środa, 14 stycznia 2015

Ulubieńcy miesiąca...


Grudzień dawno za nami, jednak ja dopiero teraz spięłam się i zabrałam za moich ulubieńców grudnia. Postanowiłam wprowadzić tę serię postów na stałe, bo sama lubię oglądać u innych tego typu posty. Mam nadzieję, że Wy także ;-)


W grudniu najbardziej przypadła mi do gustu ta oto piątka kosmetyków:
* Podkład matująco-kryjący Bell Perfect Matte - to mój nr 1 wśród podkładów. W sumie to prawie zawsze go używam, a czasami sięgam po coś innego. Daje naturalny efekt, kryje prawie wszystkie niedoskonałości, nie zapycha, nie roluje się, nie waży, ma rzadszą konsystencję więc aplikuje się go bezproblemowo (ja to robię palcami). Do tego jest wydajny i tani, bo kosztuje ok. 10zł. Czasami dostępny jest tez w Biedronce w jeszcze niższej cenie. Jedyny minus jest taki, że dostępny jest w bardzo małej gamie kolorystycznej.
* Intensywnie odżywczy balsam Neutrogena - to mój pierwszy kosmetyk tej marki jednak nie ostatni, bo już kupiłam nowy. Ten bardzo przypadł mi do gustu, bo świetnie nawilżał skórę, pozostawiając ją odżywioną, gładką, jędrną. Ma gęstą i treściwą konsystencję, jednak bez problemu się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Do tego ma przyjemny, naturalny, balsamowy zapach.
* Brzozowa pomadka ochronna Sylveco - świetnie nawilżająca pomadka. Dobry skład, naturalny zapach, gęsta, nie topi się pod wpływem ciepła, wydajna. Pisałam o niej więcej tutaj.
* Kakaowy krem do rąk Avon Care - bardzo fajny krem w niskiej cenie. Uwielbiam kosmetyki o zapachu kakao więc musiałam go mieć. Zaskoczyła mnie jego dobra jakoś i dobre nawilżenie skóry dłoni. Odsyłam Was do jego pełnej recenzji tutaj.
* Pur Blanca Elegance Avon - od jakiegoś czasu regularnie zamawiam zapachy z Avonu. Nie są one jakiejś super jakości, ale są idealne na co dzień. Mają ciekawe i przyjemne zapachy, a w promocji można je kupić po bardzo atrakcyjnych cenach. Ta wersja przypadła mi do gustu, bo nie jest drażniąca i ciężka, mimo swojej elegancji.

A jacy są Wasi ulubieńcy miesiąca?

niedziela, 11 stycznia 2015

Tygodnik kulturalny...

Witajcie!

Dzisiejszy dzień był męczący, ale owocny. Buszowałam bowiem z siostrami po galerii, a zapomniałam już jakie to jest wyczerpujące ;-) Zakupy jednak zaliczam do udanych. Z końcem miesiąca pokażę Wam co takiego udało mi się upolować. Jak co tydzień przygotowałam kilka poleceń kulturalnych. Mam nadzieję, że coś wpadnie Wam w oko lub ucho ;-)

Pierwsze miejsce to utwór wpadający w ucho "Right here" Jess Glynne. Można przy nim i odpocząć i trochę poskakać, a głos Jess Glynne jest świetny.


Książka, którą polecam to "Szósty" polskiej autorki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Ostatnio spodobała mi się jej literatura i sięgam po nią jak najczęściej w miarę możliwości. To jakby kontynuacja książki "W zapomnieniu", bo bohaterem tej jest także jeden z bohaterów pierwszej części, tylko jest już dorosłym facetem. Przystojny policjant, ładna pani psycholog i sprawa kryminalna w tle. Historia trochę banalna, ale trzyma w napięciu.


"Zaginiona dziewczyna" to film, który świeżo obejrzałam. Mam do niego mieszane uczucia. Początek filmu bardzo dobry, jednak zakończenie filmu średnio przypadło mi do gustu. Mimo to, warto go obejrzeć, bo pokazuje w trochę dziwny sposób, jak miłość może przerodzić się w wzajemną nienawiść.

Dodatkowo polecam przeczytać artykuł "Książki zmieniają mózg". Dla tych co lubią czytać oraz dla tych, którzy nie przebadają za tą aktywnością ;-)


To by było na tyle z moich kulturalnych poleceń. Napiszcie co Wam przypadło do gustu i co możecie ciekawego polecić.

sobota, 10 stycznia 2015

Grudniowy haul zakupowy...

Przedwczoraj pokazywałam Wam moje grudniowe denko, a dzisiaj przygotowałam grudniowy haul zakupowy. Dzisiejszy post miał pojawić się wczoraj, ale pogoda spłatała figla i nie miałam prądu w domu przez kilka godz. W sumie w grudniu nie nabyłam dużo kosmetyków. Przerzuciłam się teraz na ubrania, bo zapasy kosmetyczne nie pozwalają mi na duże szaleństwa zakupowe w strefie kosmetycznej ;-)


I tak z Rossmanna przyniosłam tylko 2 lakiery piaskowe Wibo. Kolejne dwa lakiery Wibo to podarunek od mojej siostry. Moją ulubiona odżywkę z Manhattana i Insta Dri Sally Hansen kupiłam podczas Dnia Darmowej dostawy. Płytka do stemplowania pochodzi oczywiście z Born Pretty Store. To moja druga płytka z tego sklepu i w drodze jest już kolejna.


Z innych produktów kosmetycznych dostałam od siostry zestaw Venus: krem do rąk i balsam. Balsam jest nawet, nawet, bo już zaczęłam go używać. Z Avonu zamówiłam też perfumy Caribbean Paradise za zawrotną cenę 15 zł.


W Dniu Darmowej Dostawy zainwestowałam też w nową prostownicę, bo moja była już mocno wysłużona. To Remington Sleek & Curl. Prostownica sprawuje się bardzo dobrze, jednak  jeszcze nie używałam jej do podkręcania włosów. Kosztowała mnie 79zł.


W grudniu o dziwo nie skusiłam się na woski YC, ale za to do mojego koszyka, również w DDD, wpadły trzy rodzaje granulek zapachowych z Aromatelli: Brighest Star, Love i Bedroom Fresh.


Ostatnie zakupy to cieplutki sweter, koszula w kratkę, koszula mgiełka w kropeczki, bordowa bokserka. Do tego skusiłam się na swoje pierwsze gumki Invisibobble. Bransoletkę dostałam w prezencie. A te dwie blaszki leżące na koszuli to zakup z ebay'a. To spinki do kołnierzyka. Wysyłka oczywiście była darmowa, czekałam na nie ok. 2 tyg. A ich cena to 0,99 $ za 5 par! Uwielbiam ebay'a ;-)

Jak widzicie dużo w grudniu mi nie przybyło, a tym bardziej mało kupiłam kosmetyków. Zapasy kosmetyczne nadal są, ale systematycznie maleją więc jest dobrze :) A Wam co przybyło w listopadzie?

czwartek, 8 stycznia 2015

Grudniowy projekt denko...

Witajcie!

Trochę spóźniony, ale najważniejsze, że jest - grudniowy projekt denko! W grudniu nie zaszalałam z kosmetycznymi zużyciami, ale źle też bardzo nie było. W sumie to wyszedł taki standardowy wynik, jak co miesiąc. 


W tamtym miesiącu udało mi się zużyć w sumie 9 pełnowymiarowych produktów i jedne mini perfumy. Taki wynik należy do średnich, ale najważniejsze, że idę do przodu ;-)


W kategorii ciało znalazły się:
* Płyn do higieny intymnej Facelle - od jakiegoś czasu mój ulubieniec, który stale u mnie gości. Delikatny, nie podrażnia. Można go też używać do innych celów, np. do mycia twarzy, włosów, czy pędzli do makijażu.
* Żel pod prysznic o zapachu czekolady BeBeauty - jakiś czas temu był dostępny w Biedronce więc skusiłam się na niego. Zapach miał całkiem przyjemny, jednak powodował u mnie lekkie ściągnięcie skóry po kąpieli, czego osobiście bardzo nie lubię. Poza tym mimo swojej sporej pojemności nie wystarczał mi na długo.
* Pomarańczowe mleczko do ciała Ziaja - z kosmetykami tej marki bywa różnie: raz trafi się na jakąś kosmetyczną perełkę, a innym razem zaskoczy nas jakiś bubel. Niestety tym razem była ta druga opcja. Liczyłam na przyjemny zapach pomarańczy, a zapach okazał się chemiczny i sztuczny i w ogóle nie przypadł mi do gustu. Nawilżanie też do najlepszych nie należało, dlatego jak najszybciej zużyłam to mazidło i już więcej po nie nie sięgnę.
* Dezodorant Fa Double Sport - to mój zdecydowany ulubieniec wśród tego typu kosmetyków. Jego zapach jest perfumowany i bardzo przyjemny, ale przede wszystkim antyperspirant spełnia swoje zadanie. Wracam do niego regularnie, a od kilku miesięcy po żaden inny nie sięgnęłam.
* Jabłkowo-cynamonowy peeling do ciała Balea - bardzo lubię żele pod prysznic Balea za ich wyjątkowe zapachy i nietypowe kompozycje. Ten żel okazał się jednak średniakiem. Jego zapach nie do końca przypadł mi do gustu, pomimo tego, że lubię cynamon i jabłka. Jego moc też nie należała do najmocniejszych. Zaliczyłabym go do tych peelingów na co dzień i przeznaczonych dla wrażliwców.
* Mydło w płynie Isana edycja limitowana - pomimo wielu zachwytów w blogosferze dotyczących tej wersji mydła, mnie ona nie przekonała do siebie. Lubię zapach wanilii, ale w tym przypadku czułam raczej jakąś zwiędniętą wanilię ;-)
* Perfumy Yodeyma Fruit - firma ta do niedawna była nikomu nieznana, aż nagle można było zamówić u niej takie właśnie niemałe próbki perfum. To coś na kształt FM Group, czyli zamienników droższych perfum. Wersja Fruit to zamiennik popularnego DKNY Be Delicious. To moje drugie perfumy tej marki, jednak poprzednie bardziej przypadły mi do gustu (Atrapame).


W kategorii twarz znalazły się:
* Płatki Carea - standard :-)
* Rewitalizujący krem do twarzy z ekstraktem z czarnego kawioru Avon Planet Spa - o tym kremie pisałam kiedyś tutaj. Polubiłam się z nim, bo nie przetłuszczał mojej cery, dobrze nawilżał i był bardzo wydajny. Stosowałam go głównie na noc i tu spisywał się bardzo dobrze.
* Dwufazowy płyn do demakijażu Ziaja - pisałam o nim ponad rok temu tutaj. Tak, jak wtedy mówiłam, że nigdy mnie nie zawiódł, tak do tej pory nie zmieniłam o nim swojego zdania. To mój demakijażowy ulubieniec i zawsze do niego wracam, pomimo tego, że testowałam już sporo innych kosmetyków tego typu.

Jak widzicie dużo tego nie było, jednak zawsze to lepsze niż nic. Wśród grudniowych zużyć znalazło się kilka produktów, do których regularnie wracam i które spełniają moje wymagania. Napiszcie co Wy o nich sądzicie.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Tygodnik kulturalny...

Witajcie!

Święta, święta i po świętach... Mimo, że w tym razem niezbyt poczułam świąteczny klimat, to jakoś tak się rozleniwiłam i zrobiłam małą przerwę od blogowania. Pora jednak nadrobić zaległości i wrócić do świata żywych ;-) Nowy Rok przyniósł mi kilka nowych pomysłów na bloga i mam nadzieję, że systematycznie uda mi się je wprowadzać. Na rozgrzewkę mam dla Was kilka poleceń kulturalnych. Pierwsze miejsce to książka jednego z moich ulubionych autorów Paula Coelho "Zdrada". Czy kochający mąż, udane dzieci, dobra praca, mogą wydać się nudne i nieciekawe? Czy warto poświęcić udane życie dla kilku chwil adrenaliny? Książka ta w odróżnieniu od pozostałych tego autora jest napisana zwięźle, bez rozwlekłych przemyśleń filozoficznych, które nie wszystkim odpowiadają w literaturze Coelho.


Utwór na dziś to energetyczny "Uptown funk" Marka Ronsona i Bruno Marsa. Pozytywna energia w każdym calu, a do tego klimatyczny teledysk :)


Oglądałyście film "Trzy metry nad niebem"? Jeśli tak, i podobał Wam się ten film, to koniecznie musicie obejrzeć "Tylko Ciebie chcę". To kontynuacja pierwszego tytułu, jednak wg mnie znacznie lepsza. Bohaterem obu filmów jest Hache, niepokorny chłopak. Tym razem poznaje równie zwariowaną dziewczynę jak on, jednak miłość sprzed lat nie daje mu spokoju. Brzmi trochę tandetnie? Tak, bo to lekkie kino, ale idealne na relaks. Jeśli więc lubicie romantyczne filmy, to polecam.