niedziela, 28 lutego 2016
piątek, 26 lutego 2016
Piątki pachnące Yankee Candle: Soft Blanket...
Witajcie!
Dawno mnie tu nie było, prawda? Sama się sobie dziwię, że aż tyle czasu wytrzymałam bez blogowania, ale w ostatnim czasie miałam tyle spraw na głowie, że musiałam blog odstawić na bok. W końcu jednak znalazłam trochę czasu więc mam nadzieję, że uda mi się nadrobić blogowe zaległości, bo już mi brakowało pisania i przeglądania Waszych blogów. O tym co robiłam i dlaczego tak długo mnie nie było, napiszę w innym poście, a teraz zapraszam na recenzję wosku, który obecnie umila mi popołudnie. To Soft Blanket.
Soft Blanket pochodzi z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalnymi w nim aromatami maja być cytrusy, wanilia i bursztyn. Po pierwszym odpaleniu jego zapach od razu przypadł mi do gustu. Jest świeży, otulający, ciepły i przytulny. Wystarczy palić go przez kilkanaście minut, aby móc cieszyć się jego przyjemnym zapachem. Z pewnością przypadnie on do gustu osobom lubiącym nienachalne i nie przyprawiające o zawrót głowy aromaty. Ten na pewno do nich nie należy. Jest subtelny i trochę mi się kojarzy z małymi dziećmi. Ma w sobie też coś kobiecego. Jednak pomimo swojej delikatności dość długo utrzymuje się w pomieszczeniu. Wyobraźcie sobie mięciutki, delikatny, ciepły kocyk, pod którym moglibyście leżeć godzinami. Taki jest właśnie Soft Blanket. Myślę, że jego nazwa idealnie go odzwierciedla. Jest lekki, przytulny, otulający i chce się po niego często sięgać. Przez ostatni tydzień towarzyszył mi codziennie więc to też o czymś świadczy ;-) Spokojnie mogę go odpalić kiedy spodziewam się gości, bo wiem, że i im przypadnie do gustu. Z czystym sumieniem mogę też polecić go innym i na pewno zaliczam go do woskowych ulubieńców :)
Ten, jak i pozostałe woski Yankee Candle recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
piątek, 18 września 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Frankincense...
Witajcie!
Zgodnie z moją blogową piątkową tradycją przychodzę dzisiaj do Was z recenzją wosku Yankee Candle o nazwie Frankincense. Czy wosk zawrócił mi w głowie? o tym przeczytacie w dalszej części tego posta...
Wosk pochodzi z rześkiej linii zapachowej z serii Classic z kolekcji Grand Baazar. Niestety jak dla mnie do rześkości jest w tym przypadku daleka droga. Głównymi aromatami w Frankincense są: słodka żywica przełamana pikantnością pieprzu wraz z balsamiczną nutą drewna. Co wyszło z tych aromatów? Zapach typowo kadzidlany, który na pewno nie należy do lekkich i rześkich. Pomimo tego, że lubię wyraziste i intensywne zapachy, ten jest dla mnie zbyt ciężki. Po jego odpaleniu już po kilku minutach w powietrzu zaczyna unosić się głęboki i przytłaczający mnie zapach. Nie mam nic do zapachu kadzidła, jednak raczej nie chciałabym aby taki zapach unosił się w moim domu. To zupełnie nie moje klimaty. Zdecydowanie wolę bardziej owocowe czy kwiatowe zapachy. Wosk ten należy do oryginalnych i nietypowych i na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu. Dla mnie okazał się woskowym killerem, do którego już nie wrócę. A może Wam Frankincense przypadł do gustu?
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
czwartek, 17 września 2015
Emulsja do ciała do bardzo suchej i szorstkiej skóry z 5,5% urea Isana Med...
Witajcie!
Mazidła do ciała stanowią w mojej codziennej pielęgnacji nieodłączny element. Przetestowałam już sporo tego typu produktów więc co nieco mogę o nich powiedzieć. Czasami trafi się lepszy produkt, a czasem gorszy. Jeden zostaje ze mną na dłużej, a o drugim chcę szybko zapomnieć. Niedawno sięgnęłam po Emulsję do ciała do bardzo suchej i szorstkiej skóry Isana Med. Czy sprawdziła się u mnie?
Emulsja znajduje się w plastikowej butelce o pojemności 250 ml. Jej zapach nie wyróżnia się niczym wyjątkowym: ot taki zwykły balsamowy zapach typowy dla kosmetyków z zawartością mocznika. Konsystencja jest nie za gęsta i nie za rzadka. Emulsja nie jest tłusta więc szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustej i lepkiej warstwy. W składzie tego mazidła znajdziemy mocznik, masło shea, pantenol i witaminę E.
Czy emulsja wyróżnia się na tle innych drogeryjnych tego typu kosmetyków? Tak! Pomimo tego, że nie ma kuszącego i apetycznego zapachu (zapach typowy dla kosmetyków z mocznikiem), a i opakowanie nie kusi oczu, to wnętrze zasługuje na pochwałę. Emulsja naprawdę świetnie nawilża suchą skórę, pozostawiając ją bardzo dobrze nawilżoną i odżywioną. Skóra po aplikacji jest miękka, delikatna i jędrna. Zadowalające nawilżenie utrzymuje się przez długi czas, co również zasługuje na uznanie. Dodatkowo emulsja koi i zmiękcza skórę. Wszystko to zawdzięczamy zawartości mocznika, która w tym przypadku wynosi 5,5 %. W sprzedaży dostępna jest też wersja z 10 % zawartością mocznika, którą również mam zamiar wypróbować. Emulsja jest też wydajna, ponieważ wystarczy niewielka jej ilość aby odpowiednio nawilżyć skórę. Jak dla mnie ta emulsja to kolejny bardzo udany produkt z serii Isana Med, po który na pewno jeszcze nie raz sięgnę. Oczywiście emulsja kosztuje niewiele więc tym bardziej zachęcam do jej wypróbowania.
Lubicie? Znacie?
wtorek, 15 września 2015
Fiolet i Holo Top na paznokciach...
Witajcie!
Dzisiaj post krótki i szybki, a mianowicie chciałabym pokazać Wam co w ostatnich dniach gościło na moich paznokciach. Uwielbiam wszelkie fiolety na paznokciach i myślę, że jesień idealnie pasuje do tych kolorów. Sięgnęłam więc po lakier, który dawno nie był przeze mnie używany i leżał zapomniany na dnie pudełka. Postanowiłam trochę go podkręcić, aby był jeszcze ładniejszy.
Solo lakier prezentował się tak jak na powyższym zdjęciu (zdjęcia robiłam zaraz po pomalowaniu paznokci więc wybaczcie za pomalowane skórki ;-). To ładny fiolet z lekkim niebieskim shimmerem. Aby trochę go ulepszyć pokryłam go jedną warstwą świetnego Holo Top B. a star od Colour Alike. Całość wyszła chyba całkiem nieźle.
Dzięki Holo Topowi zyskałam nowy wymiar fioletowego lakieru. Całość pięknie mieniła się w słońcu i nie mogłam oderwać od niego oczu. Fiolet, który widzicie to Color Mania Lovely nr 271. Mam go już bardzo długo i raczej nie znajdziecie go na sklepowych półkach. Kiedyś go nie lubiłam, jednak jakiś czas temu przekonałam się do niego. Niestety lakier ten ma dwie wady: kiepska trwałość i trochę słabe krycie. Gdyby nie Holo Top mogłybyście dojrzeć na nim delikatne prześwity, które widać przy dwóch warstwach lakieru. Nie mam cierpliwości do nakładania trzeciej warstwy i czekania aż wszystko wyschnie, dlatego nigdy nie maluję paznokci tyle razy. Na szczęście top ukrył mankamenty fioletu i znacznie go upiększył.
Która wersja lakieru bardziej Wam się podoba: solo czy z Holo Topem?
Subskrybuj:
Posty (Atom)








