Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piątki pachnące. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piątki pachnące. Pokaż wszystkie posty
piątek, 11 września 2015
piątek, 10 lipca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: A Child's Wish...
Witajcie!
Pogoda za oknem prezentuje się nieciekawie, ale mam świetny sposób na ocieplenie klimatu, chociażby tylko w domu. Niedawno wypróbowałam pewien wosk, który już po kilku minutach skradł moje serce. Wiem, że dużo osób z Was podzieli moje zdanie o nim, bo mowa oczywiście o ślicznym wosku A Child's Wish.
Z czym kojarzy Wam się dzieciństwo? Bo mi z beztroską, wolnością, niewinnością, radością, bezpieczeństwem i nieustającą zabawą. Według mnie taki właśnie jest wosk A Child's Wish. Wosk pokochałam od pierwszego wąchnięcia. Jego aromat jest prześliczny! Zapach jest kwiatowy, ale nie jest to mocny zapach kwiatów z kwiaciarni. Porównałabym je raczej do polnych kwiatów, których aromat jest delikatny, subtelny i nienachalny. Zapach jest świetnie wyważony, przez co z pewnością nie spowoduje bólu głowy i nie zamęczy nas swoją intensywnością. Mimo tego już po kilku minutach jest cudowny aromat świetnie rozchodzi się po pomieszczeniu, skutecznie go otulając i pozostając w nim przez jakiś czas. Zapach jest słodki, ale nie przesłodzony. Kwiatowe aromaty w nim zawarte są rześkie, a zapach bursztynu sprawia, że całość jest delikatna i subtelna. Przy tym wosku z pewnością skutecznie się zrelaksujemy i odbędziemy podróż wprost do dziecięcej przeszłości :-)
Wosk pochodzi z kwiatowej linii zapachowej. Dominującymi w nim aromatami są: kwiatowa bryza, górska lilia oraz bursztyn. Szczerze mówiąc trudno było mi wyobrazić sobie takie połączenie zapachowe, ale skuszona pozytywnymi opiniami na jego temat w końcu się na niego zdecydowałam. I wiecie co? Żałuję... że zrobiłam to tak późno i nie zrobiłam sobie jego zapasów. Z czystym sumieniem mogę go Wam polecić, a sama dopisuję go do swojej listy woskowych ulubieńców, na którym póki co zajmie niekwestionowane pierwsze miejsce :) Jak już wyżej wspomniałam zakochałam się w tym zapachu i na pewno kupię jego większą ilość, a i dużą świecą w takim wydaniu bym nie pogardziła ;-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 26 czerwca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Baby Powder...
Dobrze wiecie, że najbardziej lubię woski, które pachną słodko i intensywnie. Czasami jednak lubię urozmaicenie i wtedy sięgam po coś subtelniejszego i delikatniejszego. Wiem, że takie delikatne zapachy również mają wielu zwolenników, dlatego dzisiaj jeden z nich postanowiłam dla Was zrecenzować. To wosk Baby Powder.
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej. Jak sama nazwa wskazuje pachnie pudrem dla niemowląt. Już jego sam wygląd i kolor prowadzą nasze odczucia w kierunku czegoś delikatnego i niewinnego. I taki właśnie jest ten wosk. Jest subtelny, delikatny, nienachalny, pudrowy, lekko słodkawy. Powiem szczerze, że wosk na sucho pachnie dla mnie o wiele lepiej niż po jego rozpaleniu. Pomimo tego wosk pachnie ładnie i przyjemnie, jednak mój nos w tym przypadku nie był do końca zachwycony tym zapachem.
Jego zapach mimo swojej subtelności jest też trochę intensywny, dlatego nie trzeba długo go palić, aby dobrze go poczuć. Ma w sobie coś relaksującego i odprężającego. W sumie to nie pamiętam już jak pachnie puder dla niemowląt więc nie potrafię ocenić czy wosk faktycznie go odzwierciedla. Wiem, że Baby Powder ma wielu fanów. Niestety u mnie sprawdził się średnio. Spodobał mi się, jednak coś w nim jest co mnie trochę drażniło. Chyba trochę inaczej wyobrażałam sobie ten zapach. To było moje pierwsze zetknięcie z tym woskiem więc na pewno dam mu jeszcze szansę, aby przekonał mnie do siebie, bo czytałam o nim wiele zachęcających opinii. Znacie ten zapach? Lubicie go?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 5 czerwca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Honey Blossom...
Witajcie w ten piękny letni dzień!
Czy u Was też pogoda tak dopisuje? Bo u mnie od kilku dni grzeje słońce i nie zamierza ustępować. Dlatego staram się trochę opalić moje blade ciało, aby móc się jakoś prezentować w krótkich spodenkach. Wiem, że przez pogodę nie jest Wam w głowie siedzenie w domu, ale jeśli komuś znudziłaby się taka upalna pogoda i chciałby się trochę zrelaksować w domowym zaciszu, proponuję zapoznać się z dzisiejszą recenzją pięknie pachnącego wosku, jakim jest Honey Blossom.
Oto co pisze o nim producent:
"Honey Blossom – cudowna kompozycja zamknięta w niewielkim, naturalnym wosku – to nie tylko pomysł na to, jak sprawnie odświeżyć nastrój panujący we wnętrzu. Honey Blossom to najprawdziwsze, bardzo gustowne, odrobinę wyniosłe, damskie perfumy, których miejsce spoczywa na blacie eleganckiej, zabytkowej toaletki. Buduarowy aromat złożony jest z tak wyjątkowych, drogeryjnych nut jak ciężkie piżmo, słodki miód, świeże, pachnące żywicznym sokiem drewno i esencja wydobyta z serca tradycyjnej frezji. Całość tworzy bukiet wyjątkowo kobiecy i bliźniaczo podobny do luksusowych perfum!"
Honey Blossom pochodzi z kwiatowej linii zapachowej. Wyczuwalnymi aromatami są słodki miód, żywiczne drewno, piżm oraz frezja. Jak dla mnie to połączenie jest idealne! Honey Blossom to zapach, który skradnie niejedno kobiece serce. Jest on tak piękny niczym jego etykietka. Zapach tego wosku jest intensywny, kwiatowy, lekko słodki, perfumowany, kobiecy, ale ma też coś w sobie subtelnego, delikatnego i świeżego. Po rozpaleniu wosku w pomieszczeniu zaczyna unosić się najpierw delikatny, świeży kwiatowy zapach, a po kilkunastu minutach zapach ten nabiera intensywności i staje się zapachem luksusowych perfum, które przyjemnie otulają całe wnętrze. Dlatego w tym wosku nie musicie się obawiać zapachu zwiędłych kwiatków. Przyznam się szczerze, że sądziłam iż ten zapach będzie lekki, zwiewny i ulotny, a jednak okazał się dość wyrazistym zapachem, który od razy przypadł mi do gustu. Jeśli lubicie kwiatowe i intensywne zapachy, tak jak ja, to Honey Blossom z pewnością Wam się spodoba :-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 29 maja 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Bahama Breeze...
Piątek to idealny dzień na chwilę relaksu. A jeśli ma być udany relaks, to koniecznie musimy zadbać o przyjemnie pachnącą atmosferę wokół nas. Kto już próbował wosków Yankee Candle ten wie, że potrafią one skutecznie poprawić zły humor i stworzyć przyjemny nastrój. Nie mogło być inaczej w przypadku wosku Bahama Breeze, który już samą nazwą przywołuje na myśl piaszczyste plaże, gorący piasek i błękitne fale.
Oto co pisze o nim producent:
"Jest ciepło. Upalnie wręcz! Bose stopy zapadają się w rozgrzanym, czyściutkim piasku, a wzrok przykuwa majestat miarowo uderzających fal. Idealny odpoczynek pod palmami – gdzieś na dalekiej wyspie. Doskonały relaks i cudowne odprężenie, które zaprasza nas do świata skończonego, doskonałego, gdzie powietrze pachnie morską bryzą i chłodnym koktajlem. To właśnie on, orzeźwiający tropikalny drink został zatopiony w wosku Bahama Breeze – pachnącym świeżym ananasem, słodkim mango i sokiem świeżo wyciśniętym ze słonecznego grejpfruta."
Wosk Bahama Breeze to nic innego jak połączenie soczystych zapachów, przywodzących na myśl egzotyczny koktajl. Zapach pochodzi z owocowej linii zapachowej więc na pierwszy plan wysuwają się ananas, mango i grapefruit. To zapach świeży, słodki, owocowy, który kojarzy się z owocowymi drinkami. Nie wiem czy inni tak mają, ale ja wyczuwam w nim odrobinę kokosa, co bardzo mi w nim odpowiada. Wyczuwam w nim też coś morskiego, ale to może mi się tylko wydaje ze względu na połączenie tych wszystkich wakacyjnych aromatów w jeden. Bahama Breeze należy do tych lżejszych zapachów więc nie ma obaw, że spowoduje ból głowy. Jest lekki, rześki, pobudzający, pełen pozytywnej letniej energii, jak letnia owocowa morska bryza. To taka aromatyczna wakacyjna pocztówka, która przypomni nam o letnim lenistwie, ale też przeniesie nas na wymarzony urlop nad tropikalnym morzem. Podoba Wam się? :-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 15 maja 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Black Cherry...
Ten tydzień zleciał mi w oka mgnieniu. Na blogu trochę przycichło, ale budowa domu skutecznie pochłania wolny czas. Powoli zaczynamy planować wykończenie naszego wymarzonego domu, a wiecie, że takie dylematy dla kobiet nie są proste ;-) Mam jednak nadzieję, że jakoś uporządkuję swoje wszystkie plany i obejdzie się bez większych problemów. Wracając do tematu dzisiejszego posta, tradycyjnie mam dla Was recenzję wosku, który musiał znaleźć się w mojej skromnej kolekcji. To zapach, który od razu przypadł mi do gustu i pewnie dużo z Was także go lubi. Mowa tu o wosku Black Cherry.
Oto co pisze o nim producent:
"Są dojrzałe – nawet nie czerwone, ani nie karminowe! Są prawie czarne, głęboko bordowe – idealnie okrągłe i doskonale soczyste. Kuszą swoim słodkim aromatem i przywodzą na myśl najcudowniejsze chwile beztroskiego dzieciństwa, kiedy żadne, najwyższe nawet drzewo nie było przeszkodą do tego, aby skosztować świeżych czereśni. Ten smak i ten właśnie zapach – aromat cudownych, zapowiadających letnie upały czereśni – zamknięty został w woskowej masie Black Cherry. I to ten zapach może nam dzisiaj towarzyszyć na co dzień – dokładnie wtedy, kiedy mamy ochotę sięgnąć po odrobinę owocowej słodyczy, albo zanurzyć się we wspomnieniach z dzieciństwa."
Na początku muszę wtrącić swoje 3 grosze, ponieważ nie wiem czemu producent nazywa ten wosk czereśniowym. Dla mnie raczej to zapach bardziej wiśniowy z lekką nutą czereśni. Mniejsza jednak z tym, bo chyba każdy przepada i za czereśniami i za wiśniami. Przynajmniej ja :) To wosk typowo owocowy. Po jego zapaleniu w pomieszczeniu szybko roznosi się soczysty zapach wiśniowo-czereśniowy. Zapach jest idealnie wyważony. Nie jest ani za słodki, ani też nie jest kwaskowaty. Jest wyrazisty i mocny, ale nie przytłaczający. Jak dla mnie jest on rześki, odświeżający i idealny na poprawę humoru. Wydaje mi się, że jest też on dość uniwersalnym zapachem, dlatego polubi go większość osób. Utrzymuje się w pomieszczeniu jeszcze przez spory czas, co osobiście bardzo mi się w woskach podoba. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o jego pięknym karminowym kolorze, który cieszy oko i pięknie prezentuje się w kominku. Jest dość realistycznym odzwierciedleniem wiśniowo-czereśniowego aromatu więc może przenieść nas prosto na wczasy pod wiśnią ;-) Lubicie takie mocno owocowe zapachy?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Przypominam Wam także o moim urodzinowym konkursie, w którym możecie brać udział do 25. maja :-)
piątek, 8 maja 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Summer Scoop...
Ostatnio wpadłam w woskowy szał i co rusz palę nowy wosk Yankee Candle. Dopadła mnie jakaś zapachowa mania i mam ochotę ciągle otaczać się pięknymi zapachami. Nic już na to nie poradzę, że te małe woskowe tarty tak mnie urzekły i regularnie wrzucam je do swojego koszyka. To taka moja mała obsesja, ale za to bardzo miła ;-) Dzisiaj mam dla Was recenzje wosku, który idealnie wpasowuje się w wiosnę i lato. To wosk Summer Scoop czyli pyszne lody truskawkowe.
Oto co pisze o nim producent:
"Waniliowy mus – odpowiednio zmrożony – podany w towarzystwie świeżo przygotowanego, słodkiego, truskawkowego sosu. Albo wielkie, pyszne lody – składające się z nałożonych naprzemiennie, śmietanowych i owocowych gałek. Po prostu doskonałe, letnie orzeźwienie i moc owocowej przygody. Inspiracja, która stała się pobudką do stworzenia niezwykle wakacyjnego wosku – Summer Scoop. Pozbawiona kalorii kompozycja pozwala zamienić każdy, nawet najbardziej pochmurny dzień w letnie, ciepłe popołudnie – esencja pobudza umysł i koi zmęczone bezbarwną codziennością zmysły, racząc je pyszną, truskawkowowo-waniliową delicją."
Kolejny raz nie mogę się nie zgodzić z opisem producenta. Jeśli chcecie poprawić sobie humor, to sięgnijcie po ten wosk. To połączenie pysznych lodów śmietankowych i truskawkowych, które razem tworzą smakowitą propozycję. Nie myślcie jednak, że zapach ten jest mdły i przesłodzony. Wręcz przeciwnie. Zaliczyłabym go tych delikatniejszych i subtelniejszych zapachów, które nie powodują bólu głowy i nie przytłaczają nas swoją intensywnością. Summer Scoop otula nas przyjemnym zapachem deseru śmietankowo-truskawkowego. Całość jest lekka, niemęcząca, świeża i owocowa, z wyczuwalną nutą śmietankową. Dla mnie ten wosk to powrót do dzieciństwa i radości ze słodkości. To typowe lody truskawkowo-śmietankowe tyle, że pozbawione kalorii ;-) Lubicie takie woskowe słodkości?
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
Chciałabym jeszcze zaprosić Was na urodzinowe rozdanie na moim blogu, które niebawem się rozpocznie. Mam dzisiaj urodziny więc chciałam i Wam sprawić jakąś niespodziankę. Dodam tylko, że wygrana będzie zawierała jeden z wosków YC :-) Niedługo o wszystkim dokładnie Was poinformuję ;-)
piątek, 27 marca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Waikiki Melon...
Żaden tydzień nie może obejść się bez zapachowych umilaczy. Wiecie, że woski Yankee Candle darzę wielką sympatia, dlatego też co tydzień zapoznaję Was z którymś z nich. Dzisiaj przyszła pora na zapach, który kojarzy mi się z latem i słoneczną pogodą. To Waikiki Melon.
Oto co pisze o nim producent:
"Waikiki – czyli doskonale egzotyczna, wymarzona, w idealny sposób rajska
plaża – to najważniejszy punkt odległego Honolulu. To w tym miejscu
koncentruje się życie miasta znanego z serdeczności jego mieszkańców,
pokazów na których obejrzeć można spektakularne tańce i sztuczki
wykonywane z żywym ogniem. Waikiki to też piękne, tańczące w rytm hula
dziewczyny i kolory egzotycznych kwiatów zamienianych w zawieszane na
szyjach turystów wieńce. To wszystko – cały ten wyjątkowy i bardzo
wakacyjny klimat – kondensuje się w wosku Waikiki Melon, czyli w
kompozycji sprawnie łączącej w sobie aromat dojrzałego i słodkiego
melona skropionego dla kurażu odrobiną soku ze słonecznej, orzeźwiającej
pomarańczy."
Wosk należy do owocowej linii zapachowej. Lubicie jeść melona? Bo ja nie za bardzo, ale jego zapach owszem. Dlatego właśnie skusiłam się na wosk Waikiki Melon. Jego zapach jest typowo melonowy, jednak jest on delikatny i nienachalny. Najbardziej wyczuwalny jest w nim słodki melon, a dalej czuć lekką nutę pomarańczy. Zapach jest świeży, rześki, słodki, ale nie do przesady. Na pewno polubią go osoby lubiące subtelne zapachy, które delikatnie otulają pomieszczenia. Osobiście preferuję bardziej wyraziste i konkretne zapachy, jednak ten też jest niczego sobie. Palę go wtedy kiedy mam ochotę przywołać na myśl wspomnienia o lecie i drinkach z palemką. Myślę też, że Waikiki Melon fajnie sprawdzi się właśnie w okresie wiosennym. Lubicie ten wosk?
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 13 marca 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Pink Dragon Fruit...
Nastał piątek - tygodnia koniec i początek :-) Pora więc na chwilę relaksu wraz z woskiem Yankee Candle Pink Dragon Fruit. Według mnie wosk ten idealnie nadaje się na wiosnę i lato, ponieważ jego intensywny, różowy kolor przywodzi mi na myśl słoneczną i ciepłą pogodę. A jak pachnie?
Oto co pisze o nim producent:
"Pitaja zakwita tylko w nocy. W dzień natomiast – kusi aromatem
oryginalnych, żywo różowych owoców. To właśnie one – truskawkowe gruszki
– zebrane zostały na meksykańskich wakacjach, doskonale spreparowane i
zamienione w sporą ilość wonnych olejków. Esencja wprost z serca
smoczego owocu trafiła następnie do wnętrza wosku – aromatycznego,
słodkiego, egzotycznego. Pink Dragon Fruit to zapachowy monochromatyzm w
najlepszym wydaniu – długo wyczekiwana randka z meksykańską królową
nocy, pachnąca aromatem truskawkowej gruszki i czarująca minimalistyczną
formą zaklętą w różowym wosku."
Wosk należy do owocowej linii zapachowej. Nie wiem jak dokładnie pachnie smoczy owoc, ale jeśli wosk ten jest jego odzwierciedleniem, to jestem jak najbardziej na tak. Z pewnością jest on słodkim zapachem, ale też nie przesłodzonym.Po odpaleniu wosku w pomieszczeniu rozchodzi się przyjemny słodki, otulający, owocowy zapach. To egzotyczny, energetyzujący aromat, przełamany lekką kwaskowatością, dzięki czemu nie jest mdły i nie powoduje bólu głowy. Pink Dragon Fruit na pewno jest zapachem oryginalnym i nietypowym, ponieważ ciężko jest mi go do czegoś porównać. Na pewno ma on coś ze wspomnianej przez producenta truskawki, ale takiej egzotycznej. Wosk ten z pewnością przypadnie do gustu osobom lubiącym nietypowe, wyraziste zapachy. Dla mnie jest on nowym doznaniem zapachowym, które bardzo mi się spodobało.
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 27 lutego 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Lake Sunset...
Tęsknię już za piękną, słoneczną pogodą, letnimi spacerami i wylegiwaniem się w słońcu. Na szczęście do zmiany pogody pozostało już niewiele czasu, przynajmniej mam taką nadzieję. W oczekiwaniu na lepszą aurę, umilam sobie zimowe dni różnymi przyjemnymi zapachami. Do takich z pewnością należy wosk Yankee Candle Lake Sunset. Należy on do rześkiej linii zapachowej, a dominującymi w nim aromatami są ozon, drewno i ananas.
Oto co pisze o nim producent:
"Świeże powietrze, ciepłe promienie przygotowującego się do snu słońca i
kalejdoskop aromatów natury – tak maluje się aura spokojnego, spędzanego
nad brzegiem jeziora wieczoru. W ten sam sposób prezentuje się też
pomysł na domową sesję aromaterapeutyczną – uspokajającą, dającą
ukojenie i przywodzącą na myśl najpiękniejsze, wakacyjne chwile. Wosk
Lake Sunset to wielka moc zamknięta w drobnej formie i propozycja
idealna dla wszystkich osób, które – walcząc z jesienną pluchą – marzą o
wejściu do wehikuły czasu, który zabierze je wprost na sierpniowe,
przyjeziorne molo."
Lake Sunset z czystym sumieniem mogę zaliczyć do ulubieńców. To zapach, który od razu przypadł mi do gustu. Nie wiem jak pachnie ozon, ale w tym wydaniu jest bardzo przyjemny. Zapach wosku należy do delikatnych, ale i słodkich aromatów. Jest świeży, ciepły, nie duszący, przyjemnie otula pomieszczenie i utrzymuje się w nim dość długo. Przy tym zapachu można się zrelaksować i przenieść się w przytulne miejsce. Świetnie nada się także na romantyczny wieczór we dwoje. Jest to zapach kobiecy, subtelny, troszkę pudrowy, ale też w jego głębi wyczuwam jakąś męską nutę, może piżma, co osobiście bardzo lubię w woskach. Wosk ten na myśl przywodzi letnie wieczory spędzone we dwoje, błogi relaks i odpoczynek. Jeśli tak pachnie zachód słońca nad jeziorem, to jestem jak najbardziej za.
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 13 lutego 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Black Coconut...
Tłusty czwartek, piątek 13-go i walentynki. Chyba już dawno nie było takiej kumulacji tego typu świąt. Dzisiaj miało być walentynkowe mani, ale jakoś nie mam weny więc mam dla Was recenzję kolejnego wosku Yankee Candle z mojej małej kolekcji, a mianowicie Black Coconut.
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic.
Wyczuwalne aromaty: dojrzały kokos, egzotyczne kwiaty oraz drzewo
cedrowe. Czy wyczuwam te aromaty? Otóż nie bardzo... Podczas zakupu tego wosku liczyłam na to, że ten wosk stanie się moim ulubieńcem, bo uwielbiam wszystko co kokosowe. Niestety w tym przypadku trochę się zawiodłam. A dlaczego? Bo dla mnie zapach kokosa w tym wosku jest słabo wyczuwalny, ulotny i niejednoznaczny. Po odpaleniu z niecierpliwością czekałam na pyszną woń kokosa, jednak nie otrzymałam tego. Co prawda zapach tego wosku ma w sobie kokosowe nuty, lecz są one delikatne, niewyraziste. Powiedziałabym, że bardziej wosk pachnie kokosową skorupą ;-) Przynajmniej mi na myśl przychodzi coś takiego, kiedy odpalam ten wosk. A co poza lekkim aromatem kokosa? No właśnie tu też nic się nie dzieje. Niby coś tam pachnie, ale tak delikatnie, że jest to bardzo trudne do określenia i niejednoznaczne. Chyba jednak wolę woski o bardziej wyrazistych zapachach. Mimo to, czytałam o nim wiele pozytywnych opinii więc może to tylko mój zmysł węchu tak go odebrał...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



































