niedziela, 23 sierpnia 2015
piątek, 21 sierpnia 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Beach Holiday...
Witajcie!
Uwierzycie w to, że za ponad tydzień kończą się wakacje? Mi ten czas zleciał błyskawicznie i już martwię się, że niebawem znowu będziemy ubierać się na cebulkę. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Mam jednak dla Was coś, co skutecznie przywiedzie myśli o beztroskim leniuchowaniu i wypoczynku na plaży. Coś, co będzie przypominało o upalnych wakacjach i powiewie morskiej bryzy. To nic innego jak wosk Yankee Candle Beach Holiday.
Już sam kolor i etykieta wosku Beach Holiday mają za zadanie nawiązywać do wakacji: błękit morza i budka ratownika. A czy sam zapach przypomina morską bryzę? Oj tak! Po rozpaleniu wosku w pomieszczeniu roznosi się przyjemny, delikatny aromat morskiej bryzy. Kiedy odpalam ten wosk przed oczami pojawia mi się obraz plaży, gorącego piasku, bezchmurnego nieba i czystej morskiej wody. Ewidentnie czuć w nim właśnie tę morskość, rześkość i słoność, które tworzą przyjemną atmosferę. Beach Holiday z pewnością nie spowoduje bólu głowy, ani nie zamuli, ponieważ jest on świeży, pobudzający, ale i otulający. To zapach, który przypadnie do gustu osobom lubiącym nienachalne, lekkie i subtelne zapachy. Pomimo swojej lekkości jest on jednak bardzo dobrze wyczuwalny i utrzymuje się w pomieszczeniu jeszcze przez dłuższy czas. Jak dla mnie jest on bardzo udanym odzwierciedleniem aromatu morskiej bryzy i idealnie nadaje się na letnią porę, ale i w okresie jesienno-zimowym może fajnie umilić nam czas spędzany w domowym zaciszu, przypominając o słonecznej pogodzie :-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
środa, 19 sierpnia 2015
Gradient i palmy na paznokciach...
Witajcie!
Dzisiejszy dzień rozpoczęłam wizytą u zaprzyjaźnionej fryzjerki. Nic konkretnego nie zmieniłam, ponieważ jestem w trakcie zapuszczania włosów więc tylko podcięłam końcówki. Ponad rok temu ścięłam włosy przed ramiona i do tej pory mi odrastają. Wtedy pierwszy raz miałam tak krótki włosy, ale dość fajnie się w nich czułam, a i nie ścinałam ich na darmo, bo oddałam je dla fundacji na perukę dla ciężko chorujących kobiet. Z tego względu dbam o swoje włosy jak się da, bo na następny rok mam zamiar powtórzyć to ostre cięcie, ale jeszcze trochę brakuje mi do wymaganej długości. O oddawaniu włosów napiszę na pewno osobny post, a dzisiaj mam zdobienie, które wczoraj pojawiło się na moich paznokciach. Nie jest ono idealne, ale mi się podoba więc chciałam Wam je pokazać.
Do zdobienia użyłam następujących lakierów:
* baza to odżywka Pro Care Manhattan,
* błękitny to Clubbing Miss Sporty nr 456,
* ciemniejszy niebieski to Clubbing Miss Sporty nr 320,
* fioletowy to Clubbing Miss Sporty nr 465,
* pod gradient użyłam białego Extreme Nails Wibo nr 25,
* palmy wykonałam czarnym pisakiem do zdobień kupionym na Ebay'u.
* top coat to Insta-Dri Sally Hansen.
Dawno nie nosiłam niebieskości na paznokciach więc postanowiłam to nadrobić. A że ostatnio motyw palemek jest bardzo modny, postanowiłam i ja takie mieć. Palemki wykonałam na gradiencie. Tak jak pierwsza malowana palma poszła mi szybko i sprawnie, tak przy malowaniu kolejnych pisak odmówił współpracy i musiałam się trochę namęczyć, aby coś z niego wycisnąć. Używałam go po raz pierwszy, bo swoje musiał odleżeć i w sumie nie wiem co o nim myśleć. Początek był bardzo dobry, ale później ciężko było nim malować i chyba taki sam efekt uzyskałabym malując cienkim pędzelkiem i zwykłym lakierem. Ale dam mu jeszcze szansę. Błękitny lakier też nie chciał ze mną współpracować, ponieważ smużył, a na koniec trochę zbąblował się. Malowanie prawej ręki też było trudniejsze, ale palemki nie wyszły tragicznie ;-) Myślę, że ten motyw jeszcze pojawi się u mnie, póki są jeszcze wakacje. Całe zdobienie pokryłam topem Insta-Dri, który pierwszy raz nie rozmazał mi namalowanego wzorku. Co myślicie o takim zdobieniu? Podoba Wam się?
wtorek, 18 sierpnia 2015
Lipcowy haul zakupowy...
Witajcie!
Wczoraj pokazywałam Wam to, co udało mi się zużyć w lipcu (tutaj). Dzisiaj mam dla Was post zakupowy. Podsumowując kosmetyczne zakupy lipcowe jestem z siebie dumna, że tak mało kupiłam. Normalnie sama siebie zaskakuję :)
Jeśli chodzi o zakupy typowo kosmetyczne to nie zaszalałam w tej sferze. Do mojego koszyka wpadł dezodorant Fitness Isana i nowy limitowany żel pod prysznic także Isany. Do tego perfumy, które polubiłam czyli Secret Fantasy z Avonu. To już mój drugi flakonik. Są dość słodkie więc nie wszystkim podpasują, ale ja lubię takie aromaty. Do tego w Biedronce skusiłam się na Multiodżywczy krem regenerujący do ciała BeBeauty. Miałam kiedyś krem do rąk z tej serii i byłam z niego zadowolona więc postanowiłam przetestować jego brata do ciała.
W lipcu jakoś poszłam w aromatyczne zakupy i tym samym skusiłam się na poręczne perfumetki: Calvin Klein Ckin2u, Cacharel Amor Amor i Hugo Boss Intense Shimmer Edition. Wszystkie zapachy idealnie trafiają w moje gusta i na pewno jeszcze nie raz u mnie zagoszczą. Każda perfumetka to 20 ml, a jej koszt wyniósł mnie 6 zł więc myślę, że to dobry interes. W planach mam zakup innych zapachów, których do tej pory jeszcze nie testowałam.
Kolejnymi aromatycznymi zakupami/niezakupami były woski Yankee Candle i Kringle Candle. W sumie to nie były zakupy, bo otrzymałam je w zamian za wymienione punkty w nowym programie partnerskim Goodies. Te pierwsze woski uwielbiam i mam już dość pokaźną ich kolekcję. Tym razem zadomowiły się u mnie starsze wersje Lilac Blossoms, Midnight Jasmine oraz dwa nowe letnie zapachy Serengeti Sunset i Kilimanjaro Stars. Z woskiem Kringle Candle zapoznałam się po raz pierwszy. Co prawda mam tej marki dwie małe świeczki, które pachną obłędnie i szkoda mi je zużyć ;-) Zapach Spellbound od KC jest nietypowy i nieoczywisty, dlatego z pewnością doczeka się osobnej recenzji.
To by było na tyle z moich kosmetycznych i niekosmetycznych zakupów. Jak widzicie ostatnio przystopowałam z kupowaniem kosmetyków. To chyba też zasługa budowy domu, ponieważ teraz mam pilniejsze i znacznie potrzebniejsze wydatki więc kosmetyczne zakupy poszły w odstawkę ;-)
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Lipcowy projekt denko...
Witajcie!
Oj trochę mnie tu nie było, ale nie będę się kolejny raz tłumaczyła z mojej nieobecności. po prostu są wakacje i trochę z Mężusiem odpoczywaliśmy jeśli tak można nazwać prace remontowe w naszym nowym domku ;-) Jesteśmy już bliżej niż dalej, ale i tak jeszcze mnóstwo pracy przed nami. na szczęście chyba najgorsze roboty już mamy za sobą. Niedługo zaczniemy wybierać meble, firany, poduszki, regały, garnki, lampy i inne rzeczy, których wybieranie będzie sprawiało mi największą frajdę. No bo ileż można wybierać oświetlenie do garażu czy gniazdka, albo inne mało interesujące przedmioty :-) Dzisiaj jednak przychodzę do Was z podsumowaniem moich lipcowych zużyć kosmetycznych, które publikuję tu z niemałym opóźnieniem. Na szczęście w końcu się za nie zabrałam i mogę pochwalić Wam się co w lipcu wyrzuciłam do kosza.
Na powyższym zdjęciu widać wszystkie kosmetyczne lipcowe pustaki. W ciągu ostatnich kilku miesięcy ilość zużytych kosmetyków przeważnie wynosi ponad 10 sztuk z czego jestem bardzo zadowolona. Oczywiście jakieś nowości do mnie też przybywają, ale znacznie więcej zużywam niż kupuję więc jest dobrze :-)
W kategorii ciało znalazły się:
* Dezodorant Ultra Sensitive Isana Med - bardzo fajny dezodorant za śmieszne pieniądze. Ma ładny, przyjemny zapach i jak na taką cenę, to dobrze radzi sobie z ochroną przed potem. Oczywiście za niecałe 4 zł nie ma co od niego wymagać nie wiadomo czego, więc jak dla mnie zasługuje na pozytyw. Więcej możecie przeczytać o nim tutaj.
* Mleczko pod prysznic Pro Care Restore Lukcja - ten kosmetyk dostałam w ramach testowania na Wizaz.pl. Mleczko miało bardzo przyjemny, kremowy zapach i zaskoczyło mnie tym, że tak dobrze się pieniło. Niestety nie nawilżało mojej skóry, a powodowało nieprzyjemne uczucie ściągnięcia skóry po kąpieli więc raczej więcej już po nie nie sięgnę.
* Balsam brązujący Body Arabica Lirene do ciemnej karnacji - dość dobry balsam brązujący, który nie tworzył na skórze niefajnej pomarańczowej opalenizny. Minusem tego typu balsamów jest ich charakterystyczny zapach, podobny do zapachu skóry po wyjściu z solarium. W tym przypadku ten zapach nie był aż tak charakterystyczny, ale i tak wyczuwalny. Mimo to mi taki aromat zbytnio nie przeszkadza.
* Mydło w kostce Melon & Karambola - takie sobie mydło. Myślałam, że będzie pachniało typowo melonowo, jednak to nie to.
* Żel do golenia Fresh Cien - całkiem dobry żel do golenia. Zalegał u mnie w łazience, bo mój Mężuś ma swój jeden ulubiony i na żaden inny nie spojrzy więc go zużyłam.
* Balsam do ciała Mango Mambo Balea - wiecie, że uwielbiam żele tej marki, jednak do balsamów nie jestem przekonana. Owszem bardzo fajnie pachną jednak wolałabym żeby lepiej nawilżały. W tym przypadku efekt nawilżenia był taki sobie, chociaż i tak nie najgorszy.
* Woda toaletowa Carribean Paradise Avon - trochę męczyłam ten zapach, bo w połowie butelki znudził mi się. Zapach średni. Są inne dużo ładniejsze zapachy dostępne w Avonie więc do niego już więcej nie wrócę.
* Szampon do włosów farbowanych Finale - szampon ten dostępny jest w Lidlu. Zaczęłam go używać od połowy butelki, ponieważ moja mama o nim zapomniała. Nic złego nie zrobił z moimi włosami: nie przesuszył ich, nie spowodował łupieżu i swędzenia głowy, ani też nie przetłuścił ich.
* Dezodorant Exotic Isana - kolejny dezodorant z Isany w tym denku. Ten był gorszy od poprzednika, bo nie chronił przed potliwością. Jego zapach był ok, ale też bardzo pylił podczas aplikacji, tak jak poprzedni.
* Krem do rąk z woskiem pszczelim i olejem makadamia Anida - bardzo dobry krem do rąk w niskiej cenie. Fajnie nawilżał dłonie i miał przyjemny zapach. Jego pełną recenzję znajdziecie tutaj.
* Mydło w płynie Ahoj morze! Isana - jeden z lepszych zapachów limitowanych mydeł z Isany. Mydło faktycznie kojarzyło się z czymś morskim i miało lekko morski, słony zapach. Bardzo przypadło mi do gustu.
W kategorii twarz znalazły się:
* Oczyszczająca maseczka do twarzy z glinką Turkish Thermal Baths Planet Spa Avon - to zdecydowanie moja ulubiona maseczka z tej serii i tego producenta. Bardzo dobrze oczyszczała skórę, ale musi być stosowana regularnie co kilka dni. Moja skóra polubiła się z nią.
* Krem nawilżający Shedor - ten krem dostałam od siostry, która znalazła go w którymś z kosmetycznych pudełek. Miał fajny, nietypowy, ale i bardzo przyjemny zapach. Bardzo dobrze nawilżał skórę, nie przetłuszczając i nie zapychając jej przy tym.
* Łagodzący płyn micelarny Be Beauty - ta wersja micela zupełnie nie przypadła mi do gustu. Kiedy choć odrobina płynu dostała się do oczu bardzo piekło więc nie wyobrażam sobie, że mogłabym używać go do demakijażu oczu.
To by było na tyle z moich lipcowych zużyć kosmetycznych. Jak widzicie trochę się tego uzbierało. mam nadzieję, że w sierpniu pójdzie mi tak samo dobrze. A Jak tam Wasze lipcowe kosmetyczne pustaki?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












