Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aromaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aromaty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Stony Cove...

Witajcie!


Dzisiaj piątek pora więc na przedstawienie kolejnego woskowego zapachu Yankee Candle. Większość wosków Yankee Candle bardzo lubię i mam wśród nich sporo ulubionych zapachów. Jednak czasami trafiam na zapach, którego mój nos zbytnio nie akceptuje. Niestety tak jest w przypadku wosku Stony Cove.

 

 

Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej z serii Simply Home. Po Stony Cove spodziewałam się zapachu świeżego, trochę morskiego i lekko tajemniczego. A jaki się okazał? No cóż, dla mnie jest on zbyt drażniący i meczący. Przypomina mi on odświeżacz powietrza, niekoniecznie należący do tych ładniejszych.  Wyczuwalnymi aromatami w nim powinny być egzotyczne kwiaty i nasycona ozonem bryza. W przypadku tego wosku niestety nic takiego nie poczułam. Po jego odpaleniu już po kilku minutach czuć dość mocny, specyficzny zapach, który mnie osobiście drażni. Pokładałam w nim spore nadzieje, jednak trochę, a może i bardzo mnie rozczarował. Wiem jednak, że są osoby, którym ten zapach bardzo się podoba. Więc to pewnie kwestia zmysłu powonienia ;-) Może Wy macie inne odczucia co do tego wosku?

 

 

Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.

 

piątek, 1 maja 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Merry Berry...


Pogoda za oknem niestety nie sprzyja wylegiwaniu się na słońcu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby w inny sposób umilić sobie ten długi weekend. Nic tak nie poprawia humoru, jak otulenie się przyjemnym zapachem w taką nieciekawa pogodę. W związku z tym mam dla Was recenzję świetnego wosku Yankee Candle, jakim jest Merry Berry.



Oto co pisze o nim producent:

"Letnie owoce leśne w nowej, zimowej odsłonie – tak, w najprostszy sposób można opisać nową propozycję od Yankee Candle. Kompozycja Merry Berry – wchodząca w skład linii Simple Home – ukazuje zaskakujące wydanie dobrze znanych, sezonowych jagód. W tej wersji owoce nie stanowią podstawy letniego deseru, ale bazę do świątecznego ponczu – pysznego, słodkiego, odpowiednio zbilansowanego rozgrzewającymi przyprawami i (już od pierwszego pociągnięcia nosem) uzależniającego i naprawdę mocno uderzającego do głowy! A przy okazji – sprawnie mieszającego smak wakacji z pełnią zimowej, rodzinnej atmosfery charakterystycznej dla świątecznych celebracji."

 

 

Wosk pochodzi z serii Simple Home i z owocowej linii zapachowej. A jakie jest moje zdanie o tych wesołych jagodach? Uwielbiam je! To zapach typowo owocowy, słodki, który świetnie otula pomieszczenie, w którym go palimy. Łączy on w sobie słodycz owoców leśnych oraz wytrawność wina czy też wspomnianego w opisie ponczu. Mi kojarzy się ze smakowitym sokiem owocowym dopiero co wyciśniętym. Wystarczy przez kilkanaście minut palić ten wosk, aby móc w pełni cieszyć się głębią jego zapachu. Jak wiecie uwielbiam takie słodkie zapachy więc dla mnie Merry Berry to strzał w 10. Jednak nie wszystkim może przypaść do gustu ze względu na swoją intensywną słodycz. Myślę jednak, że producentowi udało się przełamać tą słodycz, właśnie aromatem ponczu, który delikatnie podkręca całość, nadając woskowi elegancji? Chyba tak to można określić ;-) Co najważniejsze to to, że wosk nie powoduje bólu głowy, pomimo swojej intensywności, a fajnie współgra z otoczeniem, utrzymując się w powietrzu jeszcze przez jakiś czas. Według mnie zapach wosku pasuje zarówno w okresie letnim, ale i zimowym, co mnie bardzo cieszy, ponieważ mogę go palić o każdej porze roku. Przed jego rozpaleniem trzeba się przygotować na eksplozję świeżości i owocowej słodyczy. Jak dla mnie bomba :)

Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.



piątek, 17 kwietnia 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Pink Sands...


Tradycyjnie, jak co piątek, przygotowałam dla Was recenzję wosku Yankee Candle, który cieszy się sporą popularnością i na pewno niejedna z Was już go poznała. Jeśli jednak zastanawiacie się jeszcze nad jego kupnem, to zapraszam do zapoznania się z moją recenzją. Dzisiaj więc na tapecie znajduje się wosk Pink Sands.



Oto co pisze o nim producent:

"To nie jest sen utalentowanego surrealisty, albo twórcze szaleństwo grafika odpowiedzialnego za obróbkę wakacyjnych zdjęć! Plaża usypana z różowych piasków naprawdę istnieje! Żeby tam się dostać wystarczy dobrze rozgrzać wosk Pink Sands. Kiedy kompozycja zacznie unosić się w powietrzu – poczujemy zapach bajkowych, egzotycznych, kolorowych kwiatów wychylających się łapczywie w kierunku słonecznych promieni. Wkrótce też dotrze do nas aromat słodkiej wanilii i orzeźwiających cytrusów rosnących w gajach usadowionych na skraju fantazyjnych, różowych wydm."




Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej. Wyczuwalnymi aromatami w nim są cytrusy, wanilia i słodkie kwiaty. Zapach należy do tych delikatnych, otulających, subtelnych, kobiecych aromatów. Mi kojarzy się on z czymś romantycznym, niewinnym i ulotnym. Wosk ten z pewnością nie jest nachalny, mocny i intensywny. Idealnie nada się dla osób, które nie przepadają za wyrazistymi zapachami. Pink Sands jest przyjemnym aromatem, trochę pudrowym. Jest lekki, świeży, nieduszący, bardzo miły. Osobiście bardzo lubię wyraziste i czasem nawet przesłodzone aromaty, jednak ten z pewnością taki nie jest. Można się fajnie przy nim zrelaksować, bo nie przytłacza nas swoją mocą. Jak dla mnie jednak mógłby być trochę mocniejszy, ale nic na to nie poradzę, że lubię odrobinę mocniejsze zapachy. Według mnie podobny jest on trochę do Lake Sunset, jednak tamten jest chyba bardziej wyrazistszy. Podsumowując Pink Sands przypadł mi do gustu, ponieważ jest miłą odskocznią od wosków bardziej intensywnych. Znacie ten wosk? Lubicie go?

 

 

Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.

piątek, 10 kwietnia 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Cranberry Pear...


Jest już piątek, a  jeśli piątek, to nie może zabraknąć recenzji wosku Yankee Candle. Z reguły mam tak, że jeden wosk palę przez cały tydzień, ponieważ w niektóre dni zapominam go odpalić. W tym tygodniu gości u mnie połączenie żurawiny i gruszki, czyli Cranberry Pear.


Oto co pisze o nim producent:
"Domowy, jeszcze ciepły placek z gruszkami i syropem żurawinowym najlepiej smakuje na przełomie lata i jesieni. Podobnie jest z Cranberry Pear – słodką, niemal cukierniczą tarteletką od Yankee Candle, której wyjątkowy zapach pomaga w bezbolesnym pożegnaniu się z wakacjami i udowadnia, że wrześniowe dni nie są jedynie zapowiedzią coraz dłuższych wieczorów, ale doskonałą okazją do tego, aby cieszyć się życiem i czerpać z niego pełnymi garściami to co najlepsze! Idealne zestawienie owocowych nut – słodkiej i nieco cierpkiej, orzeźwiająco kwaskowatej – to gotowy przepis na aromaterapeutyczną delicję. Ukryty w wosku Cranberry Pear zapach czaruje zmysły i z dużą intensywnością wypełnia wnętrze domu. Aromat kojarzy się z tradycyjnymi wypiekami i sielską, przytulną kuchnią. To właśnie panujący w niej klimat – przytulny, zapraszający i sprawiający, że czujemy się bezpiecznie – stał się inspiracją do stworzenia tej wyjątkowej kompozycji, za sprawą której zbliżająca się jesień kojarzy się nie z depresją, a owocową energią."


Zapach pochodzi z owocowej linii zapachowej, z jesiennej kolekcji Q3. Osobiście bardzo lubię woski, w których dominuje zapach żurawiny, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tej żurawinowej gruszki. Po odpaleniu wosku na pierwszy plan zdecydowanie wyłania się słodka żurawina. Po jakimś czasie staje się wyczuwalna słodka, ale i lekko kwaśna gruszka. Połączenie obu zapachów, jak dla mnie, jest bardzo udane. Całość jest słodka, ale nie przesłodzona. Zapach wosku potrafi fajnie otulić całe pomieszczenie, w którym jest palony. Jest on intensywny, ale nie nachalny i nie przytłacza swoją mocą. Soczysty, słodki, wyrazisty, owocowy, żurawinowo-gruszkowy miks, który na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym słodkie i owocowe aromaty. To taka soczysta gruszka, oblana słodkim syropem żurawinowym, na którą trzeba się skusić. Lubicie takie owocowe połączenia?


Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


piątek, 27 marca 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Waikiki Melon...


Żaden tydzień nie może obejść się bez zapachowych umilaczy. Wiecie, że woski Yankee Candle darzę wielką sympatia, dlatego też co tydzień zapoznaję Was z którymś z nich. Dzisiaj przyszła pora na zapach, który kojarzy mi się z latem i słoneczną pogodą. To Waikiki Melon.


Oto co pisze o nim producent:
"Waikiki – czyli doskonale egzotyczna, wymarzona, w idealny sposób rajska plaża – to najważniejszy punkt odległego Honolulu. To w tym miejscu koncentruje się życie miasta znanego z serdeczności jego mieszkańców, pokazów na których obejrzeć można spektakularne tańce i sztuczki wykonywane z żywym ogniem. Waikiki to też piękne, tańczące w rytm hula dziewczyny i kolory egzotycznych kwiatów zamienianych w zawieszane na szyjach turystów wieńce. To wszystko – cały ten wyjątkowy i bardzo wakacyjny klimat – kondensuje się w wosku Waikiki Melon, czyli w kompozycji sprawnie łączącej w sobie aromat dojrzałego i słodkiego melona skropionego dla kurażu odrobiną soku ze słonecznej, orzeźwiającej pomarańczy."


Wosk należy do owocowej linii zapachowej. Lubicie jeść melona? Bo ja nie za bardzo, ale jego zapach owszem. Dlatego właśnie skusiłam się na wosk Waikiki Melon. Jego zapach jest typowo melonowy, jednak jest on delikatny i nienachalny. Najbardziej wyczuwalny jest w nim słodki melon, a dalej czuć lekką nutę pomarańczy. Zapach jest świeży, rześki, słodki, ale nie do przesady. Na pewno polubią go osoby lubiące subtelne zapachy, które delikatnie otulają pomieszczenia. Osobiście preferuję bardziej wyraziste i konkretne zapachy, jednak ten też jest niczego sobie. Palę go wtedy kiedy mam ochotę przywołać na myśl wspomnienia o lecie i drinkach z palemką.  Myślę też, że Waikiki Melon fajnie sprawdzi się właśnie w okresie wiosennym. Lubicie ten wosk?


Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


piątek, 13 marca 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Pink Dragon Fruit...


Nastał piątek - tygodnia koniec i początek :-) Pora więc na chwilę relaksu wraz z woskiem Yankee Candle Pink Dragon Fruit. Według mnie wosk ten idealnie nadaje się na wiosnę i lato, ponieważ jego intensywny, różowy kolor przywodzi mi na myśl słoneczną i ciepłą pogodę. A jak pachnie?


Oto co pisze o nim producent:
"Pitaja zakwita tylko w nocy. W dzień natomiast – kusi aromatem oryginalnych, żywo różowych owoców. To właśnie one – truskawkowe gruszki – zebrane zostały na meksykańskich wakacjach, doskonale spreparowane i zamienione w sporą ilość wonnych olejków. Esencja wprost z serca smoczego owocu trafiła następnie do wnętrza wosku – aromatycznego, słodkiego, egzotycznego. Pink Dragon Fruit to zapachowy monochromatyzm w najlepszym wydaniu – długo wyczekiwana randka z meksykańską królową nocy, pachnąca aromatem truskawkowej gruszki i czarująca minimalistyczną formą zaklętą w różowym wosku."


Wosk należy do owocowej linii zapachowej. Nie wiem jak dokładnie pachnie smoczy owoc, ale jeśli wosk ten jest jego odzwierciedleniem, to jestem jak najbardziej na tak. Z pewnością jest on słodkim zapachem, ale też nie przesłodzonym.Po odpaleniu wosku w pomieszczeniu rozchodzi się przyjemny słodki, otulający, owocowy zapach. To egzotyczny, energetyzujący aromat, przełamany lekką kwaskowatością, dzięki czemu nie jest mdły i nie powoduje bólu głowy. Pink Dragon Fruit na pewno jest zapachem oryginalnym i nietypowym, ponieważ ciężko jest mi go do czegoś porównać. Na pewno ma on coś ze wspomnianej przez producenta truskawki, ale takiej egzotycznej. Wosk ten z pewnością przypadnie do gustu osobom lubiącym nietypowe, wyraziste zapachy. Dla mnie jest on nowym doznaniem zapachowym, które bardzo mi się spodobało.


Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


piątek, 30 stycznia 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Candy Cane Lane...


Nastał piątek - tygodnia koniec i początek ;-) W związku z tym przybywam do was z recenzją wosku Yankee Candle o słodkiej nazwie Candy Cane Lane. Wosk pochodzi z okolicznościowej linii zapachowej więc nie mogło go zabraknąć w mojej woskowej kolekcji.


Producent wosku zapewnia, że wyczuwalnymi aromatami tego wosku mają być mięta pieprzowa, słodkie ciasteczka oraz kremowy waniliowy lukier. Czy się z tym zgadzam? Jasne, że tak :) Po pierwszym odpaleniu Candy Cane Lane byłam trochę zaskoczona jego zapachem, bo pierwsze co poczułam, to świeży aromat mięty pieprzowej. Zaraz po tym czuć zapach słodkich ciastek oblanych waniliowym lukrem. Przy kolejnych odpaleniach wosku, aromat mięty staje się słabszy i na prowadzenie wysuwają się te słodsze aromaty. Dzięki aromatowi mięty pieprzowej wosk ten nie jest przesłodzony, a ma w sobie małego pazura, który fajnie podkręca całość.


Candy Cane Lane to dla mnie zapach nietypowy, ale bardzo przyjemny. Słodycz ciastek miesza się z odświeżającą miętą, otulając pomieszczenie przyjemnym zapachem. W przypadku tego wosku nie ma mowy o przesłodzeniu czy zamuleniu. Wszystko jest bardzo dobrze wyważone. Wosk ma w sobie też coś ze świąt, delikatny i nienachalny korzenny aromat, ale jak dla mnie idealnie nada się na każdą porę roku. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że połączenie słodkiego i miętowego zapachu może tak przypaść mi do gustu. 


 Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.

piątek, 16 stycznia 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Ginger Dusk...


 Dzisiaj piątek więc przyszła pora na recenzję wosku Yankee Candle, a mianowicie na wersję rozgrzewającą czyli Ginger Dusk. Wosk ten pochodzi z owocowej linii zapachowej i z pewnością nada się na chłodniejsze, jak i cieplejsze dni.


Oto co pisze o nim producent:
" Smakowita, orzeźwiająca tarteletka, która – tak jak najlepszy na lato, cukierniczy deser – wykonana została na bazie energetycznych cytrusów i orientalnego, zdecydowanego imbiru. Wosk Ginger Dust to moc odświeżenia i potężna dawka pozytywnych emocji zamknięta w niewielkiej, zgrabnej formie. Wyjątkowa, owocowo-przyprawowa kompozycja zaskakuje intensywnością, tonizuje, oczyszcza atmosferę. Jej nuty zostały dobrane tak, aby całość przywodziła na myśl klimat wieczorów spędzanych w rajskich, tropikalnych okolicznościach przyrody. Dzięki idealnym proporcjom i naturalnym, zamkniętym w jasnym wosku olejkom, Ginger Dust budzi pozytywne skojarzenia, skutecznie tonizuje i pomaga szybko naładować baterie. Polecamy topić tarteletkę zarówno podczas letnich upałów, jak i w trakcie pochmurnych, jesiennych wieczorów, kiedy to imbirowo-cytrusowy zapach pomoże w walce z październikowym bluesem i przywoła najbardziej słoneczne, letnie wspomnienia."


Ginger Dusk jak najbardziej przypadł mi do gustu. To idealne połączenie aromatu cytrusów i imbiru. Mieszanka orzeźwiająca i chłodząca, ale jednocześnie ogrzewająca - taki mały paradoks, ale bardzo przyjemny. Rzadko sięgam po woski o cytrusowych nutach, bo obawiam się, że okażą się męczącym zapachem, podobnym do odświeżaczy toaletowych. Na szczęście w tym przypadku nic takiego nie ma miejsca. To bardzo przyjemny zapach, który delikatnie otula wnętrze, nadając mu rześkości i lekkości, ale jest w tym coś subtelnego i niedrażniącego nosa. Mimo tego, że imbir kojarzy mi się z chłodniejszą aurą, to zapach tego wosku przywodzi na myśl letnie, ciepłe dni. Zapach należy do tych niemęczących i nie powoduje bólu głowy. Nie należy on do tych słodziaków, które mają tyle samo zwolenników, co i przeciwników. Odpalając wosk Ginger Dusk możecie spodziewać się świeżego aromatu słodko-kwaśnych cytrusów i orzeźwiająco-rozgrzewającego imbiru. Połączenie całkiem smakowite, prawda?

Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies

piątek, 19 grudnia 2014

Piątki pachnące Yankee Candle: Angel's Wings...

Ostatnio naszła mnie ochota na zmianę wystroju na blogu. W związku z tym powstał nowy nagłówek i podpis (może być? Czy dalej próbować?). Postanowiłam też trochę ulepszyć całokształt mojego bloga więc pewnie małe zmiany będą się regularnie pojawiały. Święta już tuż, tuż jednak pogoda nie nastraja świątecznie. Dlatego trzeba w jakiś inny sposób nastroić się świątecznie i poczuć magię świąt, a także zimy, której póki co brak. W tym celu najczęściej sięgam po woski Yankee Candle. W ogóle zauważyłam, że po te pachnące tarty najczęściej sięgam, kiedy chcę poprawić sobie humor, umilić relaks lub dobrze się nastroić. Tym razem wybór padł na zimową nowość czyli Angel's Wings.


Wosk Angel's Wings pochodzi z okolicznościowej linii zapachowej. Aromaty w nim wyczuwalne to wata cukrowa, płatki kwiatów oraz kremowa wanilia. Wosk ten odpaliłam dopiero dzisiaj, kilka godzin temu, ale już postanowiłam podzielić się z Wami recenzją na jego temat. Moim niezawodnym sposobem na dokładne poczucie zapachu wosku jest wyjście z pomieszczenia, w którym znajduje się kominek i wejście do niego po ok. 10 minutach od momentu rozpalenia wosku. Wtedy mogę w pełni poczuć zapach wosku i sprawdzić jak wypada przy pierwszym wrażeniu (wąchnięciu ;-). Wiadomo, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, dlatego ten sposób, jak dla mnie jest bardzo dobry. Dzięki temu mogę wtedy sprawdzić też jego intensywność.


Mój sposób na zapoznanie się z woskiem już poznałyście, pora więc na opis tego pierwszego razu... Po pierwszym zetknięciu się z tym woskiem od razu przypadł mi on do gustu. Jego zapach należy do tych słodkich więc dla mnie jest jak znalazł. Aromatem wysuwającym się naprzód jest wata cukrowa i delikatna wanilia. Wyczuwam w nim też jakiś inny aromat, ale jest on trudny do jednoznacznego określenia. Myślę, że są to właśnie te płatki kwiatów. Połączenie tych aromatów tworzy zapach słodki, otulający, ciepły, ale też świeży i czysty. Jest intensywny, ale nienachalny i nie mdli. Wszystko jest dobrze wyważone. Mimo tego wosku nie mogłam palić długo, bo czułam jego intensywność, która co niektórych może troszkę przesłodzić, ponieważ wiem, że niektórzy nie lubią takich słodkich zapachów.


Mi słodycz wosku Angel's Wings jak najbardziej odpowiada i przywodzi na myśl beztroskie, młodzieńcze lata. Kojarzy mi się także z lukrowanymi, waniliowymi ciastkami. A co do skrzydeł anioła, to zamykając oczy można sobie wyobrazić piękne, białe skrzydła anielskie, a pod nimi my relaksujący się na słodkiej, puchowej chmurce :)

Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, znajdziecie w sklepie Goodies.

Mam jeszcze pytanie co do wosków Yankee Candle: czy kojarzycie czy któryś z nich pachnie migdałami? Coś naszła mnie ochota na taki aromat ;-)