Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denko. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 marca 2016

Lutowy projekt denko...

Witajcie!


Luty za nami więc pora na podsumowanie kosmetycznych zużyć tego miesiąca. W sumie w lutym nie zużyłam dużo produktów kosmetycznych. W poprzednich miesiącach było tego więcej i może wrzucę tu na dniach post o kosmetycznych pustakach z poprzednich miesięcy.



Jak widzicie na powyższym zdjęciu kosmetyki, które zużyłam w lutym należą do tych podstawowych i praktycznie codziennie się ich używa, oprócz oczywiście peelingu do twarzy i lakieru do paznokci.

 

 

* Aloesowy żel pod prysznic Kamill - bardzo przyjemny żel, który nie wysuszał mi skóry. Miał przyjemny, delikatny zapach, kremową konsystencję i dobrze się pienił.  

* Żel pod prysznic Cabana Dream Balea - świetny, żywy i egzotyczny zapach. Niestety ostatnimi czasy żele Balea sprawiają, że po kąpieli z nimi mam uczucie suchej i ściągniętej skóry. Mimo to dalej je uwielbiam i mam ich jeszcze kilka w zapasie - na szczęście ;-)

* Mleczko do ciała Isana Med - dobrze nawilżało, jednak jego chemiczny zapach zraził mnie do siebie i zużyłam je z wielką ulgą.

* Mydło w płynie Isana - to chyba jedna z lepszych limitowanych edycji tych mydeł, jakie do tej pory miałam okazję używać. Fajny waniliowy zapach, dobrze się pieni i jest wydajne.

 

 

* Żel do higieny intymnej Facelle - w ostatnim czasie sięgam tylko po żele do higieny intymnej z Facelle. Są tanie jak barszcz i łatwo dostępne. Jednak ostatnio przeżyłam szok, kiedy postanowiłam podczas kąpieli tym właśnie żelem umyć sobie twarz. Po minucie od nałożenia skóra na twarzy zaczęła mnie strasznie piec i zaraz musiałam go spłukać. Kiedy po kąpieli  spojrzałam w lustro twarz była czerwona jak burak. Nie wiem czemu tak się stało, ale już więcej tego nie powtórzę ;-) Ciekawe jest też to, że podczas mycia nim miejsc intymnych wszystko jest ok :)

* Lakier do paznokci Lemax - towarzyszył mi przez długi czas jednak niestety dobił już dna więc wylądował w śmietniku.

* Antyperspirant Fitness Isana - szału nie zrobił więc raczej nie wrócę do niego.

* Mini krem pielęgnacyjny Johnson's Baby - towarzyszył mi poza domem jako krem do rąk i w tym przypadku spisywał się zadowalająco.

* Perfumetka Endless Euphoria CK - bardzo ładny kobiecy zapach. Lekki, kwiatowy, subtelny. Idealny na wiosnę.

* Wazelina - stosowałam ją do nawilżania skóry stóp.

 

 

* Korektor rozświetlający Wibo Deluxe Brightener - w ogóle nie przypadł mi do gustu i nie rozumiem zachwytów nad nim. Jego aplikacja to porażka, ponieważ po przekręceniu albo nic się nie wydobywa, a jak już zacznie to o wiele za dużo niż trzeba. Do tego słabo sobie radził z kryciem cieni pod oczami więc już więcej po niego nie sięgnę.

* Maskara Dolls Lash Wibo - to jedna z moich ulubionych maskar z niższej półki. Kosztuje niewiele, a potrafi fajnie współpracować z moiomi rzęsami.

* Lekki krem-baza Celia - słabo nawilżał skórę, ale na szczęście nie przetłuszczał jej i szybko się wchłaniał kiedy nałożyłam go więcej. 

* Oczyszczający peeling do twarzy - bardzo fajny peeling do twarzy. Odsyłam Was do jego recenzji, którą kiedyś naskrobałam. 

 

To by było na tyle z  moich lutowych zużyć kosmetycznych. A jak Wam poszło w lutym?


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Lipcowy projekt denko...

Witajcie!


Oj trochę mnie tu nie było, ale nie będę się kolejny raz tłumaczyła z mojej nieobecności. po prostu są wakacje i trochę z Mężusiem odpoczywaliśmy jeśli tak można nazwać prace remontowe w naszym nowym domku ;-) Jesteśmy już bliżej niż dalej, ale i tak jeszcze mnóstwo pracy przed nami. na szczęście chyba najgorsze roboty już mamy za sobą. Niedługo zaczniemy wybierać meble, firany, poduszki, regały, garnki, lampy i inne rzeczy, których wybieranie będzie sprawiało mi największą frajdę. No bo ileż można wybierać oświetlenie do garażu czy gniazdka, albo inne mało interesujące przedmioty :-) Dzisiaj jednak przychodzę do Was z podsumowaniem moich lipcowych zużyć kosmetycznych, które publikuję tu z niemałym opóźnieniem. Na szczęście w końcu się za nie zabrałam i mogę pochwalić Wam się co w lipcu wyrzuciłam do kosza.

 

 

Na powyższym zdjęciu widać wszystkie kosmetyczne lipcowe pustaki. W ciągu ostatnich kilku miesięcy ilość zużytych kosmetyków przeważnie wynosi ponad 10 sztuk z czego jestem bardzo zadowolona. Oczywiście jakieś nowości do mnie też przybywają, ale znacznie więcej zużywam niż kupuję więc jest dobrze :-)

 

 

W kategorii ciało znalazły się:

* Dezodorant Ultra Sensitive Isana Med - bardzo fajny dezodorant za śmieszne pieniądze. Ma ładny, przyjemny zapach i jak na taką cenę, to dobrze radzi sobie z ochroną przed potem. Oczywiście za niecałe 4 zł nie ma co od niego wymagać nie wiadomo czego, więc jak dla mnie zasługuje na pozytyw.  Więcej możecie przeczytać o nim tutaj.

* Mleczko pod prysznic Pro Care Restore Lukcja - ten kosmetyk dostałam w ramach testowania na Wizaz.pl. Mleczko miało bardzo przyjemny, kremowy zapach i zaskoczyło mnie tym, że tak dobrze się pieniło. Niestety nie nawilżało mojej skóry, a powodowało nieprzyjemne uczucie ściągnięcia skóry po kąpieli więc raczej więcej już po nie nie sięgnę.

* Balsam brązujący Body Arabica Lirene do ciemnej karnacji - dość dobry balsam brązujący, który nie tworzył na skórze niefajnej pomarańczowej opalenizny. Minusem tego typu balsamów jest ich charakterystyczny zapach, podobny do zapachu skóry po wyjściu z solarium. W tym przypadku ten zapach nie był aż tak charakterystyczny, ale i tak wyczuwalny. Mimo to mi taki aromat zbytnio nie przeszkadza.

* Mydło w kostce Melon & Karambola - takie sobie mydło. Myślałam, że będzie pachniało typowo melonowo, jednak to nie to.

* Żel do golenia Fresh Cien -  całkiem dobry żel do golenia. Zalegał u mnie w łazience, bo mój Mężuś ma swój jeden ulubiony i na żaden inny nie spojrzy więc go zużyłam.

 

 

* Balsam do ciała Mango Mambo Balea - wiecie, że uwielbiam żele tej marki, jednak do balsamów nie jestem przekonana. Owszem bardzo fajnie pachną jednak wolałabym żeby lepiej nawilżały. W tym przypadku efekt nawilżenia był taki sobie, chociaż i tak nie najgorszy.

* Woda toaletowa Carribean Paradise Avon - trochę męczyłam ten zapach, bo w połowie butelki znudził mi się. Zapach średni. Są inne dużo ładniejsze zapachy dostępne w Avonie więc do niego już więcej nie wrócę.

* Szampon do włosów farbowanych Finale - szampon ten dostępny jest w Lidlu. Zaczęłam go używać od połowy butelki, ponieważ moja mama o nim zapomniała. Nic złego nie zrobił z moimi włosami: nie przesuszył ich, nie spowodował łupieżu i swędzenia głowy, ani też nie przetłuścił ich.

* Dezodorant Exotic Isana - kolejny dezodorant z Isany w tym denku. Ten był gorszy od poprzednika, bo nie chronił przed potliwością. Jego zapach był ok, ale też bardzo pylił podczas aplikacji, tak jak poprzedni.

* Krem do rąk z woskiem pszczelim i olejem makadamia Anida - bardzo dobry krem do rąk w niskiej cenie. Fajnie nawilżał dłonie i miał przyjemny zapach. Jego pełną recenzję znajdziecie tutaj

* Mydło w płynie Ahoj morze! Isana - jeden z lepszych zapachów limitowanych mydeł z Isany. Mydło faktycznie kojarzyło się z czymś morskim i miało lekko morski, słony zapach. Bardzo przypadło mi do gustu.

 

 

W kategorii twarz znalazły się:

* Oczyszczająca maseczka do twarzy z glinką Turkish Thermal Baths Planet Spa Avon - to zdecydowanie moja ulubiona maseczka z tej serii i tego producenta. Bardzo dobrze oczyszczała skórę, ale musi być stosowana regularnie co kilka dni. Moja skóra polubiła się z nią.

* Krem nawilżający Shedor - ten krem dostałam od siostry, która znalazła go w którymś z kosmetycznych pudełek. Miał fajny, nietypowy, ale i bardzo przyjemny zapach. Bardzo dobrze nawilżał skórę, nie przetłuszczając i nie zapychając jej przy tym.

* Łagodzący płyn micelarny  Be Beauty - ta wersja micela zupełnie nie przypadła mi do gustu. Kiedy choć odrobina płynu dostała się do oczu bardzo piekło więc nie wyobrażam sobie, że mogłabym używać go do demakijażu oczu.

 

To by było na tyle z moich lipcowych zużyć kosmetycznych. Jak widzicie trochę się tego uzbierało. mam nadzieję, że w sierpniu pójdzie mi tak samo dobrze. A Jak tam Wasze lipcowe kosmetyczne pustaki?

 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Majowy projekt denko...

Maj już za nami, pora więc na podsumowanie kosmetycznych zużyć tego miesiąca. Swoją drogą ten miesiąc zleciał mi jeszcze szybciej niż poprzedni. Nie wiem jak to się dzieje, ale dni mi umykają jak szalone. Gdybym jeszcze zużywała tak szybko swoje zapasy kosmetyczne byłoby świetnie ;-)



W maju zużyłam 12 pełnowymiarowych produktów i ani jednej małej próbeczki. W sumie próbek zostało mi tylko kilka, a na dodatek są to próbki podkładów więc dlatego tak opornie idzie mi ich wykończenie. Majowe denko okazało się nie być zbyt małe, ale tez nie jest zbyt duże. O dziwo wśród nich nie znalazł się żaden bubel.



* Mydło w płynie Mango i pomarańcza Isana - to chyba moja ulubiona wersja zapachowa mydeł w płynie od Isany. Świeży, owocowy zapach, to tego dobra skuteczność za niewielkie pieniądze.

* Peeling do ciała jeżynowo-malinowy Tutti Frutti Farmona - świetny peeling. Mocny z niego zdzierak więc nie każdemu przypasuje. Jego zapach jest wyśmienity :)

* Masło do ciała Czekolada + Karmel Bielenda Appetizing Body Spa Bielenda - o tym przyjemniaku pisałam w osobnym poście (tu). Bardzo udane mazidło do ciała. Dobrze nawilżało skórę, a do tego przepysznie pachniało, aż chciało się je zjeść.

* Kolagenowy żel do higieny intymnej Bingo Spa - bardzo przyjemny żel do higieny intymnej. Delikatny, nie uczulił mnie, nie spowodował pieczenia, ani nic z tych rzeczy. Był dość wydajny, dlatego wystarczył mi na ponad dwa miesiące. Więcej możecie o nim przeczytać w tym poście.

* Dezodorant Sport Double Power Fa - to mój niekwestionowany ulubieniec wśród antyperspirantów. Skutecznie chroni i do tego bardzo ładnie pachnie. Regularnie po niego sięgam.

* Krem do rąk Express Kamill - ostatnimi czasy bardzo polubiłam kremy do rąk marki Kamill. Wersja Express charakteryzuje się porządnym nawilżeniem, szybkim wchłanianiem i bardzo przyjemnym zapachem. Jeśli chcecie bliżej go poznać przeczytajcie ten post.

* Żel pod prysznic Romantic Garden of Eden Avon Senses - żel o ślicznym zapachu i dobrym działaniu. Pięknie pachniał, dobrze się pienił i miał fajną dość gęstą konsystencję. Nie przesuszał też skóry.



* Płatki kosmetyczne Carea - denkowy standard :-)

* Pomadka Art Deco - miałam ją dość długo i była całkiem przyjemna. To typowy nudziak więc nie każdemu by przypasował, jednak dla mnie była idealna na co dzień. Dodatkowo nawilżała usta.

* Regeneracyjny krem pod oczy Rival de Loop - całkiem przyjemny krem pod oczy do codziennego stosowania. Po jego zastosowaniu skóra wokół oczu była miękka, odżywiona, nawilżona i jędrna. Nie likwiduje cieni pod oczami, ale też nie wymagałam tego od niego.

* Maskara False Lashes Lovely - to moja ulubiona maskara. Daje fajny efekt, wydłuża i pogrubia rzęsy, nie skleja ich, nie podrażnia, nie osypuje się, nie grudkuje. Ma wygodną szczoteczkę, którą łatwo operować. Do tego kosztuje grosze.

* Woda perfumowana Femme Avon - słodki, lekki, kobiecy zapach idealny na co dzień. Trwałość też całkiem w porządku.


To by było na tyle z moich majowych zużyć kosmetycznych. Myślę, że poszło mi całkiem nieźle i mam nadzieję, że w czerwcu będzie podobnie, albo i lepiej. A jak tam Wasze majowe pustaki?


środa, 29 kwietnia 2015

Kwietniowy projekt denko...


Nadszedł koniec kwietnia więc spięłam się i przygotowałam podsumowanie kosmetycznych zużyć tego miesiąca. Tym razem trochę lepiej mi poszło niż w poprzednich miesiącach z czego bardzo się cieszę. Całe moje denko prezentuje się tak:



Standardowo kosmetyki podzieliłam na kilka kategorii dla swojej wygody, ale i żebyście lepiej je poznały. No to zaczynamy :-)



W kategorii ciało znalazły się:

* Płyn do kąpieli Blue Dream Kamill - świetny płyn do kąpieli o kolorze identycznym jak butelka. Do tego ma bardzo ładny, lekko męski zapach, co osobiście bardzo lubię w kosmetykach. Postaram się jeszcze naskrobać o nim osobną recenzję, bo na pewno jest tego wart.

* Ujędrniające mleczko do ciała Imbir & Kardamon Bielenda (Azja Spa) - o tym mleczku pisałam osobną recenzję. Mleczko przypadło mi do gustu głównie ze względu na swój bardzo przyjemny imbirowy zapach, który skradł moje serce. Do tego dość dobrze nawilżało i było bardzo tanie. Czego chcieć więcej?

* Złote serum wyszczuplająco-modelujące Slim Extreme 4D Eveline - tutaj producenta trochę poniosło z nazwą tego kosmetyku, bo efektu 4D nie zauważyłam, ale też nie potrafię zgadnąć jak powinien on wyglądać w rzeczywistości ;-) Pomijając kwestię nazwy, samo serum było całkiem przyjemne. Było wydajne, dobrze nawilżało skórę, która po zastosowaniu była bardzo gładka. Co do zwalczania cellulitu to tu tego nie zauważyłam, ale też nie spodziewałam się efektu wow. Serum zawiera w sobie trochę złotych drobinek, które ładnie, ale nie tandetnie, mienią się na skórze. Po aplikacji serum na skórze pojawia się efekt chłodzenia, co podobno jest gwarancją natychmiastowego działania. Ogólnie byłam z niego zadowolona i może jeszcze kiedyś po nie sięgnę.

* Pianka do golenia Venus - nie wiem czemu, ale ostatnio coraz rzadziej sięgam po produkty do depilacji skierowanych dla kobiet, bo najczęściej sięgam po te męskie. Ta pianka wpadła w moje ręce przez przypadek i nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Nie przepadam za zapachem konwalii w kosmetykach, a i same właściwości pianki niczym nadzwyczajnym się nie wyróżniły.

* Migdałowe mydło w płynie - bardzo lubię migdałowe aromaty, jednak w tym przypadku zapach okazał się omijać migdały. Był przyjemny, ale jakoś tak nie podpasował mi za bardzo. Mimo to w roli mydła do rąk kosmetyk sprawdził się bardzo dobrze.



W kategorii twarz znalazły się:

* Płatki kosmetyczne Carea - ich chyba nikomu przedstawiaż nie trzeba ;-)

* Tonik oczyszczający i żel do mycia twarzy do cery tłustej Fitomed - o tym duecie pisałam osobną recenzję. Oba kosmetyki w połączeniu sprawdziły się u mnie rewelacyjnie i z pewnością jeszcze nie raz do nich wrócę. Polubiły się z moją cerą i poprawiły jej stan. Do tego były mega wydajne i niedużo kosztowały. Z tego względu ostatnio skusiłam się na inne dwa kosmetyki z Fitomedu, a mianowicie Płyn oczarowy i Żel do twarzy do cery suchej. Mam nadzieję, że oba spiszą się podobnie, jak ten duet.

* Krem do twarzy 24h energii dla skóry Skincode - krem ten okazał się moim kosmetycznym odkryciem. Używałam go na noc i w spisywał się genialnie. Moja skóra go pokochała, ponieważ wyraźnie poprawił jej stan. Jeśli chcecie bliżej go poznać, to odsyłam Was do osobnej recenzji.



W kategorii dłonie znalazły się:

* Jaśminowy krem do rąk Avon Care - krem ten zupełnie mi nie podpasował. Słabo nawilżał, a co gorsze dziwnie pachniał, coś jak zwiędnięte kwiatki. Jego pełną recenzję znajdziecie tutaj.

* Zmywacz do paznokci Isana - ulubiony zmywacz, po który zawsze sięgam. Teraz zastąpił go inny i zobaczymy czy będzie lepszy.



W kategorii pozostałe znalazły się:

* Papier toaletowy nawilżany Quenn - wożę taki zawsze w aucie i wykorzystuję go do wycierania rak. Sprawdza się całkiem dobrze, chociaż lubi się rwać. 

* Szampon wzmacniający Fresh Garnier Fructis - dobrze oczyszczał włosy i nie zwiększył ich przetłuszczania, ale jakoś szału nie zrobił z moimi włosami.

* Garść próbek i miniaturka odżywki do włosów.


Jak widzicie trochę kosmetyków udało mi się zużyć w tym miesiącu. Mam nadzieję, że majowe denko będzie prezentowało się podobnie. A jak z Waszymi kosmetycznymi zużyciami?

 

wtorek, 31 marca 2015

Marcowy projekt denko...


Koniec miesiąca zawsze sprzyja podsumowaniu kosmetycznych zużyć. Tak jest i dzisiaj, w związku z czym przybywam do Was z marcowym projektem denko. Wedle moich wcześniejszych przypuszczeń, kosmetyczne zużycia marca nie prezentują się zbyt obficie, jednak coś tam udało mi się zużyć. Jak co miesiąc denko oscyluje w okolicy dziesięciu produktów.


Nie wiem z jakiego powodu, ale całkiem wypadło mi z głowy podzielenie zużytych kosmetyków na kategorie, tak jak robiłam to co miesiąc. Niestety musicie mi to wybaczyć i zadowolić się tylko tym jednym powyższym zdjęciem. A więc w marcu udało mi się zużyć:
* Odżywcza emulsja z maliną nordycką Neutrogena - świetny balsam do ciała. Był naprawdę skuteczny i bardzo przypadł mi do gustu. Więcej możecie o nim przeczytać w tym poście.
* Olejek do kąpieli Jeżyna & Malina Tutti Frutti Farmona - nie wiem skąd nazwa olejek, bo ten kosmetyk to bardziej żel niż olejek. Tak też go stosowałam. Żel, podobnie jak peeling z tej samej serii, skradł moje serce swoim świetnym owocowym zapachem i dobrym działaniem. Poza tym żel nie przesusza skóry, co dla mnie jest istotnym punktem w działaniu tego typu kosmetyków. Na pewno jeszcze nie raz po niego sięgnę.
* Mydło w płynie Linda - to akurat był zapas tego mydła. Można je dostać w Biedronce i co jakiś czas po nie sięgam. Nie mam mu nic do zarzucenia.
* Antyperspirant Fa Sport Double Power - to zdecydowanie mój ulubieniec i faworyt wśród dezodorantów. Od jakiegoś czasu wiernie mi służy i coraz rzadziej sięgam po inne.
* Bloker Ziaja - to kolejny świetny kosmetyk, który znalazł się wśród marcowych pustaków. Używałam go jedynie dwa razy w tygodniu, a dzięki niemu byłam w pełni chroniona przed nadmiernym poceniem się i nieprzyjemnym zapachem. Wiem, że niektórym on nie służy, ale u mnie sprawdzał się bardzo dobrze i na pewno sięgnę po kolejne opakowanie.
* Zmywacz do paznokci BeBeauty - ten zmywacz jakoś nie przypadł mi do gustu. Fajnie, że jest wyposażony w pompkę, ale równie dobrze mogłoby jej nie być. Do tego nie był tak skuteczny, jak mój ulubiony zmywacz z Isany.
* Płatki kosmetyczne Carea - stały punkt projektu denko. Po żadne inne nie sięgam
* Szampon przeciwłupieżowy Isana Med - przyjemny szampon do włosów, który na pewno mi nie zaszkodził. Nie spowodował przetłuszczania, nie wzmocnił łupieżu, a wręcz na odwrót. Miał delikatny, nienachalny zapach, praktycznie niewyczuwalny. Był wydajny i dobrze się pienił. Jedyny minus to taki, że trochę plątał włosy, ale nie aż tak bardzo, jak co niektóre szampony. Bardzo możliwe, że jeszcze po niego sięgnę.
* Pur Blanca Elegance Avon - ostatnio bardzo często używam perfum z Avonu na co dzień. Tak tez było w przypadku tych, które okazały się całkiem przyjemne. Przypominały mi perfumy z którymi kiedyś szalałam, a mianowicie Pure One nieznanej marki, które były zapachem unisex.
* Migdałowy peeling do ciała Sweet Secret Farmona - całkiem przyjemny peeling do ciała, ale na pewno nie był on mocnym zdzierakiem. Dobrze nadawał się na co dzień, ale nie wiem czy jeszcze raz po niego sięgnę. Jeśli już to może po inną wersję zapachową. Jeśli chcecie dowiedzieć się o nim więcej, to zapraszam do tego posta.
* Krem do rąk Intensiv Kamill - świetny krem do rąk. Skuteczny, przyjemnie pachniał, był wydajny i niedrogi. Dostaniemy go w każdym Rossmannie. Jego pełną recenzję znajdziecie tutaj.
* Próbki - 3 sztuki.

Używałyście któryś z tych kosmetyków? Co o nich sądzicie?


środa, 4 lutego 2015

Styczniowy projekt denko...

Styczeń za nami, pora więc na małe podsumowanie kosmetycznych zużyć tego miesiąca. Styczeń, jak i poprzednie miesiące, nie okazał się jakimś przełomem w kosmetycznych zużyciach, jednak moje kosmetyczne zapasy troszkę się zmniejszają. Próbek zostało mi już tylko kilka i niedługo wszystkie uda mi się zużyć, co mnie bardzo cieszy, bo od jakiegoś czasu zalegały w kosmetyczce.


Jak widzicie na powyższym zdjęciu, styczniowe denko nie jest imponujące, ale od kilku ostatnich miesięcy przeważnie właśnie tak się prezentuje. 9 pełnowymiarowych kosmetyków, do tego opakowanie płatków kosmetycznych i dwie próbki, to chyba nie taki zły wynik, prawda? :-)


W kategorii twarz znalazły się:
* Rosyjski krem z wyciągiem z porzeczki i rokitnika - bardzo dobry krem, który przypadł mi do gustu. Świetnie nawilżał, nie przetłuszczając mojej cery, nie zapychał, był bardzo wydajny, do tego miał ładny porzeczkowy zapach. Więcej możecie się o nim dowiedzieć tutaj.
* Fluid matująco-kryjący Perfect Matte Bell - to mój podkładowy ulubieniec, który znalazł się w grudniowych kosmetycznych ulubieńcach (tutaj). To moje któreś z kolei jego opakowanie. Póki co nie kupiłam nowego, bo czekam aż znowu pojawi się w Biedronce, bo tam go zazwyczaj kupuję.
* Korektor w płynie Perfect Cover Bell - tego korektora używam zazwyczaj do maskowania cieni pod oczami. W tym przypadku radzi sobie całkiem dobrze, nie przesusza skóry pod oczami, nie roluje się, nie podrażnia oczu, a do tego jest tani i wydajny.
* Aktywne serum do rzęs L'biotica - używając tego serum aktywności w moich rzęsach niestety nie zauważyłam. O wiele lepsza jest rumiankowa pomadka ochronna Alterra, która widocznie poprawia kondycję moich rzęs.


W kategorii ciało znalazły się:
* Żel pod prysznic Marakuja i Kokos Isana - po żele z Isany sięgam od czasu do czasu. Lubię je za dość spory wybór zapachów, chociaż nie zawsze są one udane. 
* Intensywnie odżywczy balsam Neutrogena - ten balsam polubiłam od pierwszego użycia. Świetnie nawilżał i odżywiał skórę, pozostawiając ją gładką i jędrną. Znalazł się w grudniowych ulubieńcach kosmetycznych (tutaj), a jego pełna recenzja jest w tym poście.
* Krem nawilżający Nivea - tego pana chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Klasyka ;-)
* Kakaowy krem do rąk Avon Care - ten krem także znalazł się w grudniowych ulubieńcach kosmetycznych (tutaj), a jego pełną recenzję znajdziecie w tym poście.


W kategorii pozostałe znalazły się:
* Szampon dodający objętości DeBa - ten szampon był jakiś czas temu dostępny w Biedronce. Dobrze oczyszczał włosy, nie powodował zwiększonego przetłuszczania i łupieżu, ale zwiększenia objętości w tym przypadku nie zauważyłam.
* Płatki kosmetyczne Carea.
* Próbki kremów do twarzy - Neovadiol GF Vichy, Luvos.

Tak oto prezentują się moje styczniowe zużycia kosmetyczne. Jak widzicie zużyłam kilka swoich ulubieńców. Wśród tych pustaków znalazł się jeden bubelek, jakim okazało się być serum do rzęs, po które na pewno już więcej nie sięgnę. A jak tam Wasze styczniowe denka?