Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aromat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aromat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2016

Piątki pachnące Yankee Candle: Soft Blanket...

Witajcie!

 

Dawno mnie tu nie było, prawda? Sama się sobie dziwię, że aż tyle czasu wytrzymałam bez blogowania, ale w ostatnim czasie miałam tyle spraw na głowie, że musiałam blog odstawić na bok. W końcu jednak znalazłam trochę czasu więc mam nadzieję, że uda mi się nadrobić blogowe zaległości, bo już mi brakowało pisania i przeglądania Waszych blogów. O tym co robiłam i dlaczego tak długo mnie nie było, napiszę w innym poście, a teraz zapraszam na recenzję wosku, który obecnie umila mi popołudnie. To Soft Blanket.

 

 

 

Soft Blanket pochodzi z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalnymi w nim aromatami maja być cytrusy, wanilia i bursztyn. Po pierwszym odpaleniu jego zapach od razu przypadł mi do gustu. Jest świeży, otulający, ciepły i przytulny. Wystarczy palić go przez kilkanaście minut, aby móc cieszyć się jego przyjemnym zapachem. Z pewnością przypadnie on do gustu osobom lubiącym nienachalne i nie przyprawiające o zawrót głowy aromaty. Ten na pewno do nich nie należy. Jest subtelny i trochę mi się kojarzy z małymi dziećmi. Ma w sobie też coś kobiecego. Jednak pomimo swojej delikatności dość długo utrzymuje się w pomieszczeniu. Wyobraźcie sobie mięciutki, delikatny, ciepły kocyk, pod którym moglibyście leżeć godzinami. Taki jest właśnie Soft Blanket. Myślę, że jego nazwa idealnie go odzwierciedla. Jest lekki, przytulny, otulający i chce się po niego często sięgać. Przez ostatni tydzień towarzyszył mi codziennie więc to też o czymś świadczy ;-) Spokojnie mogę go odpalić kiedy spodziewam się gości, bo wiem, że i im przypadnie do gustu. Z czystym sumieniem mogę też polecić go innym i na pewno zaliczam go do woskowych ulubieńców :)

 

 


Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies

 

 

piątek, 4 września 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Stony Cove...

Witajcie!


Dzisiaj piątek pora więc na przedstawienie kolejnego woskowego zapachu Yankee Candle. Większość wosków Yankee Candle bardzo lubię i mam wśród nich sporo ulubionych zapachów. Jednak czasami trafiam na zapach, którego mój nos zbytnio nie akceptuje. Niestety tak jest w przypadku wosku Stony Cove.

 

 

Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej z serii Simply Home. Po Stony Cove spodziewałam się zapachu świeżego, trochę morskiego i lekko tajemniczego. A jaki się okazał? No cóż, dla mnie jest on zbyt drażniący i meczący. Przypomina mi on odświeżacz powietrza, niekoniecznie należący do tych ładniejszych.  Wyczuwalnymi aromatami w nim powinny być egzotyczne kwiaty i nasycona ozonem bryza. W przypadku tego wosku niestety nic takiego nie poczułam. Po jego odpaleniu już po kilku minutach czuć dość mocny, specyficzny zapach, który mnie osobiście drażni. Pokładałam w nim spore nadzieje, jednak trochę, a może i bardzo mnie rozczarował. Wiem jednak, że są osoby, którym ten zapach bardzo się podoba. Więc to pewnie kwestia zmysłu powonienia ;-) Może Wy macie inne odczucia co do tego wosku?

 

 

Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.

 

piątek, 10 lipca 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: A Child's Wish...

Witajcie!


Pogoda za oknem prezentuje się nieciekawie, ale mam świetny sposób na ocieplenie klimatu, chociażby tylko w domu. Niedawno wypróbowałam pewien wosk, który już po kilku minutach skradł moje serce. Wiem, że dużo osób z Was podzieli moje zdanie o nim, bo mowa oczywiście o ślicznym wosku A Child's Wish.

 

 

Z czym kojarzy Wam się dzieciństwo? Bo mi z beztroską, wolnością, niewinnością, radością, bezpieczeństwem i nieustającą zabawą. Według mnie taki właśnie jest wosk A Child's Wish. Wosk pokochałam od pierwszego wąchnięcia. Jego aromat jest prześliczny! Zapach jest kwiatowy, ale nie jest to mocny zapach kwiatów z kwiaciarni. Porównałabym je raczej do polnych kwiatów, których aromat jest delikatny, subtelny i nienachalny. Zapach jest świetnie wyważony, przez co z pewnością nie spowoduje bólu głowy i nie zamęczy nas swoją intensywnością. Mimo tego już po kilku minutach jest cudowny aromat świetnie rozchodzi się po pomieszczeniu, skutecznie go otulając i pozostając w nim przez jakiś czas. Zapach jest słodki, ale nie przesłodzony. Kwiatowe aromaty w nim zawarte są rześkie, a zapach bursztynu sprawia, że całość jest delikatna i subtelna. Przy tym wosku z pewnością skutecznie się zrelaksujemy i odbędziemy podróż wprost do dziecięcej przeszłości :-)



Wosk pochodzi z kwiatowej linii zapachowej. Dominującymi w nim aromatami są: kwiatowa bryza, górska lilia oraz bursztyn. Szczerze mówiąc trudno było mi wyobrazić sobie takie połączenie zapachowe, ale skuszona pozytywnymi opiniami na jego temat w końcu się na niego zdecydowałam. I wiecie co? Żałuję... że zrobiłam to tak późno i nie zrobiłam sobie jego zapasów. Z czystym sumieniem mogę go Wam polecić, a sama dopisuję go do swojej listy woskowych ulubieńców, na którym póki co zajmie niekwestionowane pierwsze miejsce :) Jak już wyżej wspomniałam zakochałam się w tym zapachu i na pewno kupię jego większą ilość, a i dużą świecą w takim wydaniu bym nie pogardziła ;-)



Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


piątek, 26 czerwca 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Baby Powder...

Dobrze wiecie, że najbardziej lubię woski, które pachną słodko i intensywnie. Czasami jednak lubię urozmaicenie i wtedy sięgam po coś subtelniejszego i delikatniejszego. Wiem, że takie delikatne zapachy również mają wielu zwolenników, dlatego dzisiaj jeden z nich postanowiłam dla Was zrecenzować. To wosk Baby Powder.

 

 

 

 

Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej. Jak sama nazwa wskazuje pachnie pudrem dla niemowląt. Już jego sam wygląd i kolor prowadzą nasze odczucia w kierunku czegoś delikatnego i niewinnego. I taki właśnie jest ten wosk. Jest subtelny, delikatny, nienachalny, pudrowy, lekko słodkawy. Powiem szczerze, że wosk na sucho pachnie dla mnie o wiele lepiej niż po jego rozpaleniu. Pomimo tego wosk pachnie ładnie i przyjemnie, jednak mój nos w tym przypadku nie był do końca zachwycony tym zapachem.



 

 

Jego zapach mimo swojej subtelności jest też trochę intensywny, dlatego nie trzeba długo go palić, aby dobrze go poczuć. Ma w sobie coś relaksującego i odprężającego. W sumie to nie pamiętam już jak pachnie puder dla niemowląt więc nie potrafię ocenić czy wosk faktycznie go odzwierciedla. Wiem, że Baby Powder ma wielu fanów. Niestety u mnie sprawdził się średnio. Spodobał mi się, jednak coś w nim jest co mnie trochę drażniło. Chyba trochę inaczej wyobrażałam sobie ten zapach. To było moje pierwsze zetknięcie z tym woskiem więc na pewno dam mu jeszcze szansę, aby przekonał mnie do siebie, bo czytałam o nim wiele zachęcających opinii. Znacie ten zapach? Lubicie go?

 


Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


piątek, 12 czerwca 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Mandarin Cranberry...

W końcu mamy weekend! Wiem, że w taki dzień jak dzisiaj i w taką letnią pogodę nie macie ochoty siedzieć w domu, ale gdyby komuś z Was przyszła chęć na lenistwo w domowym zaciszu i otulenie się przyjemnym zapachem, zapraszam to dalszej części tego posta :-) Dzisiaj na tapetę idzie zapach, który może nie kojarzy się ze słoneczną pogodą, ale akurat mam słabość do żurawinowych aromatów, dlatego ostatnio sięgnęłam po wosk Mandarin Cranberry.



Wosk pochodzi z owocowej linii zapachowej, która jest chyba moją ulubioną. Jak sama nazwa wskazuje, to połączenie mandarynki i żurawiny. A, że żurawinę uwielbiam więc nie mogło zabraknąć tego wosku w mojej kolekcji. Połączenie mandarynki i żurawiny okazało się bardzo trafnym posunięciem. Zapach jest słodki i ciepły, ale przełamany kwaskowatością mandarynki, co dodaje mu świeżości i czyni z całości bardzo apetyczną mieszankę. Mandarin Cranberry nie jest ciężkim zapachem, nie powoduje bólu głowy, nie jest męczący i drażniący. Wręcz przeciwnie. To aromat, który fajnie otula całe pomieszczenie, tworząc przyjemną owocowo-cytrusową atmosferę. Wszystko jest fajnie zbalansowane, przez co wosk jest bardzo miły dla nosa. Według mnie ten zapach nadaje się na każdą porę roku pomimo tego, że żurawina przeważnie kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia. W tym przypadku Mandarin Cranberry możemy palić cały rok, nie tylko w święta. Jak już wcześniej pisałam uwielbiam żurawinowe zapachy, dlatego ten wosk na pewno zaliczam do moich woskowych ulubieńców.



Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


http://www.goodies.pl/


Lubicie takie żurawinowe aromaty?


piątek, 5 czerwca 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Honey Blossom...


Witajcie w ten piękny letni dzień!


Czy u Was też pogoda tak dopisuje? Bo u mnie od kilku dni grzeje słońce i nie zamierza ustępować. Dlatego staram się trochę opalić moje blade ciało, aby móc się jakoś prezentować w krótkich spodenkach. Wiem, że przez pogodę nie jest Wam w głowie siedzenie w domu, ale jeśli komuś znudziłaby się taka upalna pogoda i chciałby się trochę zrelaksować w domowym zaciszu, proponuję zapoznać się z dzisiejszą recenzją pięknie pachnącego wosku, jakim jest Honey Blossom.

 

 

Oto co pisze o nim producent:

"Honey Blossom – cudowna kompozycja zamknięta w niewielkim, naturalnym wosku – to nie tylko pomysł na to, jak sprawnie odświeżyć nastrój panujący we wnętrzu. Honey Blossom to najprawdziwsze, bardzo gustowne, odrobinę wyniosłe, damskie perfumy, których miejsce spoczywa na blacie eleganckiej, zabytkowej toaletki. Buduarowy aromat złożony jest z tak wyjątkowych, drogeryjnych nut jak ciężkie piżmo, słodki miód, świeże, pachnące żywicznym sokiem drewno i esencja wydobyta z serca tradycyjnej frezji. Całość tworzy bukiet wyjątkowo kobiecy i bliźniaczo podobny do luksusowych perfum!"

 

 

Honey Blossom pochodzi z kwiatowej linii zapachowej. Wyczuwalnymi aromatami są słodki miód, żywiczne drewno, piżm oraz frezja. Jak dla mnie to połączenie jest idealne! Honey Blossom to zapach, który skradnie niejedno kobiece serce. Jest on tak piękny niczym jego etykietka.  Zapach tego wosku jest intensywny, kwiatowy, lekko słodki, perfumowany, kobiecy, ale ma też coś w sobie subtelnego, delikatnego i świeżego. Po rozpaleniu wosku w pomieszczeniu zaczyna unosić się najpierw delikatny, świeży kwiatowy zapach, a po kilkunastu minutach zapach ten nabiera intensywności i staje się zapachem luksusowych perfum, które przyjemnie otulają całe wnętrze. Dlatego w tym wosku nie musicie się obawiać zapachu zwiędłych kwiatków. Przyznam się szczerze, że sądziłam iż ten zapach będzie lekki, zwiewny i ulotny, a jednak okazał się dość wyrazistym zapachem, który od razy przypadł mi do gustu. Jeśli lubicie kwiatowe i intensywne zapachy, tak jak ja, to Honey Blossom z pewnością Wam się spodoba :-)





Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


piątek, 29 maja 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Bahama Breeze...


Piątek to idealny dzień na chwilę relaksu. A jeśli ma być udany relaks, to koniecznie musimy zadbać o przyjemnie pachnącą atmosferę wokół nas. Kto już próbował wosków Yankee Candle ten wie, że potrafią one skutecznie poprawić zły humor i stworzyć przyjemny nastrój. Nie mogło być inaczej w przypadku wosku Bahama Breeze, który już samą nazwą przywołuje na myśl piaszczyste plaże, gorący piasek i błękitne fale.

 

 


Oto co pisze o nim producent:

"Jest ciepło. Upalnie wręcz! Bose stopy zapadają się w rozgrzanym, czyściutkim piasku, a wzrok przykuwa majestat miarowo uderzających fal. Idealny odpoczynek pod palmami – gdzieś na dalekiej wyspie. Doskonały relaks i cudowne odprężenie, które zaprasza nas do świata skończonego, doskonałego, gdzie powietrze pachnie morską bryzą i chłodnym koktajlem. To właśnie on, orzeźwiający tropikalny drink został zatopiony w wosku Bahama Breeze – pachnącym świeżym ananasem, słodkim mango i sokiem świeżo wyciśniętym ze słonecznego grejpfruta."

 

 

Wosk Bahama Breeze to nic innego jak połączenie soczystych zapachów, przywodzących na myśl egzotyczny koktajl.  Zapach pochodzi z owocowej linii zapachowej więc na pierwszy plan wysuwają się ananas, mango i grapefruit. To zapach świeży, słodki, owocowy, który kojarzy się z owocowymi drinkami. Nie wiem czy inni tak mają, ale ja wyczuwam w nim odrobinę kokosa, co bardzo mi w nim odpowiada. Wyczuwam w nim też coś morskiego, ale to może mi się tylko wydaje ze względu na połączenie tych wszystkich wakacyjnych aromatów w jeden. Bahama Breeze należy do tych lżejszych zapachów więc nie ma obaw, że spowoduje ból głowy. Jest lekki, rześki, pobudzający, pełen pozytywnej letniej energii, jak letnia owocowa morska bryza. To taka aromatyczna wakacyjna pocztówka, która przypomni nam o letnim lenistwie, ale też przeniesie nas na wymarzony urlop nad tropikalnym morzem. Podoba Wam się? :-)





Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


piątek, 15 maja 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Black Cherry...


Ten tydzień zleciał mi w oka mgnieniu. Na blogu trochę przycichło, ale budowa domu skutecznie pochłania wolny czas. Powoli zaczynamy planować wykończenie naszego wymarzonego domu, a wiecie, że takie dylematy dla kobiet nie są proste ;-) Mam jednak nadzieję, że jakoś uporządkuję swoje wszystkie plany i obejdzie się bez większych problemów. Wracając do tematu dzisiejszego posta, tradycyjnie mam dla Was recenzję wosku, który musiał znaleźć się w mojej skromnej kolekcji. To zapach, który od razu przypadł mi do gustu i pewnie dużo z Was także go lubi. Mowa tu o wosku Black Cherry.



Oto co pisze o nim producent:

"Są dojrzałe – nawet nie czerwone, ani nie karminowe! Są prawie czarne, głęboko bordowe – idealnie okrągłe i doskonale soczyste. Kuszą swoim słodkim aromatem i przywodzą na myśl najcudowniejsze chwile beztroskiego dzieciństwa, kiedy żadne, najwyższe nawet drzewo nie było przeszkodą do tego, aby skosztować świeżych czereśni. Ten smak i ten właśnie zapach – aromat cudownych, zapowiadających letnie upały czereśni – zamknięty został w woskowej masie Black Cherry. I to ten zapach może nam dzisiaj towarzyszyć na co dzień – dokładnie wtedy, kiedy mamy ochotę sięgnąć po odrobinę owocowej słodyczy, albo zanurzyć się we wspomnieniach z dzieciństwa."

 

 

Na początku muszę wtrącić swoje 3 grosze, ponieważ nie wiem czemu producent nazywa ten wosk czereśniowym. Dla mnie raczej to zapach bardziej wiśniowy z lekką nutą czereśni.  Mniejsza jednak z tym, bo chyba każdy przepada i za czereśniami i za wiśniami. Przynajmniej ja :) To wosk typowo owocowy. Po jego zapaleniu w pomieszczeniu szybko roznosi się soczysty zapach wiśniowo-czereśniowy. Zapach jest idealnie wyważony. Nie jest ani za słodki, ani też nie jest kwaskowaty. Jest wyrazisty i mocny, ale nie przytłaczający. Jak dla mnie jest on rześki, odświeżający i idealny na poprawę humoru. Wydaje mi się, że jest też on dość uniwersalnym zapachem, dlatego polubi go większość osób. Utrzymuje się w pomieszczeniu jeszcze przez spory czas, co osobiście bardzo mi się w woskach podoba. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o jego pięknym karminowym kolorze, który cieszy oko i pięknie prezentuje się w kominku. Jest dość realistycznym odzwierciedleniem wiśniowo-czereśniowego aromatu więc może przenieść nas prosto na wczasy pod wiśnią ;-) Lubicie takie mocno owocowe zapachy?





 

Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.

 

Przypominam Wam także o moim urodzinowym konkursie, w którym możecie brać udział do 25. maja :-)


http://w-moich-kregach.blogspot.com/2015/05/urodzinowy-konkurs.html


piątek, 8 maja 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Summer Scoop...


Ostatnio wpadłam w woskowy szał i co rusz palę nowy wosk Yankee Candle. Dopadła mnie jakaś zapachowa mania i mam ochotę ciągle otaczać się pięknymi zapachami. Nic już na to nie poradzę, że te małe woskowe tarty tak mnie urzekły i regularnie wrzucam je do swojego koszyka. To taka moja mała obsesja, ale za to bardzo miła ;-) Dzisiaj mam dla Was recenzje wosku, który idealnie wpasowuje się w wiosnę i lato. To wosk Summer Scoop czyli pyszne lody truskawkowe.



Oto co pisze o nim producent:

"Waniliowy mus – odpowiednio zmrożony – podany w towarzystwie świeżo przygotowanego, słodkiego, truskawkowego sosu. Albo wielkie, pyszne lody – składające się z nałożonych naprzemiennie, śmietanowych i owocowych gałek. Po prostu doskonałe, letnie orzeźwienie i moc owocowej przygody. Inspiracja, która stała się pobudką do stworzenia niezwykle wakacyjnego wosku – Summer Scoop. Pozbawiona kalorii kompozycja pozwala zamienić każdy, nawet najbardziej pochmurny dzień w letnie, ciepłe popołudnie – esencja pobudza umysł i koi zmęczone bezbarwną codziennością zmysły, racząc je pyszną, truskawkowowo-waniliową delicją."

 

 

Kolejny raz nie mogę się nie zgodzić z opisem producenta. Jeśli chcecie poprawić sobie humor, to sięgnijcie po ten wosk. To połączenie pysznych lodów śmietankowych i truskawkowych, które razem tworzą smakowitą propozycję. Nie myślcie jednak, że zapach ten jest mdły i przesłodzony. Wręcz przeciwnie. Zaliczyłabym go tych delikatniejszych i subtelniejszych zapachów, które nie powodują bólu głowy i nie przytłaczają nas swoją intensywnością. Summer Scoop otula nas przyjemnym zapachem deseru śmietankowo-truskawkowego. Całość jest lekka, niemęcząca, świeża i owocowa, z wyczuwalną nutą śmietankową. Dla mnie ten wosk to powrót do dzieciństwa i radości ze słodkości. To typowe lody truskawkowo-śmietankowe tyle, że pozbawione kalorii ;-) Lubicie takie woskowe słodkości?

 

Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


Chciałabym jeszcze zaprosić Was na urodzinowe rozdanie na moim blogu, które niebawem się rozpocznie. Mam dzisiaj urodziny więc chciałam i Wam sprawić jakąś niespodziankę. Dodam tylko, że wygrana będzie zawierała jeden z wosków YC :-) Niedługo o wszystkim dokładnie Was poinformuję ;-)

 

piątek, 1 maja 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Merry Berry...


Pogoda za oknem niestety nie sprzyja wylegiwaniu się na słońcu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby w inny sposób umilić sobie ten długi weekend. Nic tak nie poprawia humoru, jak otulenie się przyjemnym zapachem w taką nieciekawa pogodę. W związku z tym mam dla Was recenzję świetnego wosku Yankee Candle, jakim jest Merry Berry.



Oto co pisze o nim producent:

"Letnie owoce leśne w nowej, zimowej odsłonie – tak, w najprostszy sposób można opisać nową propozycję od Yankee Candle. Kompozycja Merry Berry – wchodząca w skład linii Simple Home – ukazuje zaskakujące wydanie dobrze znanych, sezonowych jagód. W tej wersji owoce nie stanowią podstawy letniego deseru, ale bazę do świątecznego ponczu – pysznego, słodkiego, odpowiednio zbilansowanego rozgrzewającymi przyprawami i (już od pierwszego pociągnięcia nosem) uzależniającego i naprawdę mocno uderzającego do głowy! A przy okazji – sprawnie mieszającego smak wakacji z pełnią zimowej, rodzinnej atmosfery charakterystycznej dla świątecznych celebracji."

 

 

Wosk pochodzi z serii Simple Home i z owocowej linii zapachowej. A jakie jest moje zdanie o tych wesołych jagodach? Uwielbiam je! To zapach typowo owocowy, słodki, który świetnie otula pomieszczenie, w którym go palimy. Łączy on w sobie słodycz owoców leśnych oraz wytrawność wina czy też wspomnianego w opisie ponczu. Mi kojarzy się ze smakowitym sokiem owocowym dopiero co wyciśniętym. Wystarczy przez kilkanaście minut palić ten wosk, aby móc w pełni cieszyć się głębią jego zapachu. Jak wiecie uwielbiam takie słodkie zapachy więc dla mnie Merry Berry to strzał w 10. Jednak nie wszystkim może przypaść do gustu ze względu na swoją intensywną słodycz. Myślę jednak, że producentowi udało się przełamać tą słodycz, właśnie aromatem ponczu, który delikatnie podkręca całość, nadając woskowi elegancji? Chyba tak to można określić ;-) Co najważniejsze to to, że wosk nie powoduje bólu głowy, pomimo swojej intensywności, a fajnie współgra z otoczeniem, utrzymując się w powietrzu jeszcze przez jakiś czas. Według mnie zapach wosku pasuje zarówno w okresie letnim, ale i zimowym, co mnie bardzo cieszy, ponieważ mogę go palić o każdej porze roku. Przed jego rozpaleniem trzeba się przygotować na eksplozję świeżości i owocowej słodyczy. Jak dla mnie bomba :)

Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.



piątek, 17 kwietnia 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Pink Sands...


Tradycyjnie, jak co piątek, przygotowałam dla Was recenzję wosku Yankee Candle, który cieszy się sporą popularnością i na pewno niejedna z Was już go poznała. Jeśli jednak zastanawiacie się jeszcze nad jego kupnem, to zapraszam do zapoznania się z moją recenzją. Dzisiaj więc na tapecie znajduje się wosk Pink Sands.



Oto co pisze o nim producent:

"To nie jest sen utalentowanego surrealisty, albo twórcze szaleństwo grafika odpowiedzialnego za obróbkę wakacyjnych zdjęć! Plaża usypana z różowych piasków naprawdę istnieje! Żeby tam się dostać wystarczy dobrze rozgrzać wosk Pink Sands. Kiedy kompozycja zacznie unosić się w powietrzu – poczujemy zapach bajkowych, egzotycznych, kolorowych kwiatów wychylających się łapczywie w kierunku słonecznych promieni. Wkrótce też dotrze do nas aromat słodkiej wanilii i orzeźwiających cytrusów rosnących w gajach usadowionych na skraju fantazyjnych, różowych wydm."




Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej. Wyczuwalnymi aromatami w nim są cytrusy, wanilia i słodkie kwiaty. Zapach należy do tych delikatnych, otulających, subtelnych, kobiecych aromatów. Mi kojarzy się on z czymś romantycznym, niewinnym i ulotnym. Wosk ten z pewnością nie jest nachalny, mocny i intensywny. Idealnie nada się dla osób, które nie przepadają za wyrazistymi zapachami. Pink Sands jest przyjemnym aromatem, trochę pudrowym. Jest lekki, świeży, nieduszący, bardzo miły. Osobiście bardzo lubię wyraziste i czasem nawet przesłodzone aromaty, jednak ten z pewnością taki nie jest. Można się fajnie przy nim zrelaksować, bo nie przytłacza nas swoją mocą. Jak dla mnie jednak mógłby być trochę mocniejszy, ale nic na to nie poradzę, że lubię odrobinę mocniejsze zapachy. Według mnie podobny jest on trochę do Lake Sunset, jednak tamten jest chyba bardziej wyrazistszy. Podsumowując Pink Sands przypadł mi do gustu, ponieważ jest miłą odskocznią od wosków bardziej intensywnych. Znacie ten wosk? Lubicie go?

 

 

Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.

piątek, 10 kwietnia 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Cranberry Pear...


Jest już piątek, a  jeśli piątek, to nie może zabraknąć recenzji wosku Yankee Candle. Z reguły mam tak, że jeden wosk palę przez cały tydzień, ponieważ w niektóre dni zapominam go odpalić. W tym tygodniu gości u mnie połączenie żurawiny i gruszki, czyli Cranberry Pear.


Oto co pisze o nim producent:
"Domowy, jeszcze ciepły placek z gruszkami i syropem żurawinowym najlepiej smakuje na przełomie lata i jesieni. Podobnie jest z Cranberry Pear – słodką, niemal cukierniczą tarteletką od Yankee Candle, której wyjątkowy zapach pomaga w bezbolesnym pożegnaniu się z wakacjami i udowadnia, że wrześniowe dni nie są jedynie zapowiedzią coraz dłuższych wieczorów, ale doskonałą okazją do tego, aby cieszyć się życiem i czerpać z niego pełnymi garściami to co najlepsze! Idealne zestawienie owocowych nut – słodkiej i nieco cierpkiej, orzeźwiająco kwaskowatej – to gotowy przepis na aromaterapeutyczną delicję. Ukryty w wosku Cranberry Pear zapach czaruje zmysły i z dużą intensywnością wypełnia wnętrze domu. Aromat kojarzy się z tradycyjnymi wypiekami i sielską, przytulną kuchnią. To właśnie panujący w niej klimat – przytulny, zapraszający i sprawiający, że czujemy się bezpiecznie – stał się inspiracją do stworzenia tej wyjątkowej kompozycji, za sprawą której zbliżająca się jesień kojarzy się nie z depresją, a owocową energią."


Zapach pochodzi z owocowej linii zapachowej, z jesiennej kolekcji Q3. Osobiście bardzo lubię woski, w których dominuje zapach żurawiny, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tej żurawinowej gruszki. Po odpaleniu wosku na pierwszy plan zdecydowanie wyłania się słodka żurawina. Po jakimś czasie staje się wyczuwalna słodka, ale i lekko kwaśna gruszka. Połączenie obu zapachów, jak dla mnie, jest bardzo udane. Całość jest słodka, ale nie przesłodzona. Zapach wosku potrafi fajnie otulić całe pomieszczenie, w którym jest palony. Jest on intensywny, ale nie nachalny i nie przytłacza swoją mocą. Soczysty, słodki, wyrazisty, owocowy, żurawinowo-gruszkowy miks, który na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym słodkie i owocowe aromaty. To taka soczysta gruszka, oblana słodkim syropem żurawinowym, na którą trzeba się skusić. Lubicie takie owocowe połączenia?


Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.