Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BingoSpa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BingoSpa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 kwietnia 2015

Kuracja do włosów z błotem karnalitowym BingoSpa...

Witajcie!

Moje włosy mają to do siebie, że zbytnio nie lubią odżywek. Kiedy po jakąś sięgałam, to włosy z reguły szybciej mi się przetłuszczały. Z tego względu nie ma mowy u mnie o olejowaniu włosów. Jednak niedawno wpadła w moje ręce Kuracja do włosów z błotem karnalitowym od BingoSpa. Szczerze mówiąc nie pokładałam w niej wielkich nadziei, aby niemiło się nie rozczarować. A jak naprawdę się u mnie sprawdziła?


Kosmetyk znajduje się w plastikowym słoiku o pojemności 250 g. Takie opakowanie jest bardzo wygodne, ponieważ możemy do końca wydobyc cały produkt, bez konieczności rozcinania, tak jak w przypadku plastikowych butelek. Konsystencja jest lekka, nietłusta, łatwo rozprowadza się na skórze głowy i włosach. Plusem jest, że bez trudu się spłukuje i nie pozostawia tłustej warstwy na włosach. Zapach jest przyjemny, delikatny, trochę utrzymuje się na włosach. Kosmetyk przeznaczony jest dla włosów z łupieżem i łojotokiem. Moje włosy dość szybko się przetłuszczają i czasami mam lekki łupież, dlatego zdecydowałam się na tę kurację.



Producent zaleca nakładać niewielką ilość preparatu na umyte i wilgotne włosy, delikatnie rozprowadzić na włosach i wmasować w skórę głowy, pozostawić na 5-10 minut, a następnie spłukać. Ja stosuję się do tych zaleceń od ponad miesiąca i zauważyłam efekty. Po pierwsze włosy mniej się przetłuszczają, na czym najbardziej mi zależało. Przed stosowaniem tej kuracji moje włosy szybko się przetłuszczały i często używałam suchego szamponu, aby je odświeżyć. Od jakiegoś czasu bardzo rzadko sięgam po ten kosmetyk, co świadczy o skuteczności kuracji. Jeśli chodzi o zmniejszenie łupieżu, to tutaj także nastąpiła znaczna poprawa. Co prawda nie miałam zbyt dużego problemu z łupieżem, ale dzięki temu błotku, łupieżu już nie ma. Za skuteczność tej kuracji zapewne odpowiada błoto karnalitowe, które pochodzi z Morza Martwego. Ma za zadanie zwężać pory skóry, zmniejszać wydzielanie łoju oraz osuszać skórę głowy.


Po ponad miesiącu stosowanie tej kuracji, została mi jeszcze ponad połowa kosmetyku. Przyznam, że na początku obawiałam się, że ten specyfik spowoduje jeszcze większe przetłuszczanie się moich włosów, na szczęście jest wręcz przeciwnie. Kosmetyku używam dwa razy w tygodniu i stosuję go z przyjemnością. Dodatkowo po jego zastosowaniu włosy są miękkie, odżywione, nawilżone, łatwo się rozczesują, są dłużej świeże. Podsumowując jestem jak najbardziej za tą kuracją i myślę, że jeszcze nie raz po nią sięgnę. Kuracja kosztuje obecnie 14 zł, co biorąc pod uwagę jej wydajność i skuteczność, nie jest dużym wydatkiem. Dostaniecie ją w sklepie BingoSpa.


Stosowałyście kiedyś ten kosmetyk? Jeśli chcecie poznać bliżej pozostałe kosmetyki BingoSpa, które ostatnio testowałam, zajrzyjcie do tych postów:
* Krem pod prysznic i do kąpieli Ceylon (klik),
* Kolagenowy krem do higieny intymnej (klik),
* Błotna maska do twarzy z kolagenem (klik).


wtorek, 7 kwietnia 2015

Błotna maska do twarzy z kolagenem BingoSpa...

Witajcie!

Jak minęły Wam święta? Bo mi tradycyjnie, czyli spokojnie i rodzinnie, jak co roku. Mam nadzieję, że i Wam tak minęły i wróciłyście z naładowanymi akumulatorami. Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję kolejnego produktu pochodzącego ze współpracy z marką BingoSpa. Mam na myśli Błotną maskę do twarzy z kolagenem. Czy jestem z niej zadowolona? O tym dowiecie się w dalszej części posta...


Maska znajduje się w plastikowym słoiczku o pojemności 150 g. Jej zapach jest delikatny, niedrażniący, podobny do zapachu maseczek glinkowych. Konsystencja maseczki trochę mnie zaskoczyła, ponieważ przypomina mus lub coś w tym stylu. Nie jest gęsta, a lekka, dzięki czemu łatwo się ja aplikuje. Maska przeznaczona jest dla cery tłustej i mieszanej, z trądzikiem. Moja cera jest mieszana i dość często pojawiają się u mnie jakieś niedoskonałości, dlatego właśnie zdecydowałam się na tę maskę.


Pierwsze zetknięcie z maską było lekkim szokiem. Dlaczego? Bo po nałożeniu jej na twarz, po kilku minutach zaczęłam czuć dość nieprzyjemne pieczenie i trochę się przestraszyłam, że podrażni mi skórę. Jednak po chwili pieczenie ustąpiło. Po ok. 10 minutach zmyłam maskę i tu kolejne zaskoczenie. Skóra była dobrze oczyszczona, ale i dobrze nawilżona. To chyba moja pierwsza maseczka do skóry z problemami, która poradziła sobie zarówno z oczyszczeniem, jak i nawilżeniem skóry mojej twarzy.


Maska po aplikacji wywołuje na skórze efekt lekkiego rozgrzania i na początku może lekko szczypać, ale nie jest to jakieś dokuczające i nieprzyjemne uczucie, więc można się do tego przyzwyczaić. Maska do końca też nie zastyga, i nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry, można ją więc bez problemu zmyć. Kosmetyk ten ma pomagać zwalczać trądzik i wykwity skórne wywołane łojem zatykającym skóry. Ja aż takiej problematycznej cery obecnie nie mam, ale czasami coś mi tam wyskoczy. Z punktu widzenia mojej cery, mogę stwierdzić, że maska porządnie oczyszcza skórę, ale i tak samo ją nawilża. Skóra po jej zastosowaniu jest oczyszczona, odświeżona, gładka, odżywiona i nawilżona. Po kilku tygodniach regularnego jej używania zauważyłam, że niedoskonałości goją się szybciej, a zaskórniki stają się mniej widoczne. Niewątpliwym plusem jest też nawilżenie skóry, które z pewnością jest zasługą zawartości kolagenu.


Skład maseczki jaki jest każdy widzi. Fajnie, że nie jest on niekończącym się sznurkiem, chociaż nie wiem czy do najlepszych należy. Plusem jest zawartość błota z Morza Martwego już na drugim miejscu oraz kolagenu na trzecim. Martwią mnie trochę te parabeny na końcu składu, ale póki co maska w żaden sposób mi nie zaszkodziła, a wręcz przeciwnie. Sama jestem zaskoczona jej skutecznością, bo szczerze mówiąc, nie pokładałam w niej zbyt dużych nadziei. Na szczęście miło się zaskoczyłam. Używałyście tej maski? Co o niej sądzicie?


wtorek, 24 marca 2015

Krem pod prysznic i do kąpieli Ceylon BingoSpa...

Witajcie!

Pamiętacie jak jakiś czas temu wspominałam Wam, że załapałam się do testowania kosmetyków BingoSpa? W tym miesiącu zrecenzowałam już jeden z nich, a mianowicie Kolagenowy żel do higieny intymnej, z którym polubiłam się. Tym razem przygotowałam recenzję Kremu pod prysznic i do kąpieli Ceylon. Czy podobnie jak jego poprzednik przypadł mi do gustu?


Krem znajduje się w plastikowej butli o sporej pojemności, bo 1. litra. Osobiście cieszę się, z tak dużej pojemności, bo przypadł mi on do gustu. Jednak z pewnością brakuje mi tu pompki, ponieważ aplikowanie kosmetyku jako żelu pod prysznic z tak dużej butli jest po prostu niewygodne. Dlatego ja swój przelewam do mniejszej butelki wyposażonej w pompkę. Jego konsystencja jest w sam raz: nie za gęsta, nie za rzadka. A zapach? Jest typowo melonowy, przyjemny i delikatny, niechemiczny. Bardzo mi się podoba, bo kojarzy mi się z dawnym ulubionym balsamem do ciała, którego niestety już nie ma w sprzedaży.


Na powyższym zdjęciu wylało mi się trochę za dużo żelu na dłoń, dlatego tak z niej spływa. Jako żel, kosmetyk ten sprawdza się bardzo dobrze, ponieważ nie wysusza skóry, jest wydajny i fajnie pachnie. Jako płyn do kąpieli też jest w porządku, ponieważ bardzo dobrze się pieni, a jego przyjemny zapach otula całą łazienkę. Podsumowując Krem pod prysznic i do kąpieli Ceylon BingoSpa spełnił moje oczekiwania i polubiliśmy się. Jego cena wynosi 14zł za 1l, myślę więc, że cena jest zachęcająca. Dostaniecie go w sklepie BingoSpa.





Oprócz dwóch już zrecenzowanych kosmetyków BingoSpa, zostały mi jeszcze dwa: Maska błotna do twarzy z kolagenem oraz Kuracja do włosów z błotem karnalitowym. O którym produkcie chcecie najpierw przeczytać?


Jakie kosmetyki z BingoSpa możecie jeszcze mi polecić?


środa, 11 marca 2015

Kolagenowy żel do higieny intymnej BingoSpa...

Jakiś czas temu poszczęściło mi się i załapałam się do testowania kosmetyków BingoSpa. Do testowania wybrałam cztery produkty, których do tej pory nie używałam. Wśród nich znalazł się Kolagenowy żel do higieny intymnej, o którym chciałabym Wam dzisiaj co nieco napisać.


Żel zamknięty jest w plastikowej butelce o pojemności 300ml. Opakowanie zaopatrzone jest w wygodną i higieniczna pompkę, która ułatwia dozowanie produktu. Żel posiada delikatny, ledwo wyczuwalny zapach. Jego konsystencja jest kremowa, nie za gęsta i nie za rzadka, taka w sam raz. Żel jest bardzo delikatny, nie podrażnia, nie uczula, nie powoduje swędzenia i pieczenia. Wręcz przeciwnie. Dobrze oczyszcza, łagodząc przy tym podrażnienia, nawilża i zapewnia uczucie świeżości. Dla mnie optymalną ilością żelu są trzy pompki, które w zupełności wystarczą do załatwienia wiadomej sprawy. Myślę, że żel ten mógłby sprawdzić się także jako żel do mycia twarzy, ze względu na swoją delikatność.


W składzie Kolagenowego żelu do higieny intymnej BingoSpa znajdziemy czysty, rozpuszczalny kolagen, kwas mlekowy a poza tym ekstrakt z rumianku, arniki, szałwii, łopianu, cytryny, rukwi wodnej, sosny, nasturcji, nagietka i jasnoty białej. Wszystkie te substancje mają za zadanie zapewnić miejscom intymnym czystość, świeżość, ochronę oraz nawilżenie. Za 300ml tego kosmetyku zapłacicie aktualnie 7,90zł. Osobiście bardzo polubiłam ten żel, ponieważ spełnił on moje wszystkie wymagania.


Ten, jak i pozostałe kosmetyki BingoSpa recenzowane na moim blogu, znajdziecie w sklepie BingoSpa.