Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yankee Candle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yankee Candle. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 marca 2016
piątek, 26 lutego 2016
Piątki pachnące Yankee Candle: Soft Blanket...
Witajcie!
Dawno mnie tu nie było, prawda? Sama się sobie dziwię, że aż tyle czasu wytrzymałam bez blogowania, ale w ostatnim czasie miałam tyle spraw na głowie, że musiałam blog odstawić na bok. W końcu jednak znalazłam trochę czasu więc mam nadzieję, że uda mi się nadrobić blogowe zaległości, bo już mi brakowało pisania i przeglądania Waszych blogów. O tym co robiłam i dlaczego tak długo mnie nie było, napiszę w innym poście, a teraz zapraszam na recenzję wosku, który obecnie umila mi popołudnie. To Soft Blanket.
Soft Blanket pochodzi z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalnymi w nim aromatami maja być cytrusy, wanilia i bursztyn. Po pierwszym odpaleniu jego zapach od razu przypadł mi do gustu. Jest świeży, otulający, ciepły i przytulny. Wystarczy palić go przez kilkanaście minut, aby móc cieszyć się jego przyjemnym zapachem. Z pewnością przypadnie on do gustu osobom lubiącym nienachalne i nie przyprawiające o zawrót głowy aromaty. Ten na pewno do nich nie należy. Jest subtelny i trochę mi się kojarzy z małymi dziećmi. Ma w sobie też coś kobiecego. Jednak pomimo swojej delikatności dość długo utrzymuje się w pomieszczeniu. Wyobraźcie sobie mięciutki, delikatny, ciepły kocyk, pod którym moglibyście leżeć godzinami. Taki jest właśnie Soft Blanket. Myślę, że jego nazwa idealnie go odzwierciedla. Jest lekki, przytulny, otulający i chce się po niego często sięgać. Przez ostatni tydzień towarzyszył mi codziennie więc to też o czymś świadczy ;-) Spokojnie mogę go odpalić kiedy spodziewam się gości, bo wiem, że i im przypadnie do gustu. Z czystym sumieniem mogę też polecić go innym i na pewno zaliczam go do woskowych ulubieńców :)
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 18 września 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Frankincense...
Witajcie!
Zgodnie z moją blogową piątkową tradycją przychodzę dzisiaj do Was z recenzją wosku Yankee Candle o nazwie Frankincense. Czy wosk zawrócił mi w głowie? o tym przeczytacie w dalszej części tego posta...
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej z serii Classic z kolekcji Grand Baazar. Niestety jak dla mnie do rześkości jest w tym przypadku daleka droga. Głównymi aromatami w Frankincense są: słodka żywica przełamana pikantnością pieprzu wraz z balsamiczną nutą drewna. Co wyszło z tych aromatów? Zapach typowo kadzidlany, który na pewno nie należy do lekkich i rześkich. Pomimo tego, że lubię wyraziste i intensywne zapachy, ten jest dla mnie zbyt ciężki. Po jego odpaleniu już po kilku minutach w powietrzu zaczyna unosić się głęboki i przytłaczający mnie zapach. Nie mam nic do zapachu kadzidła, jednak raczej nie chciałabym aby taki zapach unosił się w moim domu. To zupełnie nie moje klimaty. Zdecydowanie wolę bardziej owocowe czy kwiatowe zapachy. Wosk ten należy do oryginalnych i nietypowych i na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu. Dla mnie okazał się woskowym killerem, do którego już nie wrócę. A może Wam Frankincense przypadł do gustu?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 11 września 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Moonlit Ocean...
Witajcie!
Dzisiaj piątek pora więc na recenzję kolejnego woskowego zapachu, który w ostatnim czasie u mnie gościł. Tym razem skusiłam się na coś, co od razu przypadło mi do gustu. To wosk Moonlit Ocean z rześkiej linii zapachowej z serii Simple Home.
Wyczuwalnymi aromatami w wosku Moonlit Ocean mają być: kokos, trawa cytrynowa i kwiat pomarańczy. Szczerze mówiąc nie wiem czy wyczułam poszczególne aromaty, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, ponieważ stworzyły one bardzo przyjemny, urzekający zapach. Całość idealnie się komponuje tworząc subtelny, perfumowany zapach damsko-męski, który od razu mnie urzekł. Jest on intensywny, ale na pewno nie jest przytłaczający i drażniący. Wręcz przeciwnie. Jest otulający i można się przy nim zrelaksować. Myślę, że kolor wosku jest idealnie do niego dopasowany. Ma w sobie coś magicznego i niejednoznacznego. Wyobrażam sobie, że właśnie tak musi pachnieć księżyc w pełni nad oceanem... Jak wiecie bardzo lubię męskie nuty w woskach więc Moonlit Ocean jak najbardziej zaspokoił moje zapachowe wymagania ;-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 4 września 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Stony Cove...
Witajcie!
Dzisiaj piątek pora więc na przedstawienie kolejnego woskowego zapachu Yankee Candle. Większość wosków Yankee Candle bardzo lubię i mam wśród nich sporo ulubionych zapachów. Jednak czasami trafiam na zapach, którego mój nos zbytnio nie akceptuje. Niestety tak jest w przypadku wosku Stony Cove.
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej z serii Simply Home. Po Stony Cove spodziewałam się zapachu świeżego, trochę morskiego i lekko tajemniczego. A jaki się okazał? No cóż, dla mnie jest on zbyt drażniący i meczący. Przypomina mi on odświeżacz powietrza, niekoniecznie należący do tych ładniejszych. Wyczuwalnymi aromatami w nim powinny być egzotyczne kwiaty i nasycona ozonem bryza. W przypadku tego wosku niestety nic takiego nie poczułam. Po jego odpaleniu już po kilku minutach czuć dość mocny, specyficzny zapach, który mnie osobiście drażni. Pokładałam w nim spore nadzieje, jednak trochę, a może i bardzo mnie rozczarował. Wiem jednak, że są osoby, którym ten zapach bardzo się podoba. Więc to pewnie kwestia zmysłu powonienia ;-) Może Wy macie inne odczucia co do tego wosku?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 12 czerwca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Mandarin Cranberry...
W końcu mamy weekend! Wiem, że w taki dzień jak dzisiaj i w taką letnią pogodę nie macie ochoty siedzieć w domu, ale gdyby komuś z Was przyszła chęć na lenistwo w domowym zaciszu i otulenie się przyjemnym zapachem, zapraszam to dalszej części tego posta :-) Dzisiaj na tapetę idzie zapach, który może nie kojarzy się ze słoneczną pogodą, ale akurat mam słabość do żurawinowych aromatów, dlatego ostatnio sięgnęłam po wosk Mandarin Cranberry.
Wosk pochodzi z owocowej linii zapachowej, która jest chyba moją ulubioną. Jak sama nazwa wskazuje, to połączenie mandarynki i żurawiny. A, że żurawinę uwielbiam więc nie mogło zabraknąć tego wosku w mojej kolekcji. Połączenie mandarynki i żurawiny okazało się bardzo trafnym posunięciem. Zapach jest słodki i ciepły, ale przełamany kwaskowatością mandarynki, co dodaje mu świeżości i czyni z całości bardzo apetyczną mieszankę. Mandarin Cranberry nie jest ciężkim zapachem, nie powoduje bólu głowy, nie jest męczący i drażniący. Wręcz przeciwnie. To aromat, który fajnie otula całe pomieszczenie, tworząc przyjemną owocowo-cytrusową atmosferę. Wszystko jest fajnie zbalansowane, przez co wosk jest bardzo miły dla nosa. Według mnie ten zapach nadaje się na każdą porę roku pomimo tego, że żurawina przeważnie kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia. W tym przypadku Mandarin Cranberry możemy palić cały rok, nie tylko w święta. Jak już wcześniej pisałam uwielbiam żurawinowe zapachy, dlatego ten wosk na pewno zaliczam do moich woskowych ulubieńców.
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Lubicie takie żurawinowe aromaty?
piątek, 1 maja 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Merry Berry...
Pogoda za oknem niestety nie sprzyja wylegiwaniu się na słońcu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby w inny sposób umilić sobie ten długi weekend. Nic tak nie poprawia humoru, jak otulenie się przyjemnym zapachem w taką nieciekawa pogodę. W związku z tym mam dla Was recenzję świetnego wosku Yankee Candle, jakim jest Merry Berry.
Oto co pisze o nim producent:
"Letnie owoce leśne w nowej, zimowej odsłonie – tak, w najprostszy sposób można opisać nową propozycję od Yankee Candle. Kompozycja Merry Berry – wchodząca w skład linii Simple Home – ukazuje zaskakujące wydanie dobrze znanych, sezonowych jagód. W tej wersji owoce nie stanowią podstawy letniego deseru, ale bazę do świątecznego ponczu – pysznego, słodkiego, odpowiednio zbilansowanego rozgrzewającymi przyprawami i (już od pierwszego pociągnięcia nosem) uzależniającego i naprawdę mocno uderzającego do głowy! A przy okazji – sprawnie mieszającego smak wakacji z pełnią zimowej, rodzinnej atmosfery charakterystycznej dla świątecznych celebracji."
Wosk pochodzi z serii Simple Home i z owocowej linii zapachowej. A jakie jest moje zdanie o tych wesołych jagodach? Uwielbiam je! To zapach typowo owocowy, słodki, który świetnie otula pomieszczenie, w którym go palimy. Łączy on w sobie słodycz owoców leśnych oraz wytrawność wina czy też wspomnianego w opisie ponczu. Mi kojarzy się ze smakowitym sokiem owocowym dopiero co wyciśniętym. Wystarczy przez kilkanaście minut palić ten wosk, aby móc w pełni cieszyć się głębią jego zapachu. Jak wiecie uwielbiam takie słodkie zapachy więc dla mnie Merry Berry to strzał w 10. Jednak nie wszystkim może przypaść do gustu ze względu na swoją intensywną słodycz. Myślę jednak, że producentowi udało się przełamać tą słodycz, właśnie aromatem ponczu, który delikatnie podkręca całość, nadając woskowi elegancji? Chyba tak to można określić ;-) Co najważniejsze to to, że wosk nie powoduje bólu głowy, pomimo swojej intensywności, a fajnie współgra z otoczeniem, utrzymując się w powietrzu jeszcze przez jakiś czas. Według mnie zapach wosku pasuje zarówno w okresie letnim, ale i zimowym, co mnie bardzo cieszy, ponieważ mogę go palić o każdej porze roku. Przed jego rozpaleniem trzeba się przygotować na eksplozję świeżości i owocowej słodyczy. Jak dla mnie bomba :)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 10 kwietnia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Cranberry Pear...
Jest już piątek, a jeśli piątek, to nie może zabraknąć recenzji wosku Yankee Candle. Z reguły mam tak, że jeden wosk palę przez cały tydzień, ponieważ w niektóre dni zapominam go odpalić. W tym tygodniu gości u mnie połączenie żurawiny i gruszki, czyli Cranberry Pear.
Oto co pisze o nim producent:
"Domowy, jeszcze ciepły placek z gruszkami i syropem żurawinowym
najlepiej smakuje na przełomie lata i jesieni. Podobnie jest z Cranberry
Pear – słodką, niemal cukierniczą tarteletką od Yankee Candle, której
wyjątkowy zapach pomaga w bezbolesnym pożegnaniu się z wakacjami i
udowadnia, że wrześniowe dni nie są jedynie zapowiedzią coraz dłuższych
wieczorów, ale doskonałą okazją do tego, aby cieszyć się życiem i
czerpać z niego pełnymi garściami to co najlepsze! Idealne zestawienie
owocowych nut – słodkiej i nieco cierpkiej, orzeźwiająco kwaskowatej –
to gotowy przepis na aromaterapeutyczną delicję. Ukryty w wosku
Cranberry Pear zapach czaruje zmysły i z dużą intensywnością wypełnia
wnętrze domu. Aromat kojarzy się z tradycyjnymi wypiekami i sielską,
przytulną kuchnią. To właśnie panujący w niej klimat – przytulny,
zapraszający i sprawiający, że czujemy się bezpiecznie – stał się
inspiracją do stworzenia tej wyjątkowej kompozycji, za sprawą której
zbliżająca się jesień kojarzy się nie z depresją, a owocową energią."
Zapach pochodzi z owocowej linii zapachowej, z jesiennej kolekcji Q3. Osobiście bardzo lubię woski, w których dominuje zapach żurawiny, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tej żurawinowej gruszki. Po odpaleniu wosku na pierwszy plan zdecydowanie wyłania się słodka żurawina. Po jakimś czasie staje się wyczuwalna słodka, ale i lekko kwaśna gruszka. Połączenie obu zapachów, jak dla mnie, jest bardzo udane. Całość jest słodka, ale nie przesłodzona. Zapach wosku potrafi fajnie otulić całe pomieszczenie, w którym jest palony. Jest on intensywny, ale nie nachalny i nie przytłacza swoją mocą. Soczysty, słodki, wyrazisty, owocowy, żurawinowo-gruszkowy miks, który na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym słodkie i owocowe aromaty. To taka soczysta gruszka, oblana słodkim syropem żurawinowym, na którą trzeba się skusić. Lubicie takie owocowe połączenia?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Etykiety:
aromat,
aromaty,
Cranberry Pear,
Goodies,
Goodies.pl,
piątki pachnące Yankee Candle,
wosk,
wosk Yankee Candle,
woski,
Yankee Candle,
zapach,
zapachy
piątek, 27 marca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Waikiki Melon...
Żaden tydzień nie może obejść się bez zapachowych umilaczy. Wiecie, że woski Yankee Candle darzę wielką sympatia, dlatego też co tydzień zapoznaję Was z którymś z nich. Dzisiaj przyszła pora na zapach, który kojarzy mi się z latem i słoneczną pogodą. To Waikiki Melon.
Oto co pisze o nim producent:
"Waikiki – czyli doskonale egzotyczna, wymarzona, w idealny sposób rajska
plaża – to najważniejszy punkt odległego Honolulu. To w tym miejscu
koncentruje się życie miasta znanego z serdeczności jego mieszkańców,
pokazów na których obejrzeć można spektakularne tańce i sztuczki
wykonywane z żywym ogniem. Waikiki to też piękne, tańczące w rytm hula
dziewczyny i kolory egzotycznych kwiatów zamienianych w zawieszane na
szyjach turystów wieńce. To wszystko – cały ten wyjątkowy i bardzo
wakacyjny klimat – kondensuje się w wosku Waikiki Melon, czyli w
kompozycji sprawnie łączącej w sobie aromat dojrzałego i słodkiego
melona skropionego dla kurażu odrobiną soku ze słonecznej, orzeźwiającej
pomarańczy."
Wosk należy do owocowej linii zapachowej. Lubicie jeść melona? Bo ja nie za bardzo, ale jego zapach owszem. Dlatego właśnie skusiłam się na wosk Waikiki Melon. Jego zapach jest typowo melonowy, jednak jest on delikatny i nienachalny. Najbardziej wyczuwalny jest w nim słodki melon, a dalej czuć lekką nutę pomarańczy. Zapach jest świeży, rześki, słodki, ale nie do przesady. Na pewno polubią go osoby lubiące subtelne zapachy, które delikatnie otulają pomieszczenia. Osobiście preferuję bardziej wyraziste i konkretne zapachy, jednak ten też jest niczego sobie. Palę go wtedy kiedy mam ochotę przywołać na myśl wspomnienia o lecie i drinkach z palemką. Myślę też, że Waikiki Melon fajnie sprawdzi się właśnie w okresie wiosennym. Lubicie ten wosk?
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 27 lutego 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Lake Sunset...
Tęsknię już za piękną, słoneczną pogodą, letnimi spacerami i wylegiwaniem się w słońcu. Na szczęście do zmiany pogody pozostało już niewiele czasu, przynajmniej mam taką nadzieję. W oczekiwaniu na lepszą aurę, umilam sobie zimowe dni różnymi przyjemnymi zapachami. Do takich z pewnością należy wosk Yankee Candle Lake Sunset. Należy on do rześkiej linii zapachowej, a dominującymi w nim aromatami są ozon, drewno i ananas.
Oto co pisze o nim producent:
"Świeże powietrze, ciepłe promienie przygotowującego się do snu słońca i
kalejdoskop aromatów natury – tak maluje się aura spokojnego, spędzanego
nad brzegiem jeziora wieczoru. W ten sam sposób prezentuje się też
pomysł na domową sesję aromaterapeutyczną – uspokajającą, dającą
ukojenie i przywodzącą na myśl najpiękniejsze, wakacyjne chwile. Wosk
Lake Sunset to wielka moc zamknięta w drobnej formie i propozycja
idealna dla wszystkich osób, które – walcząc z jesienną pluchą – marzą o
wejściu do wehikuły czasu, który zabierze je wprost na sierpniowe,
przyjeziorne molo."
Lake Sunset z czystym sumieniem mogę zaliczyć do ulubieńców. To zapach, który od razu przypadł mi do gustu. Nie wiem jak pachnie ozon, ale w tym wydaniu jest bardzo przyjemny. Zapach wosku należy do delikatnych, ale i słodkich aromatów. Jest świeży, ciepły, nie duszący, przyjemnie otula pomieszczenie i utrzymuje się w nim dość długo. Przy tym zapachu można się zrelaksować i przenieść się w przytulne miejsce. Świetnie nada się także na romantyczny wieczór we dwoje. Jest to zapach kobiecy, subtelny, troszkę pudrowy, ale też w jego głębi wyczuwam jakąś męską nutę, może piżma, co osobiście bardzo lubię w woskach. Wosk ten na myśl przywodzi letnie wieczory spędzone we dwoje, błogi relaks i odpoczynek. Jeśli tak pachnie zachód słońca nad jeziorem, to jestem jak najbardziej za.
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 13 lutego 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Black Coconut...
Tłusty czwartek, piątek 13-go i walentynki. Chyba już dawno nie było takiej kumulacji tego typu świąt. Dzisiaj miało być walentynkowe mani, ale jakoś nie mam weny więc mam dla Was recenzję kolejnego wosku Yankee Candle z mojej małej kolekcji, a mianowicie Black Coconut.
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic.
Wyczuwalne aromaty: dojrzały kokos, egzotyczne kwiaty oraz drzewo
cedrowe. Czy wyczuwam te aromaty? Otóż nie bardzo... Podczas zakupu tego wosku liczyłam na to, że ten wosk stanie się moim ulubieńcem, bo uwielbiam wszystko co kokosowe. Niestety w tym przypadku trochę się zawiodłam. A dlaczego? Bo dla mnie zapach kokosa w tym wosku jest słabo wyczuwalny, ulotny i niejednoznaczny. Po odpaleniu z niecierpliwością czekałam na pyszną woń kokosa, jednak nie otrzymałam tego. Co prawda zapach tego wosku ma w sobie kokosowe nuty, lecz są one delikatne, niewyraziste. Powiedziałabym, że bardziej wosk pachnie kokosową skorupą ;-) Przynajmniej mi na myśl przychodzi coś takiego, kiedy odpalam ten wosk. A co poza lekkim aromatem kokosa? No właśnie tu też nic się nie dzieje. Niby coś tam pachnie, ale tak delikatnie, że jest to bardzo trudne do określenia i niejednoznaczne. Chyba jednak wolę woski o bardziej wyrazistych zapachach. Mimo to, czytałam o nim wiele pozytywnych opinii więc może to tylko mój zmysł węchu tak go odebrał...
piątek, 30 stycznia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Candy Cane Lane...
Nastał piątek - tygodnia koniec i początek ;-) W związku z tym przybywam do was z recenzją wosku Yankee Candle o słodkiej nazwie Candy Cane Lane. Wosk pochodzi z okolicznościowej linii zapachowej więc nie mogło go zabraknąć w mojej woskowej kolekcji.
Producent wosku zapewnia, że wyczuwalnymi aromatami tego wosku mają być mięta pieprzowa, słodkie ciasteczka oraz kremowy waniliowy lukier. Czy się z tym zgadzam? Jasne, że tak :) Po pierwszym odpaleniu Candy Cane Lane byłam trochę zaskoczona jego zapachem, bo pierwsze co poczułam, to świeży aromat mięty pieprzowej. Zaraz po tym czuć zapach słodkich ciastek oblanych waniliowym lukrem. Przy kolejnych odpaleniach wosku, aromat mięty staje się słabszy i na prowadzenie wysuwają się te słodsze aromaty. Dzięki aromatowi mięty pieprzowej wosk ten nie jest przesłodzony, a ma w sobie małego pazura, który fajnie podkręca całość.
Candy Cane Lane to dla mnie zapach nietypowy, ale bardzo przyjemny. Słodycz ciastek miesza się z odświeżającą miętą, otulając pomieszczenie przyjemnym zapachem. W przypadku tego wosku nie ma mowy o przesłodzeniu czy zamuleniu. Wszystko jest bardzo dobrze wyważone. Wosk ma w sobie też coś ze świąt, delikatny i nienachalny korzenny aromat, ale jak dla mnie idealnie nada się na każdą porę roku. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że połączenie słodkiego i miętowego zapachu może tak przypaść mi do gustu.
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 16 stycznia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Ginger Dusk...
Dzisiaj piątek więc przyszła pora na recenzję wosku Yankee Candle, a mianowicie na wersję rozgrzewającą czyli Ginger Dusk. Wosk ten pochodzi z owocowej linii zapachowej i z pewnością nada się na chłodniejsze, jak i cieplejsze dni.
Oto co pisze o nim producent:
" Smakowita, orzeźwiająca tarteletka, która – tak jak najlepszy na lato,
cukierniczy deser – wykonana została na bazie energetycznych cytrusów i
orientalnego, zdecydowanego imbiru. Wosk Ginger Dust to moc odświeżenia i
potężna dawka pozytywnych emocji zamknięta w niewielkiej, zgrabnej
formie. Wyjątkowa, owocowo-przyprawowa kompozycja zaskakuje
intensywnością, tonizuje, oczyszcza atmosferę. Jej nuty zostały dobrane
tak, aby całość przywodziła na myśl klimat wieczorów spędzanych w
rajskich, tropikalnych okolicznościach przyrody. Dzięki idealnym
proporcjom i naturalnym, zamkniętym w jasnym wosku olejkom, Ginger Dust
budzi pozytywne skojarzenia, skutecznie tonizuje i pomaga szybko
naładować baterie. Polecamy topić tarteletkę zarówno podczas letnich
upałów, jak i w trakcie pochmurnych, jesiennych wieczorów, kiedy to
imbirowo-cytrusowy zapach pomoże w walce z październikowym bluesem i
przywoła najbardziej słoneczne, letnie wspomnienia."
Ginger Dusk jak najbardziej przypadł mi do gustu. To idealne połączenie aromatu cytrusów i imbiru. Mieszanka orzeźwiająca i chłodząca, ale jednocześnie ogrzewająca - taki mały paradoks, ale bardzo przyjemny. Rzadko sięgam po woski o cytrusowych nutach, bo obawiam się, że okażą się męczącym zapachem, podobnym do odświeżaczy toaletowych. Na szczęście w tym przypadku nic takiego nie ma miejsca. To bardzo przyjemny zapach, który delikatnie otula wnętrze, nadając mu rześkości i lekkości, ale jest w tym coś subtelnego i niedrażniącego nosa. Mimo tego, że imbir kojarzy mi się z chłodniejszą aurą, to zapach tego wosku przywodzi na myśl letnie, ciepłe dni. Zapach należy do tych
niemęczących i nie powoduje bólu głowy. Nie należy on do tych
słodziaków, które mają tyle samo zwolenników, co i przeciwników. Odpalając wosk Ginger Dusk
możecie spodziewać się świeżego aromatu słodko-kwaśnych cytrusów i
orzeźwiająco-rozgrzewającego imbiru. Połączenie całkiem smakowite,
prawda?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)































