niedziela, 8 lutego 2015

Tygodnik kulturalny...

Witajcie!

Niestety ostatnio rozłożyły mnie korzonki, dlatego nie było nowych postów. Póki co trwa nierówna walka korzonki vs. ja i niestety wynik nie jest dla mnie dobry. No, ale mam nadzieję, że niedługo będzie lepiej. Dla umilenia niedzielnego relaksu mam dla Was kilka poleceń kulturalnych. 

Na początek coś dla sympatyków Ameryki, czyli książka Marka Wałkuskiego "Wałkowanie Ameryki". Ta książka bardzo mi się spodobała, ponieważ dowiedziałam się z niej wielu ciekawych rzeczy na temat tego kraju i jego mieszkańców. Książka napisana jest lekkim językiem i praktycznie na każdej stronie znajdziecie jakąś ciekawostkę o amerykańskiej kulturze.


Pozostając w amerykańskim klimacie polecam Wam film "Snajper" z Bradleyem Cooperem w roli głównej. Opowiada on historię kariery wojskowej i życia osobistego Chrisa Kyle'a, który był najlepszym snajperem w jednostce Navy SEALs. Film przybliża szczegóły pracy snajpera i dramat, jaki rozgrywa się pośród żołnierzy pełniących służbę na Bliskim Wschodzie. Osobiście bardzo lubię książki i filmy poruszające temat elitarnej jednostki Navy SEALs więc jeśli i Was ten temat także interesuje, to polecam obejrzeć ten film.


A dla fanów polskiego brzmienia mam coś spokojnego i przyjemnego dla ucha, czyli moi ulubieni bracia Fisz & Emade "Ślady".


Miłego i spokojnego weekendu ;-)

czwartek, 5 lutego 2015

Styczniowy haul zakupowy...

Wczoraj pokazywałam Wam styczniowy projekt denko (tutaj), a dzisiaj przychodzę ze styczniowym haulem zakupowym. Wydaje mi się, że styczniu, podobnie jak i w poprzednich miesiącach, nie poszalałam zbytnio z kosmetycznymi zakupami. Oczywiście mogłabym je jeszcze bardziej zmniejszyć, ale i tak jestem zadowolona, że nie korzystam z każdej napotkanej promocji kosmetycznej.


W styczniu wśród kupionych przeze mnie kosmetyków przeważały te z Avonu. Do koszyka wpadł mi zatem krem nawilżający do twarzy, perfumy Femme, krem do rąk, żel pod prysznic, wszystko to oczywiście pochodzi z Avonu. W Rossmannie skusiłam się na kolejny balsam z Neutrogeny, ponieważ jego poprzednik zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, o czym możecie przeczytać tutaj. Do tego zapas mydła w płynie z Isany, tym razem w wersji mango i pomarańcza, a także rumiankowy krem do rąk również z Isany.


W styczniu dotarła do mnie także kolejna płytka z Born Pretty Store. I na tym kończą się moje styczniowe zakupy kosmetyczne i zaczynają zakupy odzieżowe i gadżetowe. Na zimowych wyprzedażach dorwałam nowy sweter oraz jeansy. Do tego gumka z metalową srebrną kokardką, no i oczywiście mały zakup z Ebay'a, czyli czarny zegarek Genewa.


No i najlepszy mój styczniowy zakup czyli parka w kolorze khaki. Idealna na zimę i jesień, ponieważ ma odpinaną podszewkę i futerko przy kapturze, a do tego nie przemaka i jest bardzo wygodna. Jak Wam się podobają moje styczniowe zakupy?

środa, 4 lutego 2015

Styczniowy projekt denko...

Styczeń za nami, pora więc na małe podsumowanie kosmetycznych zużyć tego miesiąca. Styczeń, jak i poprzednie miesiące, nie okazał się jakimś przełomem w kosmetycznych zużyciach, jednak moje kosmetyczne zapasy troszkę się zmniejszają. Próbek zostało mi już tylko kilka i niedługo wszystkie uda mi się zużyć, co mnie bardzo cieszy, bo od jakiegoś czasu zalegały w kosmetyczce.


Jak widzicie na powyższym zdjęciu, styczniowe denko nie jest imponujące, ale od kilku ostatnich miesięcy przeważnie właśnie tak się prezentuje. 9 pełnowymiarowych kosmetyków, do tego opakowanie płatków kosmetycznych i dwie próbki, to chyba nie taki zły wynik, prawda? :-)


W kategorii twarz znalazły się:
* Rosyjski krem z wyciągiem z porzeczki i rokitnika - bardzo dobry krem, który przypadł mi do gustu. Świetnie nawilżał, nie przetłuszczając mojej cery, nie zapychał, był bardzo wydajny, do tego miał ładny porzeczkowy zapach. Więcej możecie się o nim dowiedzieć tutaj.
* Fluid matująco-kryjący Perfect Matte Bell - to mój podkładowy ulubieniec, który znalazł się w grudniowych kosmetycznych ulubieńcach (tutaj). To moje któreś z kolei jego opakowanie. Póki co nie kupiłam nowego, bo czekam aż znowu pojawi się w Biedronce, bo tam go zazwyczaj kupuję.
* Korektor w płynie Perfect Cover Bell - tego korektora używam zazwyczaj do maskowania cieni pod oczami. W tym przypadku radzi sobie całkiem dobrze, nie przesusza skóry pod oczami, nie roluje się, nie podrażnia oczu, a do tego jest tani i wydajny.
* Aktywne serum do rzęs L'biotica - używając tego serum aktywności w moich rzęsach niestety nie zauważyłam. O wiele lepsza jest rumiankowa pomadka ochronna Alterra, która widocznie poprawia kondycję moich rzęs.


W kategorii ciało znalazły się:
* Żel pod prysznic Marakuja i Kokos Isana - po żele z Isany sięgam od czasu do czasu. Lubię je za dość spory wybór zapachów, chociaż nie zawsze są one udane. 
* Intensywnie odżywczy balsam Neutrogena - ten balsam polubiłam od pierwszego użycia. Świetnie nawilżał i odżywiał skórę, pozostawiając ją gładką i jędrną. Znalazł się w grudniowych ulubieńcach kosmetycznych (tutaj), a jego pełna recenzja jest w tym poście.
* Krem nawilżający Nivea - tego pana chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Klasyka ;-)
* Kakaowy krem do rąk Avon Care - ten krem także znalazł się w grudniowych ulubieńcach kosmetycznych (tutaj), a jego pełną recenzję znajdziecie w tym poście.


W kategorii pozostałe znalazły się:
* Szampon dodający objętości DeBa - ten szampon był jakiś czas temu dostępny w Biedronce. Dobrze oczyszczał włosy, nie powodował zwiększonego przetłuszczania i łupieżu, ale zwiększenia objętości w tym przypadku nie zauważyłam.
* Płatki kosmetyczne Carea.
* Próbki kremów do twarzy - Neovadiol GF Vichy, Luvos.

Tak oto prezentują się moje styczniowe zużycia kosmetyczne. Jak widzicie zużyłam kilka swoich ulubieńców. Wśród tych pustaków znalazł się jeden bubelek, jakim okazało się być serum do rzęs, po które na pewno już więcej nie sięgnę. A jak tam Wasze styczniowe denka?

wtorek, 3 lutego 2015

Jabłkowo-cynamonowy żel peelingujący Balea...

Witajcie!

Wczoraj naszła mnie twórcza niemoc, dlatego było cicho na blogu. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pewnego kosmetyku, który średnio przypadł mi do gustu, pomimo sporych nadziei w nim pokładanych. Mam na myśli Jabłkowo-cynamonowy żel peelingujący Balea.


Żel zamknięty jest w plastikowej miękkiej tubie o pojemności 200ml. I już tutaj pojawił się problem, ponieważ opakowanie jest naprawdę miękkie i kiedy produktu zostało w tubce jakieś 2/3 wtedy ciężko było wycisnąć pożądaną ilość, bo po prostu cała tubka ulegała zgnieceniu i żel rozchodził się po całości tubki. Konsystencja żelu jest dosyć gęsta i zawiera w sobie mikroskopijne drobinki, które do ostrych nie należą więc zwolennicy mocnych zdzieraków będą zawiedzeni. Zapach peelingu to kolejny słaby punkt. Oczekiwałam konkretnego zapachu jabłkowo-cynamonowego jednak dostałam lekko mdły zapach jabłek i cynamonu, który jest słabo wyczuwalny i w ogóle nie przypadł mi do gustu.


Żel ten, jak już wcześniej wspomniałam, do mocnych zdzieraków nie należy, ale sprawdzi się na co dzień. Zawarte w nim drobinki to taka jakby kasza manna, która jest delikatna i nie zrobi nikomu krzywdy. Z tego też powodu, aby dobrze oczyścić skórę trzeba użyć większej ilości kosmetyku, co powoduje, że jest on mało wydajny. Żel praktycznie w ogóle się nie pieni, ale dosyć dobrze oczyszcza skórę. Plusem jest to, że nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry i nie wysusza jej. Ogromną sympatią darzę żele pod prysznic Balea, o czym nie raz tutaj pisałam, jednak ten żel peelingujący zupełnie nie spełnił moich oczekiwań i na pewno więcej po niego nie sięgnę.

A Wy miałyście okazję go używać?

niedziela, 1 lutego 2015

Tygodnik kulturalny...


Uwierzycie, że jest już luty? Do mnie to nie dochodzi, bo za oknem nie mam ani grama śniegu. Jedynie w sklepach widać, że to luty, bo już zaczyna się walentynkowy szał. Osobiście nie mam nic do tego święta, ale też jakoś szczególnie go nie świętujemy. W ogóle to chyba nie przepadam za obchodzeniem innych 'świąt' takich jak np. halloween. Cieszę się jedynie, że niedługo będzie tłusty czwartek ;-) Oczywiście jak co tydzień przygotowałam dla Was małą porcję poleceń kulturalnych.

Pierwsze miejsce to książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej "Brudny świat". Przeczytałam ją jednym tchem, a na koniec się popłakałam. Serio. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się wzruszyłam po przeczytaniu książki. Niby banalna historia, bo jest tu niegrzeczny chłopak z trudnym dzieciństwem za sobą, dobra dziewczyna z ciężkimi doświadczeniami, romans, miłość i koniec. A jednak ostatnie strony książki naprawdę mnie wzruszyły i wycisnęły ze mnie kilka łez ;-)


Pozostając w trochę dramatycznym klimacie polecam palestyński film "Omar". Film ten z pewnością nie należy do superprodukcji, ale w prosty sposób ukazuje chęć bycia honorowym wobec przyjaciół, ale też chęć walki o miłość, co nie zawsze idzie ze sobą w parze. A wszystko to dzieje się na tle konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Jeśli lubicie czasami obejrzeć coś mniej komercyjnego, to polecam właśnie ten film.


Jak już się wzruszać, to na całego ;-) Poniższy utwór chyba idealnie wpasowuje się w moje dzisiejsze nostalgiczne polecenia kulturalne. Obiecuję, że za tydzień będzie bardziej wesoło :)



Mam dla Was też kilka fotek z mijającego tygodnia, a co ;-)


1. Mała paczuszka, a wielka radość :)
2. Elvis i Oskar - przyjaźń bez granic ;-)
3. Ulubiony relaks.
4. Nie mogłam się powstrzymać i kliknęłam kilka wosków.