodatek dziwnie pachniał. 

 

 

W kategorii pozostałe znalazły się:

* Zapas mydła w płynie Isana - był całkiem ok, jednak zapach był słaby i słabo wyczuwalny.

* Energetyzujący multiaktywny koktajl 35 + Bandi - bardzo fajny krem, który mnie nie zapchał, ale dobrze nawilżył skórę twarzy.

* Płatki kosmetyczne Carea.

* Nawilżany papier toaletowy Alouette.

* Próbka mleczka nawilżającego LPM.

* Maszynki do golenia Wilkinson - moje ulubione. 

 

To by było na tyle z moich kosmetycznych zużyć sierpnia. Myślę, że w tamtym miesiącu poszło mi bardzo dobrze i mam nadzieję, że będzie podobnie w tym miesiącu. A jak prezentują się wasze kosmetyczne pustaki?

 

środa, 29 kwietnia 2015

Kwietniowy projekt denko...


Nadszedł koniec kwietnia więc spięłam się i przygotowałam podsumowanie kosmetycznych zużyć tego miesiąca. Tym razem trochę lepiej mi poszło niż w poprzednich miesiącach z czego bardzo się cieszę. Całe moje denko prezentuje się tak:



Standardowo kosmetyki podzieliłam na kilka kategorii dla swojej wygody, ale i żebyście lepiej je poznały. No to zaczynamy :-)



W kategorii ciało znalazły się:

* Płyn do kąpieli Blue Dream Kamill - świetny płyn do kąpieli o kolorze identycznym jak butelka. Do tego ma bardzo ładny, lekko męski zapach, co osobiście bardzo lubię w kosmetykach. Postaram się jeszcze naskrobać o nim osobną recenzję, bo na pewno jest tego wart.

* Ujędrniające mleczko do ciała Imbir & Kardamon Bielenda (Azja Spa) - o tym mleczku pisałam osobną recenzję. Mleczko przypadło mi do gustu głównie ze względu na swój bardzo przyjemny imbirowy zapach, który skradł moje serce. Do tego dość dobrze nawilżało i było bardzo tanie. Czego chcieć więcej?

* Złote serum wyszczuplająco-modelujące Slim Extreme 4D Eveline - tutaj producenta trochę poniosło z nazwą tego kosmetyku, bo efektu 4D nie zauważyłam, ale też nie potrafię zgadnąć jak powinien on wyglądać w rzeczywistości ;-) Pomijając kwestię nazwy, samo serum było całkiem przyjemne. Było wydajne, dobrze nawilżało skórę, która po zastosowaniu była bardzo gładka. Co do zwalczania cellulitu to tu tego nie zauważyłam, ale też nie spodziewałam się efektu wow. Serum zawiera w sobie trochę złotych drobinek, które ładnie, ale nie tandetnie, mienią się na skórze. Po aplikacji serum na skórze pojawia się efekt chłodzenia, co podobno jest gwarancją natychmiastowego działania. Ogólnie byłam z niego zadowolona i może jeszcze kiedyś po nie sięgnę.

* Pianka do golenia Venus - nie wiem czemu, ale ostatnio coraz rzadziej sięgam po produkty do depilacji skierowanych dla kobiet, bo najczęściej sięgam po te męskie. Ta pianka wpadła w moje ręce przez przypadek i nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Nie przepadam za zapachem konwalii w kosmetykach, a i same właściwości pianki niczym nadzwyczajnym się nie wyróżniły.

* Migdałowe mydło w płynie - bardzo lubię migdałowe aromaty, jednak w tym przypadku zapach okazał się omijać migdały. Był przyjemny, ale jakoś tak nie podpasował mi za bardzo. Mimo to w roli mydła do rąk kosmetyk sprawdził się bardzo dobrze.



W kategorii twarz znalazły się:

* Płatki kosmetyczne Carea - ich chyba nikomu przedstawiaż nie trzeba ;-)

* Tonik oczyszczający i żel do mycia twarzy do cery tłustej Fitomed - o tym duecie pisałam osobną recenzję. Oba kosmetyki w połączeniu sprawdziły się u mnie rewelacyjnie i z pewnością jeszcze nie raz do nich wrócę. Polubiły się z moją cerą i poprawiły jej stan. Do tego były mega wydajne i niedużo kosztowały. Z tego względu ostatnio skusiłam się na inne dwa kosmetyki z Fitomedu, a mianowicie Płyn oczarowy i Żel do twarzy do cery suchej. Mam nadzieję, że oba spiszą się podobnie, jak ten duet.

* Krem do twarzy 24h energii dla skóry Skincode - krem ten okazał się moim kosmetycznym odkryciem. Używałam go na noc i w spisywał się genialnie. Moja skóra go pokochała, ponieważ wyraźnie poprawił jej stan. Jeśli chcecie bliżej go poznać, to odsyłam Was do osobnej recenzji.



W kategorii dłonie znalazły się:

* Jaśminowy krem do rąk Avon Care - krem ten zupełnie mi nie podpasował. Słabo nawilżał, a co gorsze dziwnie pachniał, coś jak zwiędnięte kwiatki. Jego pełną recenzję znajdziecie tutaj.

* Zmywacz do paznokci Isana - ulubiony zmywacz, po który zawsze sięgam. Teraz zastąpił go inny i zobaczymy czy będzie lepszy.



W kategorii pozostałe znalazły się:

* Papier toaletowy nawilżany Quenn - wożę taki zawsze w aucie i wykorzystuję go do wycierania rak. Sprawdza się całkiem dobrze, chociaż lubi się rwać. 

* Szampon wzmacniający Fresh Garnier Fructis - dobrze oczyszczał włosy i nie zwiększył ich przetłuszczania, ale jakoś szału nie zrobił z moimi włosami.

* Garść próbek i miniaturka odżywki do włosów.


Jak widzicie trochę kosmetyków udało mi się zużyć w tym miesiącu. Mam nadzieję, że majowe denko będzie prezentowało się podobnie. A jak z Waszymi kosmetycznymi zużyciami?

 

wtorek, 31 marca 2015

Marcowy projekt denko...


Koniec miesiąca zawsze sprzyja podsumowaniu kosmetycznych zużyć. Tak jest i dzisiaj, w związku z czym przybywam do Was z marcowym projektem denko. Wedle moich wcześniejszych przypuszczeń, kosmetyczne zużycia marca nie prezentują się zbyt obficie, jednak coś tam udało mi się zużyć. Jak co miesiąc denko oscyluje w okolicy dziesięciu produktów.


Nie wiem z jakiego powodu, ale całkiem wypadło mi z głowy podzielenie zużytych kosmetyków na kategorie, tak jak robiłam to co miesiąc. Niestety musicie mi to wybaczyć i zadowolić się tylko tym jednym powyższym zdjęciem. A więc w marcu udało mi się zużyć:
* Odżywcza emulsja z maliną nordycką Neutrogena - świetny balsam do ciała. Był naprawdę skuteczny i bardzo przypadł mi do gustu. Więcej możecie o nim przeczytać w tym poście.
* Olejek do kąpieli Jeżyna & Malina Tutti Frutti Farmona - nie wiem skąd nazwa olejek, bo ten kosmetyk to bardziej żel niż olejek. Tak też go stosowałam. Żel, podobnie jak peeling z tej samej serii, skradł moje serce swoim świetnym owocowym zapachem i dobrym działaniem. Poza tym żel nie przesusza skóry, co dla mnie jest istotnym punktem w działaniu tego typu kosmetyków. Na pewno jeszcze nie raz po niego sięgnę.
* Mydło w płynie Linda - to akurat był zapas tego mydła. Można je dostać w Biedronce i co jakiś czas po nie sięgam. Nie mam mu nic do zarzucenia.
* Antyperspirant Fa Sport Double Power - to zdecydowanie mój ulubieniec i faworyt wśród dezodorantów. Od jakiegoś czasu wiernie mi służy i coraz rzadziej sięgam po inne.
* Bloker Ziaja - to kolejny świetny kosmetyk, który znalazł się wśród marcowych pustaków. Używałam go jedynie dwa razy w tygodniu, a dzięki niemu byłam w pełni chroniona przed nadmiernym poceniem się i nieprzyjemnym zapachem. Wiem, że niektórym on nie służy, ale u mnie sprawdzał się bardzo dobrze i na pewno sięgnę po kolejne opakowanie.
* Zmywacz do paznokci BeBeauty - ten zmywacz jakoś nie przypadł mi do gustu. Fajnie, że jest wyposażony w pompkę, ale równie dobrze mogłoby jej nie być. Do tego nie był tak skuteczny, jak mój ulubiony zmywacz z Isany.
* Płatki kosmetyczne Carea - stały punkt projektu denko. Po żadne inne nie sięgam
* Szampon przeciwłupieżowy Isana Med - przyjemny szampon do włosów, który na pewno mi nie zaszkodził. Nie spowodował przetłuszczania, nie wzmocnił łupieżu, a wręcz na odwrót. Miał delikatny, nienachalny zapach, praktycznie niewyczuwalny. Był wydajny i dobrze się pienił. Jedyny minus to taki, że trochę plątał włosy, ale nie aż tak bardzo, jak co niektóre szampony. Bardzo możliwe, że jeszcze po niego sięgnę.
* Pur Blanca Elegance Avon - ostatnio bardzo często używam perfum z Avonu na co dzień. Tak tez było w przypadku tych, które okazały się całkiem przyjemne. Przypominały mi perfumy z którymi kiedyś szalałam, a mianowicie Pure One nieznanej marki, które były zapachem unisex.
* Migdałowy peeling do ciała Sweet Secret Farmona - całkiem przyjemny peeling do ciała, ale na pewno nie był on mocnym zdzierakiem. Dobrze nadawał się na co dzień, ale nie wiem czy jeszcze raz po niego sięgnę. Jeśli już to może po inną wersję zapachową. Jeśli chcecie dowiedzieć się o nim więcej, to zapraszam do tego posta.
* Krem do rąk Intensiv Kamill - świetny krem do rąk. Skuteczny, przyjemnie pachniał, był wydajny i niedrogi. Dostaniemy go w każdym Rossmannie. Jego pełną recenzję znajdziecie tutaj.
* Próbki - 3 sztuki.

Używałyście któryś z tych kosmetyków? Co o nich sądzicie?


sobota, 28 lutego 2015

Lutowy projekt denko...

Luty mija bezpowrotnie, dlatego przygotowałam już lutowy projekt denko. Tym razem wyrobiłam się dość szybko, ale też i nie było czego zbytnio opisywać. W lutym w ogóle nie zaszalałam z kosmetycznymi zużyciami. Jakoś tak wyszło, że mało produktów wykończyłam, ale może w marcu pójdzie mi trochę lepiej.


Jak widzicie na powyższym zdjęciu, kosmetycznych pustaków jest niewiele. Udało mi się zużyć kilka próbek, co mnie cieszy, bo zostało mi ich już naprawdę niewiele.


W kategorii włosy znalazły się:
* Szampon do włosów 2 w 1 Isana - użyłam go tylko kilka razy i w sumie nawet nie pamiętam czy przypadł moim włosom do gustu. Zużyłam do jako żel do depilacji ;-)
* Szampon łopianowy Herbal Care Farmona - tego szamponu na pewno nie polubiły moje włosy. Po jego zastosowaniu włosy były pokryte jakby tłustą warstwą, co od razu go zdyskwalifikowało. Zyżyłam go jako żel pod prysznic.
* Suchy szampon do włosów Isana - po ten szampon sięgam co jakiś czas. Co prawda jest trochę gorszy od Batiste, ale daje radę. Trzeba tylko uważać podczas jego stosowania, aby nie osiwieć ;-)


W kategorii ciało znalazły się:
* Żel pod prysznic z mocznikiem Isana Med - bardzo przyjemny żel pod prysznic, o którym pisałam tutaj. Nie przesuszał skóry, dobrze się pienił, miał neutralny zapach. Do tego jest łatwo dostępny i tani. Polecam.
* Płyn do higieny intymnej Facelle - do tego płynu regularnie wracam. Jest wielofunkcyjny, bo może posłużyć zgodnie z przeznaczeniem, ale też jako szampon do włosów, żel pod prysznic czy żel do oczyszczania twarzy.
* Regenerujący balsam do ciała Venus - balsam ten należy do średnich nawilżaczy. Osobiście wole bardziej treściwsze mazidła, więc raczej więcej po niego nie sięgnę.


W kategorii dłonie i usta znalazły się:
* Odżywka do paznokci 8 w 1 Eveline - to mój nr 1 w tej kategorii. Nie raz poratowała moje paznokcie przed całkowitym zniszczeniem. Ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Ja należę do tej pierwszej grupy, bo u mnie działa rewelacyjnie. Jeśli chcecie zobaczyć jak kiedyś mi pomogła to zapraszam do tego posta.
* Regenerujący krem do rąk Venus - ten krem, podobnie jak jego brat balsam, nie zrobił na mnie efektu wow. Mimo to całkiem dobrze radził sobie z nawilżeniem dłoni i miał przyjemny zapach.
* Brzozowa pomadka ochronna Sylveco - bardzo dobra pomadka ochronna. Była gęsta, nie topiła się, ale przede wszystkim świetnie nawilżała usta. Więcej możecie przeczytać o niej tutaj.


Wśród próbek nic się nie wyróżniło, jedynie Collagen+, który świetnie nawilżał i ujędrniał skórę twarzy.

Tak wygląda mój lutowy projekt denko. Nie jest tego zbyt dużo, ale pozbyłam się kilka nietrafionych kosmetyków, które zalegały mi na półce. Myślę, że w marcu uda mi się zużyć trochę więcej kosmetyków i zrobi mi się więcej wolnego miejsca w szafce. A jak tam Wasze zużycia kosmetyczne tego miesiąca?


czwartek, 8 stycznia 2015

Grudniowy projekt denko...

Witajcie!

Trochę spóźniony, ale najważniejsze, że jest - grudniowy projekt denko! W grudniu nie zaszalałam z kosmetycznymi zużyciami, ale źle też bardzo nie było. W sumie to wyszedł taki standardowy wynik, jak co miesiąc. 


W tamtym miesiącu udało mi się zużyć w sumie 9 pełnowymiarowych produktów i jedne mini perfumy. Taki wynik należy do średnich, ale najważniejsze, że idę do przodu ;-)


W kategorii ciało znalazły się:
* Płyn do higieny intymnej Facelle - od jakiegoś czasu mój ulubieniec, który stale u mnie gości. Delikatny, nie podrażnia. Można go też używać do innych celów, np. do mycia twarzy, włosów, czy pędzli do makijażu.
* Żel pod prysznic o zapachu czekolady BeBeauty - jakiś czas temu był dostępny w Biedronce więc skusiłam się na niego. Zapach miał całkiem przyjemny, jednak powodował u mnie lekkie ściągnięcie skóry po kąpieli, czego osobiście bardzo nie lubię. Poza tym mimo swojej sporej pojemności nie wystarczał mi na długo.
* Pomarańczowe mleczko do ciała Ziaja - z kosmetykami tej marki bywa różnie: raz trafi się na jakąś kosmetyczną perełkę, a innym razem zaskoczy nas jakiś bubel. Niestety tym razem była ta druga opcja. Liczyłam na przyjemny zapach pomarańczy, a zapach okazał się chemiczny i sztuczny i w ogóle nie przypadł mi do gustu. Nawilżanie też do najlepszych nie należało, dlatego jak najszybciej zużyłam to mazidło i już więcej po nie nie sięgnę.
* Dezodorant Fa Double Sport - to mój zdecydowany ulubieniec wśród tego typu kosmetyków. Jego zapach jest perfumowany i bardzo przyjemny, ale przede wszystkim antyperspirant spełnia swoje zadanie. Wracam do niego regularnie, a od kilku miesięcy po żaden inny nie sięgnęłam.
* Jabłkowo-cynamonowy peeling do ciała Balea - bardzo lubię żele pod prysznic Balea za ich wyjątkowe zapachy i nietypowe kompozycje. Ten żel okazał się jednak średniakiem. Jego zapach nie do końca przypadł mi do gustu, pomimo tego, że lubię cynamon i jabłka. Jego moc też nie należała do najmocniejszych. Zaliczyłabym go do tych peelingów na co dzień i przeznaczonych dla wrażliwców.
* Mydło w płynie Isana edycja limitowana - pomimo wielu zachwytów w blogosferze dotyczących tej wersji mydła, mnie ona nie przekonała do siebie. Lubię zapach wanilii, ale w tym przypadku czułam raczej jakąś zwiędniętą wanilię ;-)
* Perfumy Yodeyma Fruit - firma ta do niedawna była nikomu nieznana, aż nagle można było zamówić u niej takie właśnie niemałe próbki perfum. To coś na kształt FM Group, czyli zamienników droższych perfum. Wersja Fruit to zamiennik popularnego DKNY Be Delicious. To moje drugie perfumy tej marki, jednak poprzednie bardziej przypadły mi do gustu (Atrapame).


W kategorii twarz znalazły się:
* Płatki Carea - standard :-)
* Rewitalizujący krem do twarzy z ekstraktem z czarnego kawioru Avon Planet Spa - o tym kremie pisałam kiedyś tutaj. Polubiłam się z nim, bo nie przetłuszczał mojej cery, dobrze nawilżał i był bardzo wydajny. Stosowałam go głównie na noc i tu spisywał się bardzo dobrze.
* Dwufazowy płyn do demakijażu Ziaja - pisałam o nim ponad rok temu tutaj. Tak, jak wtedy mówiłam, że nigdy mnie nie zawiódł, tak do tej pory nie zmieniłam o nim swojego zdania. To mój demakijażowy ulubieniec i zawsze do niego wracam, pomimo tego, że testowałam już sporo innych kosmetyków tego typu.

Jak widzicie dużo tego nie było, jednak zawsze to lepsze niż nic. Wśród grudniowych zużyć znalazło się kilka produktów, do których regularnie wracam i które spełniają moje wymagania. Napiszcie co Wy o nich sądzicie.