Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapachy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapachy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 września 2015
piątek, 5 czerwca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Honey Blossom...
Witajcie w ten piękny letni dzień!
Czy u Was też pogoda tak dopisuje? Bo u mnie od kilku dni grzeje słońce i nie zamierza ustępować. Dlatego staram się trochę opalić moje blade ciało, aby móc się jakoś prezentować w krótkich spodenkach. Wiem, że przez pogodę nie jest Wam w głowie siedzenie w domu, ale jeśli komuś znudziłaby się taka upalna pogoda i chciałby się trochę zrelaksować w domowym zaciszu, proponuję zapoznać się z dzisiejszą recenzją pięknie pachnącego wosku, jakim jest Honey Blossom.
Oto co pisze o nim producent:
"Honey Blossom – cudowna kompozycja zamknięta w niewielkim, naturalnym wosku – to nie tylko pomysł na to, jak sprawnie odświeżyć nastrój panujący we wnętrzu. Honey Blossom to najprawdziwsze, bardzo gustowne, odrobinę wyniosłe, damskie perfumy, których miejsce spoczywa na blacie eleganckiej, zabytkowej toaletki. Buduarowy aromat złożony jest z tak wyjątkowych, drogeryjnych nut jak ciężkie piżmo, słodki miód, świeże, pachnące żywicznym sokiem drewno i esencja wydobyta z serca tradycyjnej frezji. Całość tworzy bukiet wyjątkowo kobiecy i bliźniaczo podobny do luksusowych perfum!"
Honey Blossom pochodzi z kwiatowej linii zapachowej. Wyczuwalnymi aromatami są słodki miód, żywiczne drewno, piżm oraz frezja. Jak dla mnie to połączenie jest idealne! Honey Blossom to zapach, który skradnie niejedno kobiece serce. Jest on tak piękny niczym jego etykietka. Zapach tego wosku jest intensywny, kwiatowy, lekko słodki, perfumowany, kobiecy, ale ma też coś w sobie subtelnego, delikatnego i świeżego. Po rozpaleniu wosku w pomieszczeniu zaczyna unosić się najpierw delikatny, świeży kwiatowy zapach, a po kilkunastu minutach zapach ten nabiera intensywności i staje się zapachem luksusowych perfum, które przyjemnie otulają całe wnętrze. Dlatego w tym wosku nie musicie się obawiać zapachu zwiędłych kwiatków. Przyznam się szczerze, że sądziłam iż ten zapach będzie lekki, zwiewny i ulotny, a jednak okazał się dość wyrazistym zapachem, który od razy przypadł mi do gustu. Jeśli lubicie kwiatowe i intensywne zapachy, tak jak ja, to Honey Blossom z pewnością Wam się spodoba :-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 29 maja 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Bahama Breeze...
Piątek to idealny dzień na chwilę relaksu. A jeśli ma być udany relaks, to koniecznie musimy zadbać o przyjemnie pachnącą atmosferę wokół nas. Kto już próbował wosków Yankee Candle ten wie, że potrafią one skutecznie poprawić zły humor i stworzyć przyjemny nastrój. Nie mogło być inaczej w przypadku wosku Bahama Breeze, który już samą nazwą przywołuje na myśl piaszczyste plaże, gorący piasek i błękitne fale.
Oto co pisze o nim producent:
"Jest ciepło. Upalnie wręcz! Bose stopy zapadają się w rozgrzanym, czyściutkim piasku, a wzrok przykuwa majestat miarowo uderzających fal. Idealny odpoczynek pod palmami – gdzieś na dalekiej wyspie. Doskonały relaks i cudowne odprężenie, które zaprasza nas do świata skończonego, doskonałego, gdzie powietrze pachnie morską bryzą i chłodnym koktajlem. To właśnie on, orzeźwiający tropikalny drink został zatopiony w wosku Bahama Breeze – pachnącym świeżym ananasem, słodkim mango i sokiem świeżo wyciśniętym ze słonecznego grejpfruta."
Wosk Bahama Breeze to nic innego jak połączenie soczystych zapachów, przywodzących na myśl egzotyczny koktajl. Zapach pochodzi z owocowej linii zapachowej więc na pierwszy plan wysuwają się ananas, mango i grapefruit. To zapach świeży, słodki, owocowy, który kojarzy się z owocowymi drinkami. Nie wiem czy inni tak mają, ale ja wyczuwam w nim odrobinę kokosa, co bardzo mi w nim odpowiada. Wyczuwam w nim też coś morskiego, ale to może mi się tylko wydaje ze względu na połączenie tych wszystkich wakacyjnych aromatów w jeden. Bahama Breeze należy do tych lżejszych zapachów więc nie ma obaw, że spowoduje ból głowy. Jest lekki, rześki, pobudzający, pełen pozytywnej letniej energii, jak letnia owocowa morska bryza. To taka aromatyczna wakacyjna pocztówka, która przypomni nam o letnim lenistwie, ale też przeniesie nas na wymarzony urlop nad tropikalnym morzem. Podoba Wam się? :-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 15 maja 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Black Cherry...
Ten tydzień zleciał mi w oka mgnieniu. Na blogu trochę przycichło, ale budowa domu skutecznie pochłania wolny czas. Powoli zaczynamy planować wykończenie naszego wymarzonego domu, a wiecie, że takie dylematy dla kobiet nie są proste ;-) Mam jednak nadzieję, że jakoś uporządkuję swoje wszystkie plany i obejdzie się bez większych problemów. Wracając do tematu dzisiejszego posta, tradycyjnie mam dla Was recenzję wosku, który musiał znaleźć się w mojej skromnej kolekcji. To zapach, który od razu przypadł mi do gustu i pewnie dużo z Was także go lubi. Mowa tu o wosku Black Cherry.
Oto co pisze o nim producent:
"Są dojrzałe – nawet nie czerwone, ani nie karminowe! Są prawie czarne, głęboko bordowe – idealnie okrągłe i doskonale soczyste. Kuszą swoim słodkim aromatem i przywodzą na myśl najcudowniejsze chwile beztroskiego dzieciństwa, kiedy żadne, najwyższe nawet drzewo nie było przeszkodą do tego, aby skosztować świeżych czereśni. Ten smak i ten właśnie zapach – aromat cudownych, zapowiadających letnie upały czereśni – zamknięty został w woskowej masie Black Cherry. I to ten zapach może nam dzisiaj towarzyszyć na co dzień – dokładnie wtedy, kiedy mamy ochotę sięgnąć po odrobinę owocowej słodyczy, albo zanurzyć się we wspomnieniach z dzieciństwa."
Na początku muszę wtrącić swoje 3 grosze, ponieważ nie wiem czemu producent nazywa ten wosk czereśniowym. Dla mnie raczej to zapach bardziej wiśniowy z lekką nutą czereśni. Mniejsza jednak z tym, bo chyba każdy przepada i za czereśniami i za wiśniami. Przynajmniej ja :) To wosk typowo owocowy. Po jego zapaleniu w pomieszczeniu szybko roznosi się soczysty zapach wiśniowo-czereśniowy. Zapach jest idealnie wyważony. Nie jest ani za słodki, ani też nie jest kwaskowaty. Jest wyrazisty i mocny, ale nie przytłaczający. Jak dla mnie jest on rześki, odświeżający i idealny na poprawę humoru. Wydaje mi się, że jest też on dość uniwersalnym zapachem, dlatego polubi go większość osób. Utrzymuje się w pomieszczeniu jeszcze przez spory czas, co osobiście bardzo mi się w woskach podoba. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o jego pięknym karminowym kolorze, który cieszy oko i pięknie prezentuje się w kominku. Jest dość realistycznym odzwierciedleniem wiśniowo-czereśniowego aromatu więc może przenieść nas prosto na wczasy pod wiśnią ;-) Lubicie takie mocno owocowe zapachy?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Przypominam Wam także o moim urodzinowym konkursie, w którym możecie brać udział do 25. maja :-)
piątek, 8 maja 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Summer Scoop...
Ostatnio wpadłam w woskowy szał i co rusz palę nowy wosk Yankee Candle. Dopadła mnie jakaś zapachowa mania i mam ochotę ciągle otaczać się pięknymi zapachami. Nic już na to nie poradzę, że te małe woskowe tarty tak mnie urzekły i regularnie wrzucam je do swojego koszyka. To taka moja mała obsesja, ale za to bardzo miła ;-) Dzisiaj mam dla Was recenzje wosku, który idealnie wpasowuje się w wiosnę i lato. To wosk Summer Scoop czyli pyszne lody truskawkowe.
Oto co pisze o nim producent:
"Waniliowy mus – odpowiednio zmrożony – podany w towarzystwie świeżo przygotowanego, słodkiego, truskawkowego sosu. Albo wielkie, pyszne lody – składające się z nałożonych naprzemiennie, śmietanowych i owocowych gałek. Po prostu doskonałe, letnie orzeźwienie i moc owocowej przygody. Inspiracja, która stała się pobudką do stworzenia niezwykle wakacyjnego wosku – Summer Scoop. Pozbawiona kalorii kompozycja pozwala zamienić każdy, nawet najbardziej pochmurny dzień w letnie, ciepłe popołudnie – esencja pobudza umysł i koi zmęczone bezbarwną codziennością zmysły, racząc je pyszną, truskawkowowo-waniliową delicją."
Kolejny raz nie mogę się nie zgodzić z opisem producenta. Jeśli chcecie poprawić sobie humor, to sięgnijcie po ten wosk. To połączenie pysznych lodów śmietankowych i truskawkowych, które razem tworzą smakowitą propozycję. Nie myślcie jednak, że zapach ten jest mdły i przesłodzony. Wręcz przeciwnie. Zaliczyłabym go tych delikatniejszych i subtelniejszych zapachów, które nie powodują bólu głowy i nie przytłaczają nas swoją intensywnością. Summer Scoop otula nas przyjemnym zapachem deseru śmietankowo-truskawkowego. Całość jest lekka, niemęcząca, świeża i owocowa, z wyczuwalną nutą śmietankową. Dla mnie ten wosk to powrót do dzieciństwa i radości ze słodkości. To typowe lody truskawkowo-śmietankowe tyle, że pozbawione kalorii ;-) Lubicie takie woskowe słodkości?
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Chciałabym jeszcze zaprosić Was na urodzinowe rozdanie na moim blogu, które niebawem się rozpocznie. Mam dzisiaj urodziny więc chciałam i Wam sprawić jakąś niespodziankę. Dodam tylko, że wygrana będzie zawierała jeden z wosków YC :-) Niedługo o wszystkim dokładnie Was poinformuję ;-)
piątek, 1 maja 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Merry Berry...
Pogoda za oknem niestety nie sprzyja wylegiwaniu się na słońcu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby w inny sposób umilić sobie ten długi weekend. Nic tak nie poprawia humoru, jak otulenie się przyjemnym zapachem w taką nieciekawa pogodę. W związku z tym mam dla Was recenzję świetnego wosku Yankee Candle, jakim jest Merry Berry.
Oto co pisze o nim producent:
"Letnie owoce leśne w nowej, zimowej odsłonie – tak, w najprostszy sposób można opisać nową propozycję od Yankee Candle. Kompozycja Merry Berry – wchodząca w skład linii Simple Home – ukazuje zaskakujące wydanie dobrze znanych, sezonowych jagód. W tej wersji owoce nie stanowią podstawy letniego deseru, ale bazę do świątecznego ponczu – pysznego, słodkiego, odpowiednio zbilansowanego rozgrzewającymi przyprawami i (już od pierwszego pociągnięcia nosem) uzależniającego i naprawdę mocno uderzającego do głowy! A przy okazji – sprawnie mieszającego smak wakacji z pełnią zimowej, rodzinnej atmosfery charakterystycznej dla świątecznych celebracji."
Wosk pochodzi z serii Simple Home i z owocowej linii zapachowej. A jakie jest moje zdanie o tych wesołych jagodach? Uwielbiam je! To zapach typowo owocowy, słodki, który świetnie otula pomieszczenie, w którym go palimy. Łączy on w sobie słodycz owoców leśnych oraz wytrawność wina czy też wspomnianego w opisie ponczu. Mi kojarzy się ze smakowitym sokiem owocowym dopiero co wyciśniętym. Wystarczy przez kilkanaście minut palić ten wosk, aby móc w pełni cieszyć się głębią jego zapachu. Jak wiecie uwielbiam takie słodkie zapachy więc dla mnie Merry Berry to strzał w 10. Jednak nie wszystkim może przypaść do gustu ze względu na swoją intensywną słodycz. Myślę jednak, że producentowi udało się przełamać tą słodycz, właśnie aromatem ponczu, który delikatnie podkręca całość, nadając woskowi elegancji? Chyba tak to można określić ;-) Co najważniejsze to to, że wosk nie powoduje bólu głowy, pomimo swojej intensywności, a fajnie współgra z otoczeniem, utrzymując się w powietrzu jeszcze przez jakiś czas. Według mnie zapach wosku pasuje zarówno w okresie letnim, ale i zimowym, co mnie bardzo cieszy, ponieważ mogę go palić o każdej porze roku. Przed jego rozpaleniem trzeba się przygotować na eksplozję świeżości i owocowej słodyczy. Jak dla mnie bomba :)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 17 kwietnia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Pink Sands...
Tradycyjnie, jak co piątek, przygotowałam dla Was recenzję wosku Yankee Candle, który cieszy się sporą popularnością i na pewno niejedna z Was już go poznała. Jeśli jednak zastanawiacie się jeszcze nad jego kupnem, to zapraszam do zapoznania się z moją recenzją. Dzisiaj więc na tapecie znajduje się wosk Pink Sands.
Oto co pisze o nim producent:
"To nie jest sen utalentowanego surrealisty, albo twórcze szaleństwo grafika odpowiedzialnego za obróbkę wakacyjnych zdjęć! Plaża usypana z różowych piasków naprawdę istnieje! Żeby tam się dostać wystarczy dobrze rozgrzać wosk Pink Sands. Kiedy kompozycja zacznie unosić się w powietrzu – poczujemy zapach bajkowych, egzotycznych, kolorowych kwiatów wychylających się łapczywie w kierunku słonecznych promieni. Wkrótce też dotrze do nas aromat słodkiej wanilii i orzeźwiających cytrusów rosnących w gajach usadowionych na skraju fantazyjnych, różowych wydm."
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej. Wyczuwalnymi aromatami w nim są cytrusy, wanilia i słodkie kwiaty. Zapach należy do tych delikatnych, otulających, subtelnych, kobiecych aromatów. Mi kojarzy się on z czymś romantycznym, niewinnym i ulotnym. Wosk ten z pewnością nie jest nachalny, mocny i intensywny. Idealnie nada się dla osób, które nie przepadają za wyrazistymi zapachami. Pink Sands jest przyjemnym aromatem, trochę pudrowym. Jest lekki, świeży, nieduszący, bardzo miły. Osobiście bardzo lubię wyraziste i czasem nawet przesłodzone aromaty, jednak ten z pewnością taki nie jest. Można się fajnie przy nim zrelaksować, bo nie przytłacza nas swoją mocą. Jak dla mnie jednak mógłby być trochę mocniejszy, ale nic na to nie poradzę, że lubię odrobinę mocniejsze zapachy. Według mnie podobny jest on trochę do Lake Sunset, jednak tamten jest chyba bardziej wyrazistszy. Podsumowując Pink Sands przypadł mi do gustu, ponieważ jest miłą odskocznią od wosków bardziej intensywnych. Znacie ten wosk? Lubicie go?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 10 kwietnia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Cranberry Pear...
Jest już piątek, a jeśli piątek, to nie może zabraknąć recenzji wosku Yankee Candle. Z reguły mam tak, że jeden wosk palę przez cały tydzień, ponieważ w niektóre dni zapominam go odpalić. W tym tygodniu gości u mnie połączenie żurawiny i gruszki, czyli Cranberry Pear.
Oto co pisze o nim producent:
"Domowy, jeszcze ciepły placek z gruszkami i syropem żurawinowym
najlepiej smakuje na przełomie lata i jesieni. Podobnie jest z Cranberry
Pear – słodką, niemal cukierniczą tarteletką od Yankee Candle, której
wyjątkowy zapach pomaga w bezbolesnym pożegnaniu się z wakacjami i
udowadnia, że wrześniowe dni nie są jedynie zapowiedzią coraz dłuższych
wieczorów, ale doskonałą okazją do tego, aby cieszyć się życiem i
czerpać z niego pełnymi garściami to co najlepsze! Idealne zestawienie
owocowych nut – słodkiej i nieco cierpkiej, orzeźwiająco kwaskowatej –
to gotowy przepis na aromaterapeutyczną delicję. Ukryty w wosku
Cranberry Pear zapach czaruje zmysły i z dużą intensywnością wypełnia
wnętrze domu. Aromat kojarzy się z tradycyjnymi wypiekami i sielską,
przytulną kuchnią. To właśnie panujący w niej klimat – przytulny,
zapraszający i sprawiający, że czujemy się bezpiecznie – stał się
inspiracją do stworzenia tej wyjątkowej kompozycji, za sprawą której
zbliżająca się jesień kojarzy się nie z depresją, a owocową energią."
Zapach pochodzi z owocowej linii zapachowej, z jesiennej kolekcji Q3. Osobiście bardzo lubię woski, w których dominuje zapach żurawiny, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tej żurawinowej gruszki. Po odpaleniu wosku na pierwszy plan zdecydowanie wyłania się słodka żurawina. Po jakimś czasie staje się wyczuwalna słodka, ale i lekko kwaśna gruszka. Połączenie obu zapachów, jak dla mnie, jest bardzo udane. Całość jest słodka, ale nie przesłodzona. Zapach wosku potrafi fajnie otulić całe pomieszczenie, w którym jest palony. Jest on intensywny, ale nie nachalny i nie przytłacza swoją mocą. Soczysty, słodki, wyrazisty, owocowy, żurawinowo-gruszkowy miks, który na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym słodkie i owocowe aromaty. To taka soczysta gruszka, oblana słodkim syropem żurawinowym, na którą trzeba się skusić. Lubicie takie owocowe połączenia?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Etykiety:
aromat,
aromaty,
Cranberry Pear,
Goodies,
Goodies.pl,
piątki pachnące Yankee Candle,
wosk,
wosk Yankee Candle,
woski,
Yankee Candle,
zapach,
zapachy
piątek, 27 marca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Waikiki Melon...
Żaden tydzień nie może obejść się bez zapachowych umilaczy. Wiecie, że woski Yankee Candle darzę wielką sympatia, dlatego też co tydzień zapoznaję Was z którymś z nich. Dzisiaj przyszła pora na zapach, który kojarzy mi się z latem i słoneczną pogodą. To Waikiki Melon.
Oto co pisze o nim producent:
"Waikiki – czyli doskonale egzotyczna, wymarzona, w idealny sposób rajska
plaża – to najważniejszy punkt odległego Honolulu. To w tym miejscu
koncentruje się życie miasta znanego z serdeczności jego mieszkańców,
pokazów na których obejrzeć można spektakularne tańce i sztuczki
wykonywane z żywym ogniem. Waikiki to też piękne, tańczące w rytm hula
dziewczyny i kolory egzotycznych kwiatów zamienianych w zawieszane na
szyjach turystów wieńce. To wszystko – cały ten wyjątkowy i bardzo
wakacyjny klimat – kondensuje się w wosku Waikiki Melon, czyli w
kompozycji sprawnie łączącej w sobie aromat dojrzałego i słodkiego
melona skropionego dla kurażu odrobiną soku ze słonecznej, orzeźwiającej
pomarańczy."
Wosk należy do owocowej linii zapachowej. Lubicie jeść melona? Bo ja nie za bardzo, ale jego zapach owszem. Dlatego właśnie skusiłam się na wosk Waikiki Melon. Jego zapach jest typowo melonowy, jednak jest on delikatny i nienachalny. Najbardziej wyczuwalny jest w nim słodki melon, a dalej czuć lekką nutę pomarańczy. Zapach jest świeży, rześki, słodki, ale nie do przesady. Na pewno polubią go osoby lubiące subtelne zapachy, które delikatnie otulają pomieszczenia. Osobiście preferuję bardziej wyraziste i konkretne zapachy, jednak ten też jest niczego sobie. Palę go wtedy kiedy mam ochotę przywołać na myśl wspomnienia o lecie i drinkach z palemką. Myślę też, że Waikiki Melon fajnie sprawdzi się właśnie w okresie wiosennym. Lubicie ten wosk?
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 13 marca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Pink Dragon Fruit...
Nastał piątek - tygodnia koniec i początek :-) Pora więc na chwilę relaksu wraz z woskiem Yankee Candle Pink Dragon Fruit. Według mnie wosk ten idealnie nadaje się na wiosnę i lato, ponieważ jego intensywny, różowy kolor przywodzi mi na myśl słoneczną i ciepłą pogodę. A jak pachnie?
Oto co pisze o nim producent:
"Pitaja zakwita tylko w nocy. W dzień natomiast – kusi aromatem
oryginalnych, żywo różowych owoców. To właśnie one – truskawkowe gruszki
– zebrane zostały na meksykańskich wakacjach, doskonale spreparowane i
zamienione w sporą ilość wonnych olejków. Esencja wprost z serca
smoczego owocu trafiła następnie do wnętrza wosku – aromatycznego,
słodkiego, egzotycznego. Pink Dragon Fruit to zapachowy monochromatyzm w
najlepszym wydaniu – długo wyczekiwana randka z meksykańską królową
nocy, pachnąca aromatem truskawkowej gruszki i czarująca minimalistyczną
formą zaklętą w różowym wosku."
Wosk należy do owocowej linii zapachowej. Nie wiem jak dokładnie pachnie smoczy owoc, ale jeśli wosk ten jest jego odzwierciedleniem, to jestem jak najbardziej na tak. Z pewnością jest on słodkim zapachem, ale też nie przesłodzonym.Po odpaleniu wosku w pomieszczeniu rozchodzi się przyjemny słodki, otulający, owocowy zapach. To egzotyczny, energetyzujący aromat, przełamany lekką kwaskowatością, dzięki czemu nie jest mdły i nie powoduje bólu głowy. Pink Dragon Fruit na pewno jest zapachem oryginalnym i nietypowym, ponieważ ciężko jest mi go do czegoś porównać. Na pewno ma on coś ze wspomnianej przez producenta truskawki, ale takiej egzotycznej. Wosk ten z pewnością przypadnie do gustu osobom lubiącym nietypowe, wyraziste zapachy. Dla mnie jest on nowym doznaniem zapachowym, które bardzo mi się spodobało.
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 30 stycznia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Candy Cane Lane...
Nastał piątek - tygodnia koniec i początek ;-) W związku z tym przybywam do was z recenzją wosku Yankee Candle o słodkiej nazwie Candy Cane Lane. Wosk pochodzi z okolicznościowej linii zapachowej więc nie mogło go zabraknąć w mojej woskowej kolekcji.
Producent wosku zapewnia, że wyczuwalnymi aromatami tego wosku mają być mięta pieprzowa, słodkie ciasteczka oraz kremowy waniliowy lukier. Czy się z tym zgadzam? Jasne, że tak :) Po pierwszym odpaleniu Candy Cane Lane byłam trochę zaskoczona jego zapachem, bo pierwsze co poczułam, to świeży aromat mięty pieprzowej. Zaraz po tym czuć zapach słodkich ciastek oblanych waniliowym lukrem. Przy kolejnych odpaleniach wosku, aromat mięty staje się słabszy i na prowadzenie wysuwają się te słodsze aromaty. Dzięki aromatowi mięty pieprzowej wosk ten nie jest przesłodzony, a ma w sobie małego pazura, który fajnie podkręca całość.
Candy Cane Lane to dla mnie zapach nietypowy, ale bardzo przyjemny. Słodycz ciastek miesza się z odświeżającą miętą, otulając pomieszczenie przyjemnym zapachem. W przypadku tego wosku nie ma mowy o przesłodzeniu czy zamuleniu. Wszystko jest bardzo dobrze wyważone. Wosk ma w sobie też coś ze świąt, delikatny i nienachalny korzenny aromat, ale jak dla mnie idealnie nada się na każdą porę roku. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że połączenie słodkiego i miętowego zapachu może tak przypaść mi do gustu.
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



































