niedziela, 30 sierpnia 2015

Tygodnik kulturalny...



Witajcie!


Dzisiejszy dzień spędzam na korzystaniu z ostatnich kąpieli słonecznych. Wiadomo, że z przyjściem roku szkolnego pogoda ulega znacznej zmianie i niestety będzie trzeba pozmieniać swoją garderobę. Dzisiaj jednak korzystam z pięknej pogody, a w międzyczasie nadrabiam kulturalne zaległości.


Jeśli chodzi o literaturę to tutaj, podobnie jak z muzyką, moje upodobania nie ograniczają się do jednego gatunku. Najbardziej lubię literaturę faktu i podróżniczą, chociaż pomiędzy tymi pozycjami staram się sięgać po coś lżejszego. Książka "Hopeless" autorstwa Colleen Hoover okazała się właśnie taką pozycją: lekką, ale też wciągającą i wzruszającą. To opowieść o młodej dziewczynie, na której drodze niespodziewanie pojawia się przystojny i tajemniczy chłopak. Od pierwszego spotkania zaczyna między nimi iskrzyć, ale jest tez wiele innych emocji łączących i dzielących tych dwoje. Kiedy ta miłosna historia na dobrą sprawę mogłaby się już zakończyć happy endem do akcji wkracza ponura przeszłość dziewczyny, która będzie musiała dowiedzieć się o sobie prawdy, ale i pokonać niemiłe wspomnienia. Jak w przypadku takich historii bywa, jest ona trochę banalna, ale warta przeczytania.

 

 

Jedną z moich ulubionych zagranicznych wokalistek jest Jess Glynne. Jej utwór "Why me" jest taki jak lubię: rytmiczny, niejednoznaczny i wpadający w ucho. No i zazdroszczę jej tej burzy rudych loków ;-)

 

 

W tym tygodniu nie obejrzałam żadnego szczególnego filmu, który mogłabym Wam polecić, ponieważ kończyłam oglądać pierwszy sezon "Detektywa", którego już Wam polecałam. W zamian mam krótki, ale treściwy filmik autorstwa Klaudii Klary, którą uwielbiam. Dziewczyna ma charakter i nie boi się mówić prawdy prosto z mostu o takich prostych rzeczach, jak chociażby testowanie kosmetyków. Muszę powiedzieć, że tym swoim testowaniem rozwaliła mnie na łopatki. Nie wiem czy sama odważyłabym się na coś takiego ;-)

 

 

Kolejny filmik, który mnie rozwalił to kreska na oku w męskim wykonaniu. W sumie to nie dziwię im się, że mają z tym problemy, bo sama je mam ;-) Trzeba im jednak przyznać, że bardzo się starali :)

 

 

Przypadło Wam coś do gustu? :)

 

sobota, 29 sierpnia 2015

Kobalt i złoto na paznokciach...

Witajcie!


Korzystacie w pełni z ostatnich dni lata? Bo ja staram się, chociaż nie zawsze mam na to czas. Ostatnie dni spędziłam na budowie wyrywając chwasty więc to mało przyjemne zajęcie, chociaż mogłam się trochę na czymś wyżyć ;-) Dzisiaj zrobiłam sobie wolne więc nie mogło zabraknąć malowania paznokci. Postawiłam na dwa piękne kolory: kobaltowy i złoty. Kiedyś pokazywałam Wam bardzo podobne zdobienie (tutaj), ale w tamtym przypadku bazą był równie ładny turkusowy. Tym razem to kobalt gra główną rolę, a złoto jest dodatkiem.

 

 

Lakiery użyte w tym zdobieniu to:

* baza Pro Care Manhattan,

* kobalt Clubbing Miss Sporty nr 320,

* złoto Lotus Effect Manhattan nr 11 Golden Honey.

 

 

Głównym powodem sięgnięcia po kobaltowy lakier było to, że po prostu niewiele mi go już zostało, a moim świeżym postanowieniem jest zużywanie lakierów, których jest już mniej niż połowa. Poza tym ten kolor świetnie wygląda na paznokciach i już dawno go nie nosiłam. A złoty? Jest świetny i jest idealnym dodatkiem do wielu pozostałych lakierów. Do wykonania tego zdobienia posłużył mi cieniutki pędzelek kupiony na Ebay'u, który jest bardzo pomocny w tego typu zdobieniach.  Oczywiście każdy paznokieć ma inny wzorek, żeby nudno nie było :) Co mogę jeszcze powiedzieć o tym zdobieniu? Chyba tylko to, że bardzo je lubię i już mam w planach podobne zdobienia, tylko z użyciem innych kolorów bazowych. Nie zdziwcie się więc jeśli co jakiś czas będziecie oglądały coś podobnego tylko w innej wersji kolorystycznej ;-)

 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Intensywnie nawilżający krem do stóp Fusswohl...

W ostatnim poście polecałam Wam pewien krem do rąk, który przypadł do gustu mnie i moim dłoniom (Krem do rąk Fresh Kamill). Pisałam też, że przykładam sporą uwagę do odpowiedniego nawilżania skóry moich dłoni. Całkiem odwrotna sytuacja ma się do moich stóp, o które mało dbam. Spowodowane jest to chyba tym, że po prostu nie mam z nimi praktycznie żadnych problemów. Skóra na piętach nie jest popękana ani przesuszona, nie jest twarda i nieprzyjemna w dotyku, nie dokuczają mi odciski, ani nic z tych rzeczy. Po pumeks sięgam chyba raz w miesiącu, a czasami i rzadziej. Wiem jednak, że dużo osób zmaga się z sucha i szorstką skórą stóp i czasami ciężko im doprowadzić ją do zadowalającego stanu. Dlatego dzisiaj mam dla Was recenzję kremu do stóp, który polubiłam już po kilku użyciach. To Intensywnie nawilżający krem do stóp Fusswohl.

 

 

Krem znajduje się w klasycznej miękkiej tubce o pojemności 75 ml. Dodatkowo był zapakowany w kartonik. Znalazłam go na promocji w Rossmannie za bodajże 3,49 zł lub coś koło tego. Biorąc pod uwagę jego skuteczność i wydajność, to naprawdę niewielka kwota.  Jego zapach nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest delikatny, typowo kremowy. Jego konsystencja jest gęsta i treściwa, ale krem nie jest tłusty więc szybko się wchłania.

 

 

Jak już wspomniałam nie mam problemu z suchą skórą stóp, jednak i tak codziennie wieczorem zawsze je jakoś nawilżałam. Przeważnie smarowałam je tym balsamem, którego używałam do nawilżenia całego ciała. Postanowiłam jednak skusić się na typowy krem do stóp i wybór padł właśnie na niego. Okazał się być strzałem w dziesiątkę, ponieważ po jego aplikacji skóra jest naprawdę dobrze nawilżona i to nawilżenie jest wyczuwalne nawet dla osoby nie mającej problemu suchej skóry stóp. Do tego skóra jest przyjemna w dotyku, delikatna i odżywiona. Za te plusy zapewne odpowiedzialny jest mocznik, który znajdziemy w tym kremie. W tym przypadku jego zawartość wynosi 10% i to właśnie on odpowiada za skuteczność tego kremu.



Krem przeznaczony jest do skóry bardzo suchej i myślę, że naprawdę sobie z nią poradzi. Dla mnie okazał się być bardzo dobrym nawilżaczem do skóry stóp, a i jako krem do rąk pewnie też świetnie się sprawdzi. Jeśli chodzi o jego wydajność, to wystarczy jego niewielka ilość, aby zapewnić odpowiednie nawilżenie skórze stóp. Moje stopy bardzo go polubiły i z pewnością jeszcze po niego sięgnę, jeśli znajdę go jeszcze w sprzedaży. Ostatnio chciałam kupić jego kolejne opakowanie żeby mieć w zapasie, ale niestety już go nie znalazłam. Mam jednak nadzieję, że jeszcze go spotkam i wpadnie do mojego koszyka. Używałyście go? A może znacie inne sprawdzone kremy do stóp?


wtorek, 25 sierpnia 2015

Krem do rąk Fresh Kamill...

Witajcie!


Nie raz i nie dwa pisałam o tym, że kremy do rąk testuję z wielkim zapałem. To kosmetyki, które nie zalegają na moich półkach, bo zużywam je regularnie i dość szybko. Po krem do rąk sięgam minimum kilkanaście razy dziennie mimo, że nie mam problemów z przesuszoną skóra dłoni. Po prostu lubię kiedy skóra moich dłoni jest odpowiednio nawilżona, odżywiona, gładka i przyjemna w dotyku. Poza domem też sięgam po krew do rąk, który zawsze nosze w torebce. Oczywiście nie noszę ze sobą pełnowymiarowych opakowań, a miniatury, które idealnie nadają się do torebki, bo są lekkie, poręczne i zajmują niewiele miejsca. W sumie mogę stwierdzić, że krem do rąk to kosmetyk, który towarzyszy mi na każdym kroku, gdziekolwiek bym nie poszła :-) W okresie wakacyjnym moim kremowym towarzyszem stał się Krem do rąk Fresh marki Kamill.

 

 

Krem do rąk Fresh Kamill należy do kremów specjalistycznych marki Kamill. Znajduje się on w klasycznej miękkiej tubce o pojemności 75 ml. Bez problemu wydobędziemy z niej odpowiednią ilość produktu, a jej zamknięcie jest naprawdę solidne więc nie ma obawy, że kosmetyk samoistnie ucieknie nam z tubki. Jednak nawet gdybyśmy zostawiły otwarte opakowanie to raczej nie ma opcji, aby krem wylał się z opakowania. Powód jest prosty: krem jest gęsty i treściwy, przy czym nie jest on tłusty i ciężki. Po aplikacji szybko się wchłania, pozostawiając skórę nawilżoną, odżywioną, gładką i przyjemną w dotyku. Jego zapach jest delikatny, cytrynowo-mleczny. Jak dla mnie jest on idealny w okresie letnim, ponieważ jest odświeżający i pobudzający. 

 

 

W składzie tego kremu znajdziemy wyciąg z rumianku i witaminę E. Krem nie zawiera barwników, olejów mineralnych, parafiny, parabenów i emulgatorów zawierających PEG. Muszę też nadmienić, że Krem do rąk Fresh Kamill podbija tegoroczne konkursy.  W konkursie Przeboje FMCG 2015 został zwycięzcą w kategorii "Kosmetyki do pielęgnacji ciała", a w konkursie Przeboje FMCG otrzymał statuetkę Qultowego kosmetyku 2015 roku. Jest więc czego gratulować :-)

 

 

Podsumowując krem jak najbardziej spełnił moje oczekiwania, jeśli chodzi o nawilżenie o odżywienie skóry dłoni. Jest gęsty, ale nie jest tłusty, dzięki czemu nie zostawia lepkiej i tłustej warstwy na skórze i szybko się wchłania.  Do tego ma przyjemny świeży cytrusowy zapach. Kremu jeszcze mi trochę zostało, ale niestety to już ostatni mój krem do rąk Kamill jaki mam w swoich kosmetycznych zapasach. Na pewno jednak jeszcze nie raz sięgnę po kremy do rąk marki Kamill, bo bardzo przypadły do gustu mnie i moim dłoniom :-)

 

niedziela, 23 sierpnia 2015

Tygodnik kulturalny...


Witajcie!


Jak Wam mija ten weekend? Bo mi mija na porządkach, ale i relaksie. Wiem, że to niedziela i powinno się dzień święty chwalić, ale ja mam trochę inne podejście do tego typu kwestii i właśnie w niedzielę najlepiej mi się sprząta. Co do relaksu, to przygotowałam dla Was kilka poleceń kulturalnych, które mam nadzieję umilą Wam te ostatnie godziny niedzielnego relaksu.


Film, który obejrzałam kilka dni temu to "Zbuntowana". To kontynuacja filmu "Niezgodna". To film z pogranicza si-fi, akcji i małego romansu. Jeśli podobała Wam się pierwsza część, to i ta przypadnie Wam do gustu. Jak dla mnie filmy te mają coś w sobie z "Igrzysk śmierci", ale może to tylko moje wyobrażenia.

 


Książka, która przekonała mnie do siebie swoją prostotą, szczerością, ironicznością i trafnymi spostrzeżeniami dotyczącymi młodych ludzi wkraczających w dorosłe życie, to "Zachłanni" Magdaleny Żelazowskiej. To historia trzech tzw. "słoików", czyli lokalnych emigrantów osiadłych w stolicy. Każdy z nich chce osiągnąć w swoim życiu sukces i wieść dostatnie życie. Każdy ma w tym celu przygotowany plan, aby zamiary zmienić w czyny. Jednak droga do szczęścia i stabilizacji nie jest usłana różami, a rzeczywistość okazuje się być mniej kolorowa. W tym celu muszą wykazać się sprytem, pomysłowością, empatią, ale i jej brakiem, a do tego muszą być ambitni i nieugięci. Autorka z humorem opisuje rzeczywistość przyjezdnych i ich sposoby radzenia sobie z nią.

 

 

Wykonawca, który ostatnio bardzo często u mnie gości to Jafia. Kiedyś był wokalistą grupy Rastasize i ich muzyka też była świetna. Uwielbiam jego głos, a jego muzyka jest genialna. W ogóle polecam przesłuchać jego całą płytę"KA RA VA NA". Chórki na tej płycie wymiatają ;-) A dzisiaj polecam Wam jeden konkretny utwór, jakim jest "Mama".

 

 

Polecane artykuły:

* Ostatnio w internecie krąży nowy trend w stylizacji paznokci "Bubble nails". Skusiłybyście się na coś takiego? ;-) 

* Trudno to sobie wyobrazić, ale w pewnym nepalskim miasteczku prawie każdy jego mieszkaniec  oddał swoją nerkę, aby zapewnić rodzinie godziwy byt. 

*  Dlaczego nazwy wielu zagranicznych marek nie zostały spolszczone? Odpowiedź jest banalna: bo brzmiałyby dziwnie i śmiesznie. Pan Lapko pokazuje nam jak wyglądałyby polskie nazwy znanych zagranicznych produktów.