Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Goodies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Goodies. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 30 czerwca 2016
piątek, 26 lutego 2016
Piątki pachnące Yankee Candle: Soft Blanket...
Witajcie!
Dawno mnie tu nie było, prawda? Sama się sobie dziwię, że aż tyle czasu wytrzymałam bez blogowania, ale w ostatnim czasie miałam tyle spraw na głowie, że musiałam blog odstawić na bok. W końcu jednak znalazłam trochę czasu więc mam nadzieję, że uda mi się nadrobić blogowe zaległości, bo już mi brakowało pisania i przeglądania Waszych blogów. O tym co robiłam i dlaczego tak długo mnie nie było, napiszę w innym poście, a teraz zapraszam na recenzję wosku, który obecnie umila mi popołudnie. To Soft Blanket.
Soft Blanket pochodzi z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalnymi w nim aromatami maja być cytrusy, wanilia i bursztyn. Po pierwszym odpaleniu jego zapach od razu przypadł mi do gustu. Jest świeży, otulający, ciepły i przytulny. Wystarczy palić go przez kilkanaście minut, aby móc cieszyć się jego przyjemnym zapachem. Z pewnością przypadnie on do gustu osobom lubiącym nienachalne i nie przyprawiające o zawrót głowy aromaty. Ten na pewno do nich nie należy. Jest subtelny i trochę mi się kojarzy z małymi dziećmi. Ma w sobie też coś kobiecego. Jednak pomimo swojej delikatności dość długo utrzymuje się w pomieszczeniu. Wyobraźcie sobie mięciutki, delikatny, ciepły kocyk, pod którym moglibyście leżeć godzinami. Taki jest właśnie Soft Blanket. Myślę, że jego nazwa idealnie go odzwierciedla. Jest lekki, przytulny, otulający i chce się po niego często sięgać. Przez ostatni tydzień towarzyszył mi codziennie więc to też o czymś świadczy ;-) Spokojnie mogę go odpalić kiedy spodziewam się gości, bo wiem, że i im przypadnie do gustu. Z czystym sumieniem mogę też polecić go innym i na pewno zaliczam go do woskowych ulubieńców :)
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 11 września 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Moonlit Ocean...
Witajcie!
Dzisiaj piątek pora więc na recenzję kolejnego woskowego zapachu, który w ostatnim czasie u mnie gościł. Tym razem skusiłam się na coś, co od razu przypadło mi do gustu. To wosk Moonlit Ocean z rześkiej linii zapachowej z serii Simple Home.
Wyczuwalnymi aromatami w wosku Moonlit Ocean mają być: kokos, trawa cytrynowa i kwiat pomarańczy. Szczerze mówiąc nie wiem czy wyczułam poszczególne aromaty, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, ponieważ stworzyły one bardzo przyjemny, urzekający zapach. Całość idealnie się komponuje tworząc subtelny, perfumowany zapach damsko-męski, który od razu mnie urzekł. Jest on intensywny, ale na pewno nie jest przytłaczający i drażniący. Wręcz przeciwnie. Jest otulający i można się przy nim zrelaksować. Myślę, że kolor wosku jest idealnie do niego dopasowany. Ma w sobie coś magicznego i niejednoznacznego. Wyobrażam sobie, że właśnie tak musi pachnieć księżyc w pełni nad oceanem... Jak wiecie bardzo lubię męskie nuty w woskach więc Moonlit Ocean jak najbardziej zaspokoił moje zapachowe wymagania ;-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 4 września 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Stony Cove...
Witajcie!
Dzisiaj piątek pora więc na przedstawienie kolejnego woskowego zapachu Yankee Candle. Większość wosków Yankee Candle bardzo lubię i mam wśród nich sporo ulubionych zapachów. Jednak czasami trafiam na zapach, którego mój nos zbytnio nie akceptuje. Niestety tak jest w przypadku wosku Stony Cove.
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej z serii Simply Home. Po Stony Cove spodziewałam się zapachu świeżego, trochę morskiego i lekko tajemniczego. A jaki się okazał? No cóż, dla mnie jest on zbyt drażniący i meczący. Przypomina mi on odświeżacz powietrza, niekoniecznie należący do tych ładniejszych. Wyczuwalnymi aromatami w nim powinny być egzotyczne kwiaty i nasycona ozonem bryza. W przypadku tego wosku niestety nic takiego nie poczułam. Po jego odpaleniu już po kilku minutach czuć dość mocny, specyficzny zapach, który mnie osobiście drażni. Pokładałam w nim spore nadzieje, jednak trochę, a może i bardzo mnie rozczarował. Wiem jednak, że są osoby, którym ten zapach bardzo się podoba. Więc to pewnie kwestia zmysłu powonienia ;-) Może Wy macie inne odczucia co do tego wosku?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 21 sierpnia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Beach Holiday...
Witajcie!
Uwierzycie w to, że za ponad tydzień kończą się wakacje? Mi ten czas zleciał błyskawicznie i już martwię się, że niebawem znowu będziemy ubierać się na cebulkę. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Mam jednak dla Was coś, co skutecznie przywiedzie myśli o beztroskim leniuchowaniu i wypoczynku na plaży. Coś, co będzie przypominało o upalnych wakacjach i powiewie morskiej bryzy. To nic innego jak wosk Yankee Candle Beach Holiday.
Już sam kolor i etykieta wosku Beach Holiday mają za zadanie nawiązywać do wakacji: błękit morza i budka ratownika. A czy sam zapach przypomina morską bryzę? Oj tak! Po rozpaleniu wosku w pomieszczeniu roznosi się przyjemny, delikatny aromat morskiej bryzy. Kiedy odpalam ten wosk przed oczami pojawia mi się obraz plaży, gorącego piasku, bezchmurnego nieba i czystej morskiej wody. Ewidentnie czuć w nim właśnie tę morskość, rześkość i słoność, które tworzą przyjemną atmosferę. Beach Holiday z pewnością nie spowoduje bólu głowy, ani nie zamuli, ponieważ jest on świeży, pobudzający, ale i otulający. To zapach, który przypadnie do gustu osobom lubiącym nienachalne, lekkie i subtelne zapachy. Pomimo swojej lekkości jest on jednak bardzo dobrze wyczuwalny i utrzymuje się w pomieszczeniu jeszcze przez dłuższy czas. Jak dla mnie jest on bardzo udanym odzwierciedleniem aromatu morskiej bryzy i idealnie nadaje się na letnią porę, ale i w okresie jesienno-zimowym może fajnie umilić nam czas spędzany w domowym zaciszu, przypominając o słonecznej pogodzie :-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 10 lipca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: A Child's Wish...
Witajcie!
Pogoda za oknem prezentuje się nieciekawie, ale mam świetny sposób na ocieplenie klimatu, chociażby tylko w domu. Niedawno wypróbowałam pewien wosk, który już po kilku minutach skradł moje serce. Wiem, że dużo osób z Was podzieli moje zdanie o nim, bo mowa oczywiście o ślicznym wosku A Child's Wish.
Z czym kojarzy Wam się dzieciństwo? Bo mi z beztroską, wolnością, niewinnością, radością, bezpieczeństwem i nieustającą zabawą. Według mnie taki właśnie jest wosk A Child's Wish. Wosk pokochałam od pierwszego wąchnięcia. Jego aromat jest prześliczny! Zapach jest kwiatowy, ale nie jest to mocny zapach kwiatów z kwiaciarni. Porównałabym je raczej do polnych kwiatów, których aromat jest delikatny, subtelny i nienachalny. Zapach jest świetnie wyważony, przez co z pewnością nie spowoduje bólu głowy i nie zamęczy nas swoją intensywnością. Mimo tego już po kilku minutach jest cudowny aromat świetnie rozchodzi się po pomieszczeniu, skutecznie go otulając i pozostając w nim przez jakiś czas. Zapach jest słodki, ale nie przesłodzony. Kwiatowe aromaty w nim zawarte są rześkie, a zapach bursztynu sprawia, że całość jest delikatna i subtelna. Przy tym wosku z pewnością skutecznie się zrelaksujemy i odbędziemy podróż wprost do dziecięcej przeszłości :-)
Wosk pochodzi z kwiatowej linii zapachowej. Dominującymi w nim aromatami są: kwiatowa bryza, górska lilia oraz bursztyn. Szczerze mówiąc trudno było mi wyobrazić sobie takie połączenie zapachowe, ale skuszona pozytywnymi opiniami na jego temat w końcu się na niego zdecydowałam. I wiecie co? Żałuję... że zrobiłam to tak późno i nie zrobiłam sobie jego zapasów. Z czystym sumieniem mogę go Wam polecić, a sama dopisuję go do swojej listy woskowych ulubieńców, na którym póki co zajmie niekwestionowane pierwsze miejsce :) Jak już wyżej wspomniałam zakochałam się w tym zapachu i na pewno kupię jego większą ilość, a i dużą świecą w takim wydaniu bym nie pogardziła ;-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 12 czerwca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Mandarin Cranberry...
W końcu mamy weekend! Wiem, że w taki dzień jak dzisiaj i w taką letnią pogodę nie macie ochoty siedzieć w domu, ale gdyby komuś z Was przyszła chęć na lenistwo w domowym zaciszu i otulenie się przyjemnym zapachem, zapraszam to dalszej części tego posta :-) Dzisiaj na tapetę idzie zapach, który może nie kojarzy się ze słoneczną pogodą, ale akurat mam słabość do żurawinowych aromatów, dlatego ostatnio sięgnęłam po wosk Mandarin Cranberry.
Wosk pochodzi z owocowej linii zapachowej, która jest chyba moją ulubioną. Jak sama nazwa wskazuje, to połączenie mandarynki i żurawiny. A, że żurawinę uwielbiam więc nie mogło zabraknąć tego wosku w mojej kolekcji. Połączenie mandarynki i żurawiny okazało się bardzo trafnym posunięciem. Zapach jest słodki i ciepły, ale przełamany kwaskowatością mandarynki, co dodaje mu świeżości i czyni z całości bardzo apetyczną mieszankę. Mandarin Cranberry nie jest ciężkim zapachem, nie powoduje bólu głowy, nie jest męczący i drażniący. Wręcz przeciwnie. To aromat, który fajnie otula całe pomieszczenie, tworząc przyjemną owocowo-cytrusową atmosferę. Wszystko jest fajnie zbalansowane, przez co wosk jest bardzo miły dla nosa. Według mnie ten zapach nadaje się na każdą porę roku pomimo tego, że żurawina przeważnie kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia. W tym przypadku Mandarin Cranberry możemy palić cały rok, nie tylko w święta. Jak już wcześniej pisałam uwielbiam żurawinowe zapachy, dlatego ten wosk na pewno zaliczam do moich woskowych ulubieńców.
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Lubicie takie żurawinowe aromaty?
piątek, 5 czerwca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Honey Blossom...
Witajcie w ten piękny letni dzień!
Czy u Was też pogoda tak dopisuje? Bo u mnie od kilku dni grzeje słońce i nie zamierza ustępować. Dlatego staram się trochę opalić moje blade ciało, aby móc się jakoś prezentować w krótkich spodenkach. Wiem, że przez pogodę nie jest Wam w głowie siedzenie w domu, ale jeśli komuś znudziłaby się taka upalna pogoda i chciałby się trochę zrelaksować w domowym zaciszu, proponuję zapoznać się z dzisiejszą recenzją pięknie pachnącego wosku, jakim jest Honey Blossom.
Oto co pisze o nim producent:
"Honey Blossom – cudowna kompozycja zamknięta w niewielkim, naturalnym wosku – to nie tylko pomysł na to, jak sprawnie odświeżyć nastrój panujący we wnętrzu. Honey Blossom to najprawdziwsze, bardzo gustowne, odrobinę wyniosłe, damskie perfumy, których miejsce spoczywa na blacie eleganckiej, zabytkowej toaletki. Buduarowy aromat złożony jest z tak wyjątkowych, drogeryjnych nut jak ciężkie piżmo, słodki miód, świeże, pachnące żywicznym sokiem drewno i esencja wydobyta z serca tradycyjnej frezji. Całość tworzy bukiet wyjątkowo kobiecy i bliźniaczo podobny do luksusowych perfum!"
Honey Blossom pochodzi z kwiatowej linii zapachowej. Wyczuwalnymi aromatami są słodki miód, żywiczne drewno, piżm oraz frezja. Jak dla mnie to połączenie jest idealne! Honey Blossom to zapach, który skradnie niejedno kobiece serce. Jest on tak piękny niczym jego etykietka. Zapach tego wosku jest intensywny, kwiatowy, lekko słodki, perfumowany, kobiecy, ale ma też coś w sobie subtelnego, delikatnego i świeżego. Po rozpaleniu wosku w pomieszczeniu zaczyna unosić się najpierw delikatny, świeży kwiatowy zapach, a po kilkunastu minutach zapach ten nabiera intensywności i staje się zapachem luksusowych perfum, które przyjemnie otulają całe wnętrze. Dlatego w tym wosku nie musicie się obawiać zapachu zwiędłych kwiatków. Przyznam się szczerze, że sądziłam iż ten zapach będzie lekki, zwiewny i ulotny, a jednak okazał się dość wyrazistym zapachem, który od razy przypadł mi do gustu. Jeśli lubicie kwiatowe i intensywne zapachy, tak jak ja, to Honey Blossom z pewnością Wam się spodoba :-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 15 maja 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Black Cherry...
Ten tydzień zleciał mi w oka mgnieniu. Na blogu trochę przycichło, ale budowa domu skutecznie pochłania wolny czas. Powoli zaczynamy planować wykończenie naszego wymarzonego domu, a wiecie, że takie dylematy dla kobiet nie są proste ;-) Mam jednak nadzieję, że jakoś uporządkuję swoje wszystkie plany i obejdzie się bez większych problemów. Wracając do tematu dzisiejszego posta, tradycyjnie mam dla Was recenzję wosku, który musiał znaleźć się w mojej skromnej kolekcji. To zapach, który od razu przypadł mi do gustu i pewnie dużo z Was także go lubi. Mowa tu o wosku Black Cherry.
Oto co pisze o nim producent:
"Są dojrzałe – nawet nie czerwone, ani nie karminowe! Są prawie czarne, głęboko bordowe – idealnie okrągłe i doskonale soczyste. Kuszą swoim słodkim aromatem i przywodzą na myśl najcudowniejsze chwile beztroskiego dzieciństwa, kiedy żadne, najwyższe nawet drzewo nie było przeszkodą do tego, aby skosztować świeżych czereśni. Ten smak i ten właśnie zapach – aromat cudownych, zapowiadających letnie upały czereśni – zamknięty został w woskowej masie Black Cherry. I to ten zapach może nam dzisiaj towarzyszyć na co dzień – dokładnie wtedy, kiedy mamy ochotę sięgnąć po odrobinę owocowej słodyczy, albo zanurzyć się we wspomnieniach z dzieciństwa."
Na początku muszę wtrącić swoje 3 grosze, ponieważ nie wiem czemu producent nazywa ten wosk czereśniowym. Dla mnie raczej to zapach bardziej wiśniowy z lekką nutą czereśni. Mniejsza jednak z tym, bo chyba każdy przepada i za czereśniami i za wiśniami. Przynajmniej ja :) To wosk typowo owocowy. Po jego zapaleniu w pomieszczeniu szybko roznosi się soczysty zapach wiśniowo-czereśniowy. Zapach jest idealnie wyważony. Nie jest ani za słodki, ani też nie jest kwaskowaty. Jest wyrazisty i mocny, ale nie przytłaczający. Jak dla mnie jest on rześki, odświeżający i idealny na poprawę humoru. Wydaje mi się, że jest też on dość uniwersalnym zapachem, dlatego polubi go większość osób. Utrzymuje się w pomieszczeniu jeszcze przez spory czas, co osobiście bardzo mi się w woskach podoba. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o jego pięknym karminowym kolorze, który cieszy oko i pięknie prezentuje się w kominku. Jest dość realistycznym odzwierciedleniem wiśniowo-czereśniowego aromatu więc może przenieść nas prosto na wczasy pod wiśnią ;-) Lubicie takie mocno owocowe zapachy?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Przypominam Wam także o moim urodzinowym konkursie, w którym możecie brać udział do 25. maja :-)
piątek, 10 kwietnia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Cranberry Pear...
Jest już piątek, a jeśli piątek, to nie może zabraknąć recenzji wosku Yankee Candle. Z reguły mam tak, że jeden wosk palę przez cały tydzień, ponieważ w niektóre dni zapominam go odpalić. W tym tygodniu gości u mnie połączenie żurawiny i gruszki, czyli Cranberry Pear.
Oto co pisze o nim producent:
"Domowy, jeszcze ciepły placek z gruszkami i syropem żurawinowym
najlepiej smakuje na przełomie lata i jesieni. Podobnie jest z Cranberry
Pear – słodką, niemal cukierniczą tarteletką od Yankee Candle, której
wyjątkowy zapach pomaga w bezbolesnym pożegnaniu się z wakacjami i
udowadnia, że wrześniowe dni nie są jedynie zapowiedzią coraz dłuższych
wieczorów, ale doskonałą okazją do tego, aby cieszyć się życiem i
czerpać z niego pełnymi garściami to co najlepsze! Idealne zestawienie
owocowych nut – słodkiej i nieco cierpkiej, orzeźwiająco kwaskowatej –
to gotowy przepis na aromaterapeutyczną delicję. Ukryty w wosku
Cranberry Pear zapach czaruje zmysły i z dużą intensywnością wypełnia
wnętrze domu. Aromat kojarzy się z tradycyjnymi wypiekami i sielską,
przytulną kuchnią. To właśnie panujący w niej klimat – przytulny,
zapraszający i sprawiający, że czujemy się bezpiecznie – stał się
inspiracją do stworzenia tej wyjątkowej kompozycji, za sprawą której
zbliżająca się jesień kojarzy się nie z depresją, a owocową energią."
Zapach pochodzi z owocowej linii zapachowej, z jesiennej kolekcji Q3. Osobiście bardzo lubię woski, w których dominuje zapach żurawiny, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tej żurawinowej gruszki. Po odpaleniu wosku na pierwszy plan zdecydowanie wyłania się słodka żurawina. Po jakimś czasie staje się wyczuwalna słodka, ale i lekko kwaśna gruszka. Połączenie obu zapachów, jak dla mnie, jest bardzo udane. Całość jest słodka, ale nie przesłodzona. Zapach wosku potrafi fajnie otulić całe pomieszczenie, w którym jest palony. Jest on intensywny, ale nie nachalny i nie przytłacza swoją mocą. Soczysty, słodki, wyrazisty, owocowy, żurawinowo-gruszkowy miks, który na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym słodkie i owocowe aromaty. To taka soczysta gruszka, oblana słodkim syropem żurawinowym, na którą trzeba się skusić. Lubicie takie owocowe połączenia?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Etykiety:
aromat,
aromaty,
Cranberry Pear,
Goodies,
Goodies.pl,
piątki pachnące Yankee Candle,
wosk,
wosk Yankee Candle,
woski,
Yankee Candle,
zapach,
zapachy
piątek, 27 lutego 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Lake Sunset...
Tęsknię już za piękną, słoneczną pogodą, letnimi spacerami i wylegiwaniem się w słońcu. Na szczęście do zmiany pogody pozostało już niewiele czasu, przynajmniej mam taką nadzieję. W oczekiwaniu na lepszą aurę, umilam sobie zimowe dni różnymi przyjemnymi zapachami. Do takich z pewnością należy wosk Yankee Candle Lake Sunset. Należy on do rześkiej linii zapachowej, a dominującymi w nim aromatami są ozon, drewno i ananas.
Oto co pisze o nim producent:
"Świeże powietrze, ciepłe promienie przygotowującego się do snu słońca i
kalejdoskop aromatów natury – tak maluje się aura spokojnego, spędzanego
nad brzegiem jeziora wieczoru. W ten sam sposób prezentuje się też
pomysł na domową sesję aromaterapeutyczną – uspokajającą, dającą
ukojenie i przywodzącą na myśl najpiękniejsze, wakacyjne chwile. Wosk
Lake Sunset to wielka moc zamknięta w drobnej formie i propozycja
idealna dla wszystkich osób, które – walcząc z jesienną pluchą – marzą o
wejściu do wehikuły czasu, który zabierze je wprost na sierpniowe,
przyjeziorne molo."
Lake Sunset z czystym sumieniem mogę zaliczyć do ulubieńców. To zapach, który od razu przypadł mi do gustu. Nie wiem jak pachnie ozon, ale w tym wydaniu jest bardzo przyjemny. Zapach wosku należy do delikatnych, ale i słodkich aromatów. Jest świeży, ciepły, nie duszący, przyjemnie otula pomieszczenie i utrzymuje się w nim dość długo. Przy tym zapachu można się zrelaksować i przenieść się w przytulne miejsce. Świetnie nada się także na romantyczny wieczór we dwoje. Jest to zapach kobiecy, subtelny, troszkę pudrowy, ale też w jego głębi wyczuwam jakąś męską nutę, może piżma, co osobiście bardzo lubię w woskach. Wosk ten na myśl przywodzi letnie wieczory spędzone we dwoje, błogi relaks i odpoczynek. Jeśli tak pachnie zachód słońca nad jeziorem, to jestem jak najbardziej za.
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 30 stycznia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Candy Cane Lane...
Nastał piątek - tygodnia koniec i początek ;-) W związku z tym przybywam do was z recenzją wosku Yankee Candle o słodkiej nazwie Candy Cane Lane. Wosk pochodzi z okolicznościowej linii zapachowej więc nie mogło go zabraknąć w mojej woskowej kolekcji.
Producent wosku zapewnia, że wyczuwalnymi aromatami tego wosku mają być mięta pieprzowa, słodkie ciasteczka oraz kremowy waniliowy lukier. Czy się z tym zgadzam? Jasne, że tak :) Po pierwszym odpaleniu Candy Cane Lane byłam trochę zaskoczona jego zapachem, bo pierwsze co poczułam, to świeży aromat mięty pieprzowej. Zaraz po tym czuć zapach słodkich ciastek oblanych waniliowym lukrem. Przy kolejnych odpaleniach wosku, aromat mięty staje się słabszy i na prowadzenie wysuwają się te słodsze aromaty. Dzięki aromatowi mięty pieprzowej wosk ten nie jest przesłodzony, a ma w sobie małego pazura, który fajnie podkręca całość.
Candy Cane Lane to dla mnie zapach nietypowy, ale bardzo przyjemny. Słodycz ciastek miesza się z odświeżającą miętą, otulając pomieszczenie przyjemnym zapachem. W przypadku tego wosku nie ma mowy o przesłodzeniu czy zamuleniu. Wszystko jest bardzo dobrze wyważone. Wosk ma w sobie też coś ze świąt, delikatny i nienachalny korzenny aromat, ale jak dla mnie idealnie nada się na każdą porę roku. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że połączenie słodkiego i miętowego zapachu może tak przypaść mi do gustu.
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 19 grudnia 2014
Piątki pachnące Yankee Candle: Angel's Wings...
Ostatnio naszła mnie ochota na zmianę wystroju na blogu. W związku z tym powstał nowy nagłówek i podpis (może być? Czy dalej próbować?). Postanowiłam też trochę ulepszyć całokształt mojego bloga więc pewnie małe zmiany będą się regularnie pojawiały. Święta już tuż, tuż jednak pogoda nie nastraja świątecznie. Dlatego trzeba w jakiś inny sposób nastroić się świątecznie i poczuć magię świąt, a także zimy, której póki co brak. W tym celu najczęściej sięgam po woski Yankee Candle. W ogóle zauważyłam, że po te pachnące tarty najczęściej sięgam, kiedy chcę poprawić sobie humor, umilić relaks lub dobrze się nastroić. Tym razem wybór padł na zimową nowość czyli Angel's Wings.
Wosk Angel's Wings pochodzi z okolicznościowej linii zapachowej. Aromaty w nim wyczuwalne to wata cukrowa, płatki kwiatów oraz kremowa wanilia. Wosk ten odpaliłam dopiero dzisiaj, kilka godzin temu, ale już postanowiłam podzielić się z Wami recenzją na jego temat. Moim niezawodnym sposobem na dokładne poczucie zapachu wosku jest wyjście z pomieszczenia, w którym znajduje się kominek i wejście do niego po ok. 10 minutach od momentu rozpalenia wosku. Wtedy mogę w pełni poczuć zapach wosku i sprawdzić jak wypada przy pierwszym wrażeniu (wąchnięciu ;-). Wiadomo, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, dlatego ten sposób, jak dla mnie jest bardzo dobry. Dzięki temu mogę wtedy sprawdzić też jego intensywność.
Mój sposób na zapoznanie się z woskiem już poznałyście, pora więc na opis tego pierwszego razu... Po pierwszym zetknięciu się z tym woskiem od razu przypadł mi on do gustu. Jego zapach należy do tych słodkich więc dla mnie jest jak znalazł. Aromatem wysuwającym się naprzód jest wata cukrowa i delikatna wanilia. Wyczuwam w nim też jakiś inny aromat, ale jest on trudny do jednoznacznego określenia. Myślę, że są to właśnie te płatki kwiatów. Połączenie tych aromatów tworzy zapach słodki, otulający, ciepły, ale też świeży i czysty. Jest intensywny, ale nienachalny i nie mdli. Wszystko jest dobrze wyważone. Mimo tego wosku nie mogłam palić długo, bo czułam jego intensywność, która co niektórych może troszkę przesłodzić, ponieważ wiem, że niektórzy nie lubią takich słodkich zapachów.
Mi słodycz wosku Angel's Wings jak najbardziej odpowiada i przywodzi na myśl beztroskie, młodzieńcze lata. Kojarzy mi się także z lukrowanymi, waniliowymi ciastkami. A co do skrzydeł anioła, to zamykając oczy można sobie wyobrazić piękne, białe skrzydła anielskie, a pod nimi my relaksujący się na słodkiej, puchowej chmurce :)
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, znajdziecie w sklepie Goodies.
Mam jeszcze pytanie co do wosków Yankee Candle: czy kojarzycie czy któryś z nich pachnie migdałami? Coś naszła mnie ochota na taki aromat ;-)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



































