Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 października 2016

Tygodnik kulturalny...

Witajcie!

Pogoda za oknem nie dopisuje do wychylania nosa poza dom więc mam dla Was dzisiaj małą porcję poleceń kulturalnych, które pozwolą Wam się zrelaksować w domowym ciepełku. Mnie osobiście dopadł katar mimo, że obecnie coraz rzadziej wychodzę z domu. Brzuszek rośnie i coraz ciężej mi się poruszać ;-)



Na pierwszym miejscu jest film, który wczoraj obejrzałam. To "Zanim się pojawiłeś". Wg mnie tytuł powinien brzmieć "Zanim się pojawiłAś", ponieważ główna bohaterka opowieści to niebanalna, prosta dziewczyna, dzięki której sparaliżowany mężczyzna czuje się przez chwilę jak przed wypadkiem. Bohaterka jest bardzo barwną postacią dzięki swojej otwartości, ale przede wszystkim dzięki swoim nietypowym strojom, które idealnie do niej pasują. Z kolei jej podopieczny jest wyrafinowany i wyniosły. Jednak jak to w filmach bywa przeciwieństwa zawsze się przyciągają, jednak w tym przypadku nie ma standardowego happy endu. Popłakałam się na tym filmie więc polecam ;-)




Książka, która ostatnio mnie zainteresowała to "Dziewczyna z pociągu" autorstwa Pauli Hawkins. Opowiada ona historię kobiety podróżującej codziennie do pracy tym samym pociągiem, który zawsze zatrzymuje się przed tym samym domem. Kobieta zaczyna obserwować jego mieszkańców i wczuwać się w ich życie. Jednak pewnego dnia widzi coś, czego nie powinna i to zmienia jej, i tak już nieudane życie, w jeszcze bardziej pogmatwane.




Na koniec coś do posłuchania: Maxine Ashley i jej "Lobster". Utwór klimatyczny, tak jak i jego wykonawczyni i teledysk do niego.





niedziela, 28 lutego 2016

Tygodnik kulturalny...

Witajcie!


Mój powrót do blogowania jest trochę powolny, bo przez tę kilkumiesięczną przerwę, odzwyczaiłam się od regularnego publikowania postów. Przez ten czas, kiedy mnie tu nie było, miałam domowy zawrót głowy, jak ja to nazywam ;-) Pod koniec roku w końcu przeprowadziliśmy się. Jednak nie sądziłam, że przeprowadzka tak bardzo mnie pochłonie. Pakowanie, sprzątanie, ogarnianie, kupowanie sprzętu domowego, wystrój wnętrz, to wszystko spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Tym bardziej, że jestem osobą, która lubi mieć wszystko zapięte na ostatni guzik, a taka z pozoru prosta rzecz, jak wybranie tkaniny do obicia narożnika zajęła mi kilka długich dni. Nie wspomnę już o wyborze sprzętu do kuchni: sztućce, garnki, zastawa stołowa, mikser i inne gadżety jakże ważne dla perfekcyjnej pani domu ;-) Przejrzałam niezliczoną ilość stron, aby podjąć dobre decyzje i nie żałować wydanych pieniędzy. Oczywiście jeszcze dużo mamy do zrobienia, ale widzimy już światełko w tunelu :) Nie mogę powiedzieć, że wybieranie tych wszystkich rzeczy do domu nie sprawia mi przyjemności. Jest to bardzo przyjemne, a szczególnie jeśli inni doceniają efekty twoich starań. Jest też druga strona medalu: sporo stresu i nerwów, czy wszystko będzie takie jak sobie zaplanujesz. W związku z tym mam w planach napisanie kilku postów dotyczących wyboru sprzętu domowego i dodatków do domu. Mam nadzieję, że ktoś na tym skorzysta, bo podczas moich poszukiwań czasami brakowało mi konkretnych i rzeczowych opinii o niektórych produktach niezbędnych w domu. To tyle na temat mojej nieobecności ;-) 


Dawno nie polecałam Wam filmów, książek i muzyki więc nadrabiam zaległości :) Film, który podbił moje serce to "Do utraty sił", w którym główną rolę zagrał Jake Gyllenhaal. Wciela się on w postać boksera, który w trakcie kłótni z rywalem traci ukochaną żonę. Załamany utratą swojej miłości, traci także córkę, która przestaje mu ufać i oddala się od niego. Powodowany chęcią jej odzyskania stara się odbić od dna i zacząć wszystko od nowa. Film ten wycisnął ze mnie niejedną łzę i polecam go z czystym sumieniem. Gyllenhaal świetnie tu zagrał i potwierdził swoje umiejętności aktorskie.




Książka, którą skończyłam czytać dosłownie kilka godzin temu, to "Miłość przychodzi z deszczem" autorstwa Mili Rudnik. To opowieść o bliźniakach, którzy zawsze byli nierozłączni i wiedzieli o sobie wszystko. Do czasu, aż decydują się na krok, który dla obu jest momentem niszczącym ich poukładane i szczęśliwe życie. Marcin jest żonaty i pragnie zostać ojcem, jednak okazuje się to niemożliwe. Marek jest wolny i zrobi dla brata wszystko, nawet coś szalonego i wstrętnego. Kłamstwo, którego się dopuszczają, a które miało przynieść szczęście jednemu z nich, niszczy ich, ale i najbliższe im osoby. Po śmierci jednego z braci i po kilku latach pozornego spokoju, wszystko na nowo odżywa, a kłamstwo staje się jeszcze cięższe. Czy jednak można się go pozbyć i żyć szczęśliwie z osobą, którą kocha się nad życie? Książka wciągnęła mnie i pochłonęła całkowicie. Napisana lekko, ale jest pełna emocji i uczuć, które biją od jej bohaterów. Pokazuje, że niektóre decyzje podjęte w imię dobra, mogą mieć tragiczne i nieodwracalne w skutkach, a raz podjęte nie mogą zostać zmienione.




Na na koniec piękny utwór "Monday", który wykonuje Matt Corby. Mogłabym go słuchać na okrągło :) Jego głos jest po prostu cudowny i dociera do każdej mojej kosteczki :-)

 

 

niedziela, 6 września 2015

Tygodnik kulturalny...

Witajcie!



Pogoda jaka jest każdy widzi więc ma dla Was garść poleceń kulturalnych, aby umilić Wam ostatnie chwile kończącego się weekendu. Ostatnio coraz częściej sięgam po banalne i ckliwe książki. Coś mnie wzięło na nie i nie mogę się od nich oderwać ;-) Książka Jessiki Sorensen "Przypadki Callie i Kaydena" wciągnęła mnie swoją prostotą, ale i emocjami, jakich dostarczyła. To historia dwojga młodych ludzi mających trudne i niemiłe wspomnienia za sobą. Kiedyś to ona uratowała go. Teraz on chce się jej odwdzięczyć za pomoc, której mu bezinteresownie udzieliła i której sama kiedyś potrzebowała, ale nikt jej nie pomógł. Autorka świetnie skupiła się na uczuciach dwojga głównych bohaterów, ale też ich przyjaciół, którzy podobnie jak oni, nie mają przyjemnych przeżyć za sobą. Siła przyjaźni i miłości jest tu widoczna na każdym kroku. Zakończenie książki pozostało otwarte więc z niecierpliwością czekam na kontynuację.

 


Film, który ostatnio obejrzałam to "Cake" z Jennifer Aniston w roli głównej. Powiem Wam, że nie spodziewałam się po tej aktorce, że potrafi zagrać dramatyczną rolę, a jednak bardzo dobrze jej to wyszło. Wciela się ona w postać kobiety borykającej się z niedawno przeżytą tragedią, której skutki odczuwa na duszy, ale i na ciele. Pierwszy raz zobaczyłam Aniston w takim stanie i w takim temacie. Tym filmem niewątpliwie potwierdziła swoje umiejętności aktorskie. W końcu nie została przedstawiona jako wesoła, zakręcona ekstra laska, a kobieta po ciężkich przejściach.

 

 

Na koniec coś miłego dla ucha czyli Major Lazer i Ellie Goulding w utworze "Powerful".  Świetny kawałek i tyle :)

 

 

Chcecie pomóc bezdomnym psiakom? Nic trudnego. Wystarczy codziennie kliknąć w  3 billboardy, a partner portalu Karmimy psiaki zasponsoruje je i tym samym pomoże znaleźć bezpieczny dom dla tych biedaków.


https://www.karmimypsiaki.pl/pomagaj-codziennie/


niedziela, 30 sierpnia 2015

Tygodnik kulturalny...



Witajcie!


Dzisiejszy dzień spędzam na korzystaniu z ostatnich kąpieli słonecznych. Wiadomo, że z przyjściem roku szkolnego pogoda ulega znacznej zmianie i niestety będzie trzeba pozmieniać swoją garderobę. Dzisiaj jednak korzystam z pięknej pogody, a w międzyczasie nadrabiam kulturalne zaległości.


Jeśli chodzi o literaturę to tutaj, podobnie jak z muzyką, moje upodobania nie ograniczają się do jednego gatunku. Najbardziej lubię literaturę faktu i podróżniczą, chociaż pomiędzy tymi pozycjami staram się sięgać po coś lżejszego. Książka "Hopeless" autorstwa Colleen Hoover okazała się właśnie taką pozycją: lekką, ale też wciągającą i wzruszającą. To opowieść o młodej dziewczynie, na której drodze niespodziewanie pojawia się przystojny i tajemniczy chłopak. Od pierwszego spotkania zaczyna między nimi iskrzyć, ale jest tez wiele innych emocji łączących i dzielących tych dwoje. Kiedy ta miłosna historia na dobrą sprawę mogłaby się już zakończyć happy endem do akcji wkracza ponura przeszłość dziewczyny, która będzie musiała dowiedzieć się o sobie prawdy, ale i pokonać niemiłe wspomnienia. Jak w przypadku takich historii bywa, jest ona trochę banalna, ale warta przeczytania.

 

 

Jedną z moich ulubionych zagranicznych wokalistek jest Jess Glynne. Jej utwór "Why me" jest taki jak lubię: rytmiczny, niejednoznaczny i wpadający w ucho. No i zazdroszczę jej tej burzy rudych loków ;-)

 

 

W tym tygodniu nie obejrzałam żadnego szczególnego filmu, który mogłabym Wam polecić, ponieważ kończyłam oglądać pierwszy sezon "Detektywa", którego już Wam polecałam. W zamian mam krótki, ale treściwy filmik autorstwa Klaudii Klary, którą uwielbiam. Dziewczyna ma charakter i nie boi się mówić prawdy prosto z mostu o takich prostych rzeczach, jak chociażby testowanie kosmetyków. Muszę powiedzieć, że tym swoim testowaniem rozwaliła mnie na łopatki. Nie wiem czy sama odważyłabym się na coś takiego ;-)

 

 

Kolejny filmik, który mnie rozwalił to kreska na oku w męskim wykonaniu. W sumie to nie dziwię im się, że mają z tym problemy, bo sama je mam ;-) Trzeba im jednak przyznać, że bardzo się starali :)

 

 

Przypadło Wam coś do gustu? :)

 

niedziela, 23 sierpnia 2015

Tygodnik kulturalny...


Witajcie!


Jak Wam mija ten weekend? Bo mi mija na porządkach, ale i relaksie. Wiem, że to niedziela i powinno się dzień święty chwalić, ale ja mam trochę inne podejście do tego typu kwestii i właśnie w niedzielę najlepiej mi się sprząta. Co do relaksu, to przygotowałam dla Was kilka poleceń kulturalnych, które mam nadzieję umilą Wam te ostatnie godziny niedzielnego relaksu.


Film, który obejrzałam kilka dni temu to "Zbuntowana". To kontynuacja filmu "Niezgodna". To film z pogranicza si-fi, akcji i małego romansu. Jeśli podobała Wam się pierwsza część, to i ta przypadnie Wam do gustu. Jak dla mnie filmy te mają coś w sobie z "Igrzysk śmierci", ale może to tylko moje wyobrażenia.

 


Książka, która przekonała mnie do siebie swoją prostotą, szczerością, ironicznością i trafnymi spostrzeżeniami dotyczącymi młodych ludzi wkraczających w dorosłe życie, to "Zachłanni" Magdaleny Żelazowskiej. To historia trzech tzw. "słoików", czyli lokalnych emigrantów osiadłych w stolicy. Każdy z nich chce osiągnąć w swoim życiu sukces i wieść dostatnie życie. Każdy ma w tym celu przygotowany plan, aby zamiary zmienić w czyny. Jednak droga do szczęścia i stabilizacji nie jest usłana różami, a rzeczywistość okazuje się być mniej kolorowa. W tym celu muszą wykazać się sprytem, pomysłowością, empatią, ale i jej brakiem, a do tego muszą być ambitni i nieugięci. Autorka z humorem opisuje rzeczywistość przyjezdnych i ich sposoby radzenia sobie z nią.

 

 

Wykonawca, który ostatnio bardzo często u mnie gości to Jafia. Kiedyś był wokalistą grupy Rastasize i ich muzyka też była świetna. Uwielbiam jego głos, a jego muzyka jest genialna. W ogóle polecam przesłuchać jego całą płytę"KA RA VA NA". Chórki na tej płycie wymiatają ;-) A dzisiaj polecam Wam jeden konkretny utwór, jakim jest "Mama".

 

 

Polecane artykuły:

* Ostatnio w internecie krąży nowy trend w stylizacji paznokci "Bubble nails". Skusiłybyście się na coś takiego? ;-) 

* Trudno to sobie wyobrazić, ale w pewnym nepalskim miasteczku prawie każdy jego mieszkaniec  oddał swoją nerkę, aby zapewnić rodzinie godziwy byt. 

*  Dlaczego nazwy wielu zagranicznych marek nie zostały spolszczone? Odpowiedź jest banalna: bo brzmiałyby dziwnie i śmiesznie. Pan Lapko pokazuje nam jak wyglądałyby polskie nazwy znanych zagranicznych produktów.

 

niedziela, 2 sierpnia 2015

Tygodnik kulturalny...

 

Oj coś ostatnio nie mam czasu na blogowanie. Zawsze coś lub ktoś skutecznie mnie od tego odciąga i dlatego właśnie na blogu zalega mała cisza. Mam nadzieję, że jednak wezmę się w garść i powrócę do regularnego blogowania. Dzisiaj przychodzę do Was z kilkoma poleceniami kulturalnymi, które ostatnio u mnie gościły.


Film, który bardzo przypadł mi do gustu to "Wiek Adaline". To historia kobiety urodzonej na początku XX wieku, która wskutek wypadku przestaje się starzeć. Jej nadzwyczajna cecha bardzo jej doskwiera przez co stara się nie zakochiwać i żyć samotnie. Jednak los stawia na jej drodze przystojnego mężczyznę, dla którego traci głowę. Historia trochę banalna, ale bardzo ładnie przedstawiona. Na letni wieczór idealna.

 

 

Książka, którą aktualnie czytam to "Wielkie małe życie. Wspomnienia o radosnym psie" autorstwa Deana Koontza. To bardzo pozytywna i wzruszająca książka. Pokazuje ona, że psy to nie tylko zwierzę domowe, ale i istota zdolna do wyrażania swoich uczuć, ale przede wszystkim myśląca. Każdy posiadacz psa z pewnością doceni tę literacką pozycję.

 


Artystka muzyczna, która w ostatnim czasie dość często u mnie gości to młodziutka Jasmine Thompson. Jej utwór "Adore" jest jednym z moich ulubionych. Dziewczyna ma anielski głos, prawda? :-)



To by było na tyle z moich poleceń kulturalnych. Jutro zabieram się za ogarnięcie kosmetycznych pustaków i lipcowych nowości kosmetycznych. Mam też do pokazania stemplowe zdobienie więc bądźcie czujne ;-)


niedziela, 19 lipca 2015

Tygodnik kulturalny...



W końcu mam chwilę na naskrobanie jakiegoś skromnego posta. Ostatni tydzień minął mi na porządkach i malowaniu ścian w naszym nowym domu. Spodziewałam się, że nie będzie mi to szło, jednak pomału jakoś daję radę i to bez pomocy Mężusia ;-) Niestety w ostatnich dniach nie mam zbyt dużo czasu na czytanie, ale staram się chociaż nadrabiać to filmami i muzyką.


Książka, którą aktualnie czytam to "Ministerstwo Przewodnictwa uprasza o niezostawanie w kraju. Amerykańska rodzina w Iranie". Autor książki Hooman Majd jest z pochodzenia Irańczykiem, ale na stałe mieszka w USA. Tam założył rodzinę, jednak postanowił razem z żoną i małym synkiem zamieszkać na rok w rodzinnym kraju. Konfrontacja z irańską codziennością, irańskimi tradycjami i ciekawostkami okazuje się być bardzo pouczająca i niekiedy zaskakująca. Polecam tę książkę osobą lubiącym literaturę faktu i podróżnicze reportaże.

 


Utwór, który moim zdaniem idealnie wpasowuje się w letni relaks to "Do it like" w wykonaniu Lucasa DiPasquala i jego przyjaciół. Piosenka jest pozytywna, energiczna, taka do potupania i do auta ;-)

 


Serial, który przypadł mi do gustu to "Detektyw". Dopiero obejrzałam dwa odcinki, ale wiem, że na pewno będę go na bieżąco śledziła. Główne role grają tu świetni Matthew McConaughey i Woody Harrelson, którzy od kilkunastu lat tropią seryjnego mordercę, popełniającego makabryczne rytualne zabójstwa. Jesteśmy tu świadkami ich śledztw, tajemnic, życia prywatnego i zawodowego, ale też relacji pomiędzy nimi, które w ciągu tych kilkunastu lat przeszły zmiany. Serial jest bardzo klimatyczny i charyzmatyczny, a momentami nawet lekko hipnotyczny. A myślenie jednego z głównych bohaterów, którego gra Matthew McConaughey jest bardzo proste, czasem zawiłe, ale i trafiające w samo sedno.

 

 

* Macie wyrzuty sumienia, kiedy sięgacie po czekoladę? Niepotrzebnie. Przeczytajcie ten artykuł, mówiący o samych zaletach jedzenia tej słodkiej przyjemności ;-)

* Zwierzęta są bardzo uczuciowe i pomocne. Udowadnia to ten uroczy kot z bydgoskiego schroniska, który opiekuje się czworonogimi pacjentami. Taki kot pielęgniarz to dowód na to, że zwierzęta doświadczają takich samych uczuć co ludzie :-) 

* Kojarzycie Rafała Betlejewskiego z programu "De Facto"? Jeśli tak, to wejdźcie na jego nowy projekt "Nie chcę tego", w którym przeczytacie relacje kobiet z gwałtów. Mocne i tragiczne. 

 

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Tygodnik kulturalny...


Deszczowa pogoda w końcu postanowiła odpuścić więc zaraz idę się trochę powygrzewać na słonku. Wczoraj pobiłam swój rekord w jeździe jako kierowca: przejechane 600km w ciągu których miałam tylko jedną półgodzinną przerwę (sic!). Dlatego dzisiaj trochę leniuchuję i nadrabiam blogowe zaległości ;-)


Pewnie zauważyłyście, że lubię różnorodną muzykę poczynając od rapu, reggae, a kończąc na czymś mocniejszym. Dzisiejsza propozycja należy do tych łagodniejszych i trochę melancholijnych. To "How dare you" Steaming Satellites.




Nawiązując do powyższego utworu polecam Wam film, w którym możecie usłyszeć właśnie tę piosenkę. To "Mroczna dolina". To chyba pierwszy film produkcji niemieckiej i austriackiej, który przypadł mi do gustu. Jego akcja dzieje się w XIX wieku w małej austriackiej górskiej wiosce, do której przybywa nieznajomy wędrowiec, fotograf, który chce w wiosce przezimować. Nieznajomy jednak ma też inne plany wobec niektórych mieszkańców wioski. Film na pewno nie należy do tych komercyjnych, ale wg mnie jest on bardzo dobry: ciekawa fabuła, piękne krajobrazy, tajemniczość no i porządna muzyka.



Pozostając w nostalgicznym klimacie, polecam książkę "Kusiciel" A. J. Gabryela. Książka ma w sobie dużo z erotyka, ale nie tylko. To opowieść mężczyzny, który ulokował swoje wszystkie uczucia w kobiecie, której w ogóle nie powinien poznawać. Opisuje on w bardzo dokładny sposób sceny łóżkowe, ale i opisy jego uczuć nie są jałowe. Najlepiej będzie jeśli przytoczę Wam opis książki z okładki: 

"Miałem w życiu wiele kobiet, zbyt wiele by je wszystkie tu wymienić. Zresztą większości z nich i tak nie pamiętam, a gdybym pamiętał to i tak nie chciałbym o nich pisać. Teraz w moim życiu jest Ona. Powinienem żałować że ją poznałem, lecz nie żałuję. Powinienem zapomnieć, a rozpamiętuję smak jej niebezpiecznie czerwonych ust, dotyk niecierpliwych dłoni, zapach jej podniecenia i to jak trudno było mi przy niej trzymać moją zachłanność na wodzy. Powinienem zapomnieć, a jestem opętany. Opętany pomimo tego, że obdarowywała mnie jedynie kłamstwami, że zniszczyła mój świat, że podjęła za mnie decyzję, że odebrała mi wszystko. Więcej niż wiedziałem że mam. Kiedyś łączyło nas wiele, dzisiaj łączą nas tylko sekrety. Do teraz wiedzieliśmy o nich tylko ona i ja. Do teraz." 

 

 

Przypadło Wam coś do gustu? A może polecicie mi coś w podobnych klimatach do powyższych?

 

niedziela, 26 kwietnia 2015

Tygodnik kulturalny...


Witajcie!


Przez kilka dni było trochę cicho na blogu, jednak już powróciłam do blogowych obowiązków, ale i przyjemności. Na dzisiaj przygotowałam kilka poleceń kulturalnych, żeby jakoś Wam umilić ten kończący się tydzień. Może coś z tych poleceń przypadnie Wam do gustu i zostanie z Wami na dłużej :-)


Na początek moja ulubiona polska pisarka Agnieszka Lingas-Łoniewska i jej kolejna książka, czyli "Bez przebaczenia". Tym razem bohaterką jest młoda dziewczyna, która niedawno straciła matkę i młodszego brata, w związku z czym ląduje w domu swojego ojca, którego nigdy nie było w jej życiu. Jego życie podporządkowane jest surowym regułom, których według niego każdy ma przestrzegać bez wyjątków. Dziewczyna jednak ma duszę artystki i daleko jej do przestrzegania ścisłego rygoru, jaki nakłada na nią ojciec wojskowy. Bohaterka nie ma więc lekko, jednak los stawia na jej drodze przystojnego, młodego mężczyznę, który niestety jest podwładnym jej ojca. Co wyniknie z ich spotkania? Czy dwa zupełnie przeciwstawne charaktery potrafią się porozumieć, nawet po wielu niepowodzeniach? Jeśli lubicie tego typu opowieści, to serdecznie polecam tę książkę, którą czyta się jednym tchem i jest bardzo miłą odskocznią od cięższej literatury ;-)



Kolejna propozycja to film "Love, Rosie". To komedia romantyczna, w której dwoje młodych przyjaciół znających się od dzieciństwa,  musi uporać się z rozłąką, ale też tajemnicą, którą skrywa dziewczyna. Kiedy wszystko wychodzi na jaw, młodzi nie potrafią się porozumieć, mimo miłości, którą darzą siebie nawzajem. Przeznaczenie ma jednak dla nich inne zakończenie ;-)

 


A teraz coś na przekór powyższym poleceniom, które są dość romantyczne. Utwór polskiej wokalistki Mai Koman "Babcia mówi". Polecam przesłuchać do końca, bo w tekście faktycznie jest trochę prawdy ;-)

 


A tu kilka fotek z minionego tygodnia :)


1. Pyszne bezy.

2. Ulubione zajęcie.

3. Naklejka od Klubu Miłośniczek pięknych paznokci :)

4. Wygrzewamy się na trawce ;-)

 

niedziela, 12 kwietnia 2015

Tygodnik kulturalny...


Ten weekend był dla mnie troszkę pechowy, bo nie dość, że wczoraj przyczepił się do mnie chyba pierwszy wybudzony z zimowego snu kleszcz, to na dodatek kiedy dziś rano się obudziłam okazało się, że padł mi tel. Tak konkretnie, Nie wykazuje żadnych oznak życia. Ale żeby było jeszcze zabawniej, to mojemu tacie też dzisiaj padł tel. W takim samym stopniu, jak i mój. Nie wiem czy to aż tak nienaturalny zbieg okoliczności, czy po prostu jakieś ufoludki przejęły nad nimi władzę. Nie dociekam :-) Jednak nie o tym dzisiaj mam zamiar pisać. 

Kolejny tydzień za nami, więc jak to w niedzielę mam dla Was małą porcję poleceń kulturalnych. Na pierwszy miejscu znajduje się mój ulubiony serial, jakim są "Chirurdzy". Obecnie skończyłam oglądać 9. sezon i jak w przypadku poprzednich seriach, praktycznie każdy odcinek wyciskał ze mnie kilka kropel łez, ale i rozbawiał. Uwielbiam ten serial, grających tam aktorów, odtwarzane przez nich postaci, ich perypetie, wzloty i upadki. Jeśli oglądacie jakieś inne seriale godne polecenia, to czekam na propozycje.


Książka, która ostatnio mnie wciągnęła to "Droga umarłych" Kevina Brooksa. Jego książki poruszają problemy młodych ludzi, ale w taki sposób, że nie są one banalne i trywialne, ale często dorównują problemom dorosłych lub je przewyższają. To już któraś z kolei książka tego autora, którą miałam przyjemność przeczytać. Tak jak poprzednie, tę książkę czyta się jednym tchem. Fabuła jest wciągająca, zmusza do myślenia i trzyma w napięciu. Dodatkowo ma w sobie coś ponadczasowego i pozytywnego, mimo, że historie w niej oparte często są dramatyczne. "Droga umarłych" to historia dwóch braci, którzy próbują rozwiązać zagadkę śmierci swojej siostry. Jeden z nich jest spokojny, opanowany i każdy swój ruch woli przemyśleć. Z kolei drugi z braci jest nieokrzesany, porywczy i niczego, ani nikogo się nie boi, idealnie się więc uzupełniają.


Na koniec coś polskiego, trochę ironicznego, ale wpadającego w ucho. Utwór "Takiego chłopaka" zespołu Mikromusic słucha się z przyjemnością, a i teledysk też jest niczego sobie.



Na koniec kilka skromnych fotek z mijającego tygodnia :)


1. India Pale Ale :-)
2. Najlepszy relaks.
3. Wzór do naśladowania w moim wykonaniu.
4. Przesyłka od Sally Hansen.