niedziela, 15 marca 2015

Tygodnik kulturalny...


Marzec rozkręcił się na dobre i w powietrzu czuć już nadchodzącą wiosnę. Ja nie mogę się już doczekać kiedy trawka się zazielenieje i będzie można cieszyć się budzącą się do życia naturą. Jak co tydzień przygotowałam dla Was porcję poleceń kulturalnych, które pozwolą Wam się zrelaksować, przynajmniej mam taką nadzieję ;-)

Pierwsze miejsce to książka naszej rodzimej autorki Katarzyny Michalak "Bezdomna". To poruszająca, pełna skrajnych emocji historia, o nienawiści, przyjaźni, podejmowaniu trudnych decyzji, a także o walce z samym sobą. Książka pokazuje historię kobiety, która w najszczęśliwszym momencie swojego życia, tak naprawdę przeżywała koszmar, z którego nikt nie potrafił jej uratować.


Kolejne polecenie to utwór "Demakijaż" autorstwa L.U.C'a i Karoliny Czarneckiej. Dwie alternatywne i niestandardowe postaci połączone muzyką - to musiało się udać ;-)


Na koniec również polski akcent, czyli "Sponsoring". To film ukazujący zjawisko sponsoringu wśród studentek paryskiego uniwersytetu.


Mam też garść fotek z mijającego tygodnia :)


1. Na który się zdecydować? Czyli odwieczny dylemat ;-)
2.  Chwila relaksu.
3. Testowanie z BingoSpa.
4. Czas zabrać się za domowe słodkości.


5. Prezent dla Mężusia. Mam nadzieję, że nigdy nie wykorzysta jej na mnie ;-)
6. Nowy mani na pazurach.
7. Smaczna herbata z bławatkiem.
8. Mężuś wie jak osłodzić mi życie.

A jak Wam minął ten tydzień?


piątek, 13 marca 2015

Piątki pachnące Yankee Candle: Pink Dragon Fruit...


Nastał piątek - tygodnia koniec i początek :-) Pora więc na chwilę relaksu wraz z woskiem Yankee Candle Pink Dragon Fruit. Według mnie wosk ten idealnie nadaje się na wiosnę i lato, ponieważ jego intensywny, różowy kolor przywodzi mi na myśl słoneczną i ciepłą pogodę. A jak pachnie?


Oto co pisze o nim producent:
"Pitaja zakwita tylko w nocy. W dzień natomiast – kusi aromatem oryginalnych, żywo różowych owoców. To właśnie one – truskawkowe gruszki – zebrane zostały na meksykańskich wakacjach, doskonale spreparowane i zamienione w sporą ilość wonnych olejków. Esencja wprost z serca smoczego owocu trafiła następnie do wnętrza wosku – aromatycznego, słodkiego, egzotycznego. Pink Dragon Fruit to zapachowy monochromatyzm w najlepszym wydaniu – długo wyczekiwana randka z meksykańską królową nocy, pachnąca aromatem truskawkowej gruszki i czarująca minimalistyczną formą zaklętą w różowym wosku."


Wosk należy do owocowej linii zapachowej. Nie wiem jak dokładnie pachnie smoczy owoc, ale jeśli wosk ten jest jego odzwierciedleniem, to jestem jak najbardziej na tak. Z pewnością jest on słodkim zapachem, ale też nie przesłodzonym.Po odpaleniu wosku w pomieszczeniu rozchodzi się przyjemny słodki, otulający, owocowy zapach. To egzotyczny, energetyzujący aromat, przełamany lekką kwaskowatością, dzięki czemu nie jest mdły i nie powoduje bólu głowy. Pink Dragon Fruit na pewno jest zapachem oryginalnym i nietypowym, ponieważ ciężko jest mi go do czegoś porównać. Na pewno ma on coś ze wspomnianej przez producenta truskawki, ale takiej egzotycznej. Wosk ten z pewnością przypadnie do gustu osobom lubiącym nietypowe, wyraziste zapachy. Dla mnie jest on nowym doznaniem zapachowym, które bardzo mi się spodobało.


Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.


czwartek, 12 marca 2015

Duet idealny, czyli tonik i żel do cery tłustej Fitomed...

Polskie kosmetyki coraz częściej zajmują stałe miejsce w mojej codziennej pielęgnacji. Od kilku miesięcy dwa takie polskie kosmetyki dbają o moją cerę ze świetnym skutkiem i codziennie mi towarzyszą. Oba przypadły mi do gustu ze względu na swoją naturalność, działanie i przede wszystkim skuteczność. Mowa tu o Toniku ziołowym do cery tłustej i trądzikowej oraz Żelu ziołowym do mycia cery tłustej marki Fitomed.


Oba kosmetyki zamknięte są w plastikowych butelkach o pojemności 200ml. Szata graficzna obu opakowań jest oszczędna i trochę staromodna więc nie rzucają się zbytnio w oczy. Ale co tam opakowanie, skoro zawartość jest godna pochwały.

Najpierw kilka słów o żelu. Żel przeznaczony jest do cery tłustej, trądzikowej i wrażliwej, czyli takiej jak moja. Jego zapach jest delikatny i ziołowy, prawie niewyczuwalny. Konsystencja żelu należy raczej do tych rzadszych, ale nie jest też całkiem wodnista. Żel pieni się umiarkowanie. Wystarczy jego niewielka ilość, aby dokładnie umyć całą twarz i szyję. Najważniejszym składnikiem kosmetyku jest mydlnica lekarska, którą dawniej, gdy nie znano mydła, stosowano jako środek myjący. Poza nim w składzie żelu znajdziemy wyciąg z liścia szałwii, liścia melisy, liścia oczaru wirginijskiego, koszyczka nagietka.Wszystkie te składniki mają za zadanie działać oczyszczająco i dezynfekująco na naszą skórę. Oczyszczają ją, odblokowują i lekko ściągają pory, a także zapobiegają zbyt szybkiemu przetłuszczaniu się skóry.

Skład: Aqua, Saponaria Officinalis Root Extract, Salvia Officinalis Extract, Melissa Officinalis Extract, Hamamelis virginiana Leaf Extract, Calendula Officinalis Extract, Coco Glucoside, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Trilaureth-4-Phosphate, Cytric Acid, Parfum, Dmdm Hydantoin, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone.


Tonik, podobnie jak i żel, przeznaczony jest do cery tłustej i trądzikowej. Jego zapach jest także delikatny i ziołowy, lekko wyczuwalny. Podobnie jak w przypadku żelu, wystarczy jego niewielka ilość, aby dokładnie oczyścić nim skórę twarzy i szyi. Głównym składnikiem toniku jest wyciąg z szałwii, Dodatkowo w składzie znajdziemy wyciąg z melisy, nagietka i d-pantenol. Składniki te działają oczyszczająco i antybakteryjnie. Tonik ma za zadanie wygładzić i rozjaśnić skórę, a także zamknąć pory.

Skład: Aqua, Salvia Officinalis Extract, Hamamelis Virginiana Leaf Extract, Melissa Officinalis Extract, Calendula Officinalis Extract, Panthenol, Glycerin, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Lactic Acid, Parfum, Phenoxyethanol(and)Ethylhexylglycerin.


Oba kosmetyki stanowią duet idealny, ponieważ razem świetnie wpływają na stan mojej cery. Przede wszystkim, mimo swojej naturalności i delikatności, bardzo dobrze oczyszczają skórę, nie podrażniając jej. Po ich zastosowaniu skóra jest świeża, oczyszczona, złagodzone są podrażnienia. Po kilku miesiącach stosowania obu kosmetyków zauważyłam poprawę stanu mojej cery. Zniknęły niedoskonałości, zwęziły się pory, pojawia się mniej zaskórników, skóra mniej się przetłuszcza i tak nie błyszczy. Jeśli już pojawi się jakaś niedoskonałość to zdecydowanie szybciej się goi i znika. Jestem miło zaskoczona tym, że kosmetyki o tak krótkich składach, tak dobrze się u mnie sprawdziły.


Może Was to zdziwi, ale zarówno żelu, jak i toniku używam od 4 miesięcy. I to nie są któreś z kolei opakowania, ale pierwsze, bo oba kosmetyki są tak wydajne. I nie używam ich co któryś dzień, a regularnie dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Serio. Biorąc pod uwagę ich ceny: żel kosztuje 9,50zł, a tonik 10zł, wydajność i skuteczność, jestem jak najbardziej za. Spokojnie mogę nazwać ich moimi kosmetycznymi odkryciami i ulubieńcami w dziedzinie oczyszczającej. Są one dowodem na to, że skromne opakowanie, może skrywać świetną jakość i skuteczność. Do obu kosmetyków na 100% jeszcze wrócę, bo dawno żaden żel, czy tonik nie zrobiły na mnie tak pozytywnego wrażenia. Mam w planach przetestowanie też innych kosmetyków marki Fitomed.



środa, 11 marca 2015

Kolagenowy żel do higieny intymnej BingoSpa...

Jakiś czas temu poszczęściło mi się i załapałam się do testowania kosmetyków BingoSpa. Do testowania wybrałam cztery produkty, których do tej pory nie używałam. Wśród nich znalazł się Kolagenowy żel do higieny intymnej, o którym chciałabym Wam dzisiaj co nieco napisać.


Żel zamknięty jest w plastikowej butelce o pojemności 300ml. Opakowanie zaopatrzone jest w wygodną i higieniczna pompkę, która ułatwia dozowanie produktu. Żel posiada delikatny, ledwo wyczuwalny zapach. Jego konsystencja jest kremowa, nie za gęsta i nie za rzadka, taka w sam raz. Żel jest bardzo delikatny, nie podrażnia, nie uczula, nie powoduje swędzenia i pieczenia. Wręcz przeciwnie. Dobrze oczyszcza, łagodząc przy tym podrażnienia, nawilża i zapewnia uczucie świeżości. Dla mnie optymalną ilością żelu są trzy pompki, które w zupełności wystarczą do załatwienia wiadomej sprawy. Myślę, że żel ten mógłby sprawdzić się także jako żel do mycia twarzy, ze względu na swoją delikatność.


W składzie Kolagenowego żelu do higieny intymnej BingoSpa znajdziemy czysty, rozpuszczalny kolagen, kwas mlekowy a poza tym ekstrakt z rumianku, arniki, szałwii, łopianu, cytryny, rukwi wodnej, sosny, nasturcji, nagietka i jasnoty białej. Wszystkie te substancje mają za zadanie zapewnić miejscom intymnym czystość, świeżość, ochronę oraz nawilżenie. Za 300ml tego kosmetyku zapłacicie aktualnie 7,90zł. Osobiście bardzo polubiłam ten żel, ponieważ spełnił on moje wszystkie wymagania.


Ten, jak i pozostałe kosmetyki BingoSpa recenzowane na moim blogu, znajdziecie w sklepie BingoSpa.


wtorek, 10 marca 2015

Kosmetyczne odkrycie, czyli Krem do twarzy 24h energii dla skóry Skincode...

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Mimo, że od kilku lat prowadzę bloga to nie jestem w stanie zapoznać się z każdą marką kosmetyczną dostępną na rynku. Są takie marki, które zna większość osób i mają wielu zwolenników, jak i przeciwników. Ale są też marki, które nie rzucają się w oczy, a jednak ich kosmetyki zasługują na najwyższe noty. Firma Skincode jeszcze jakiś czas temu była mi zupełnie nieznana. Do czasu, aż pewnego dnia w moje ręce wpadł kosmetyk tejże marki. Mały, niepozorny, niczym niewyróżniający się krem do twarzy. Cierpliwie czekał na swoją kolej, aż w końcu przyszła na niego pora. I co? Niebo! :) Niewątpliwie stał się on moim kosmetycznym odkryciem i obdarzyłam go wielką sympatią. To krem, który po prostu jest skuteczny. Przedstawiam Wam Krem do twarzy 24h energii dla skóry Skincode.


Skincode  to szwajcarska marka produkująca dermokosmetyki. Ich formuła jest oparta na naturalnych składnikach i najnowszych technologiach. Kosmetyki te są pozbawione substancji pochodzenia zwierzęcego, konserwantów, barwników, olejów mineralnych, glutenu, laktozy i zapachów. Ja jestem szczęśliwą posiadaczką kremu do twarzy 24h energii dla skóry. Krem ten pochodzi z linii Skincode Essentials, której glównym składnikiem jest CM – Glucan. A co to za magiczny składnik? CM – Glucan to naturalny polisacharydem, który stymuluje system obronny skóry, przyspiesza jej gojenie i utrzymuje wysoki poziom nawilżenia skóry, chroniąc ją w ten sposób przed przedwczesnym starzeniem się.

Składnik CM – Glucan ma za zadanie:
- stymulować system immunologiczny skóry,
- chronić przed wolnymi rodnikami,
- poprawić jędrność i elastyczność skóry,
- widocznie redukować zmarszczki i bruzdy,
- łagodzić skórę podrażnioną i skłonną do alergii,
- wygładzić skórę.

Poza CM - Glucanem w kremie znajduje się skrobia ryżowa, której zadaniem jest odżywienie skóry i wzbogacenie jej w cenne minerały. Dodatkowo składnik Hydrolit - 5 utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia naszej skóry.


Mój krem znajduje się w plastikowej tubce o pojemności 25 ml. Wiem, że jest też dostępny w większej pojemności. Konsystencja kremu jest gęsta i treściwa, ale na pewno nie tłusta. Krem jest bezzapachowy. Można go stosować zarówno na dzień, jak i na noc. Ja stosuję go na noc, ale na dzień też kilka razy go stosowałam i sprawdzał się równie dobrze. Mimo gęstej i treściwej konsystencji, krem szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze. Wystarczy niewielka ilość tego kremu, aby świetnie nawilżyć skórę. Po aplikacji kremu skóra jest idealnie nawilżona, odżywiona, gładka, jędrna, nietłusta. Krem można także spokojnie stosować pod makijaż.


A teraz najważniejsze, czyli efekty po kilkutygodniowym stosowaniu kremu. Krem przeznaczony jest do cery normalnej i suchej. Mojej cerze z pewnością daleko to tego typu, jednak miło mnie zaskoczył, ponieważ idealnie się u mnie sprawdził. Po kilku tygodniach jego stosowania zauważyłam widoczną poprawę stanu mojej skóry. Stała się ona gładka, jędrna, odżywiona i nawilżona. Dodatkowo zauważyłam, że zmniejszyło się też jej przetłuszczanie. Nie pojawiają się też żadne wypryski, co najbardziej mnie cieszy i zaskakuje, bo dawno już tak nie miałam. Krem stosuję codziennie wieczorem. Zostało mi go jeszcze trochę, ale już ubolewam nad tym, że niedługo się skończy, tym bardziej, że jego cena nie jest najniższa. Jego cena wynosi ok. 160zł za 50ml, więc same przyznacie, że to niemało. Gdybym jednak miała decydować się ja krem z tzw. wyższej półki to wzięłabym go z zamkniętymi oczami. Krem ten z pewnością mogę zaliczyć do kosmetycznych odkryć i ulubieńców 2015 roku. Jeśli kiedyś będziecie miały okazję wypróbować ten krem, to polecam Wam go z czystym sumieniem, bo jak już wcześniej wspomniałam jest naprawdę skuteczny.

Znacie markę Skincode?