piątek, 18 września 2015
czwartek, 17 września 2015
Emulsja do ciała do bardzo suchej i szorstkiej skóry z 5,5% urea Isana Med...
Witajcie!
Mazidła do ciała stanowią w mojej codziennej pielęgnacji nieodłączny element. Przetestowałam już sporo tego typu produktów więc co nieco mogę o nich powiedzieć. Czasami trafi się lepszy produkt, a czasem gorszy. Jeden zostaje ze mną na dłużej, a o drugim chcę szybko zapomnieć. Niedawno sięgnęłam po Emulsję do ciała do bardzo suchej i szorstkiej skóry Isana Med. Czy sprawdziła się u mnie?
Emulsja znajduje się w plastikowej butelce o pojemności 250 ml. Jej zapach nie wyróżnia się niczym wyjątkowym: ot taki zwykły balsamowy zapach typowy dla kosmetyków z zawartością mocznika. Konsystencja jest nie za gęsta i nie za rzadka. Emulsja nie jest tłusta więc szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustej i lepkiej warstwy. W składzie tego mazidła znajdziemy mocznik, masło shea, pantenol i witaminę E.
Czy emulsja wyróżnia się na tle innych drogeryjnych tego typu kosmetyków? Tak! Pomimo tego, że nie ma kuszącego i apetycznego zapachu (zapach typowy dla kosmetyków z mocznikiem), a i opakowanie nie kusi oczu, to wnętrze zasługuje na pochwałę. Emulsja naprawdę świetnie nawilża suchą skórę, pozostawiając ją bardzo dobrze nawilżoną i odżywioną. Skóra po aplikacji jest miękka, delikatna i jędrna. Zadowalające nawilżenie utrzymuje się przez długi czas, co również zasługuje na uznanie. Dodatkowo emulsja koi i zmiękcza skórę. Wszystko to zawdzięczamy zawartości mocznika, która w tym przypadku wynosi 5,5 %. W sprzedaży dostępna jest też wersja z 10 % zawartością mocznika, którą również mam zamiar wypróbować. Emulsja jest też wydajna, ponieważ wystarczy niewielka jej ilość aby odpowiednio nawilżyć skórę. Jak dla mnie ta emulsja to kolejny bardzo udany produkt z serii Isana Med, po który na pewno jeszcze nie raz sięgnę. Oczywiście emulsja kosztuje niewiele więc tym bardziej zachęcam do jej wypróbowania.
Lubicie? Znacie?
wtorek, 15 września 2015
Fiolet i Holo Top na paznokciach...
Witajcie!
Dzisiaj post krótki i szybki, a mianowicie chciałabym pokazać Wam co w ostatnich dniach gościło na moich paznokciach. Uwielbiam wszelkie fiolety na paznokciach i myślę, że jesień idealnie pasuje do tych kolorów. Sięgnęłam więc po lakier, który dawno nie był przeze mnie używany i leżał zapomniany na dnie pudełka. Postanowiłam trochę go podkręcić, aby był jeszcze ładniejszy.
Solo lakier prezentował się tak jak na powyższym zdjęciu (zdjęcia robiłam zaraz po pomalowaniu paznokci więc wybaczcie za pomalowane skórki ;-). To ładny fiolet z lekkim niebieskim shimmerem. Aby trochę go ulepszyć pokryłam go jedną warstwą świetnego Holo Top B. a star od Colour Alike. Całość wyszła chyba całkiem nieźle.
Dzięki Holo Topowi zyskałam nowy wymiar fioletowego lakieru. Całość pięknie mieniła się w słońcu i nie mogłam oderwać od niego oczu. Fiolet, który widzicie to Color Mania Lovely nr 271. Mam go już bardzo długo i raczej nie znajdziecie go na sklepowych półkach. Kiedyś go nie lubiłam, jednak jakiś czas temu przekonałam się do niego. Niestety lakier ten ma dwie wady: kiepska trwałość i trochę słabe krycie. Gdyby nie Holo Top mogłybyście dojrzeć na nim delikatne prześwity, które widać przy dwóch warstwach lakieru. Nie mam cierpliwości do nakładania trzeciej warstwy i czekania aż wszystko wyschnie, dlatego nigdy nie maluję paznokci tyle razy. Na szczęście top ukrył mankamenty fioletu i znacznie go upiększył.
Która wersja lakieru bardziej Wam się podoba: solo czy z Holo Topem?
piątek, 11 września 2015
Piątki pachnące Yankee Candle: Moonlit Ocean...
Witajcie!
Dzisiaj piątek pora więc na recenzję kolejnego woskowego zapachu, który w ostatnim czasie u mnie gościł. Tym razem skusiłam się na coś, co od razu przypadło mi do gustu. To wosk Moonlit Ocean z rześkiej linii zapachowej z serii Simple Home.
Wyczuwalnymi aromatami w wosku Moonlit Ocean mają być: kokos, trawa cytrynowa i kwiat pomarańczy. Szczerze mówiąc nie wiem czy wyczułam poszczególne aromaty, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, ponieważ stworzyły one bardzo przyjemny, urzekający zapach. Całość idealnie się komponuje tworząc subtelny, perfumowany zapach damsko-męski, który od razu mnie urzekł. Jest on intensywny, ale na pewno nie jest przytłaczający i drażniący. Wręcz przeciwnie. Jest otulający i można się przy nim zrelaksować. Myślę, że kolor wosku jest idealnie do niego dopasowany. Ma w sobie coś magicznego i niejednoznacznego. Wyobrażam sobie, że właśnie tak musi pachnieć księżyc w pełni nad oceanem... Jak wiecie bardzo lubię męskie nuty w woskach więc Moonlit Ocean jak najbardziej zaspokoił moje zapachowe wymagania ;-)
Ten, jak i pozostałe woski recenzowane na moim blogu, pochodzą ze sklepu Goodies.
środa, 9 września 2015
Kremowy peeling myjący Pinacolada Let's celebrate Farmona...
Witajcie!
Zapach kokosa to jeden z moich ulubionych zapachów. Niestety jest on dość trudny do odwzorowania w kosmetykach, dlatego wciąż szukam swojego kokosowego kosmetycznego ulubieńca. Jakiś czas temu w moje ręce wpadł Kremowy peeling myjący Pinacolada Let's celebrate Farmona. Czy jego zapach i działanie spełniły moje oczekiwania?
Peeling zamknięty jest w plastikowej buteleczce o pojemności 100 ml, ale możemy też go dostać w większej pojemności 250 ml. Z opakowania raczej nic nie wyciśniemy, bo jest dość twarde, ale peeling ma taką konsystencję, że wystarczy przechylić buteleczkę aby wydobyć z niego odpowiednią ilość kosmetyku. Konsystencja peelingu należy więc do tych rzadszych, ale też nie jest bardzo lejąca. Jest ona kremowa i delikatna. Peeling posiada w sobie drobne i delikatne drobinki, które na pewno nie zrobią nam żadnej krzywdy. Jak dla mnie tych drobinek jest stanowczo za mało, ponieważ aby poczuć zadowalającą siłę zdzierania muszę zużyć więcej kosmetyku, a co za tym idzie staje się on mało wydajny.
A co z zapachem? Zapach jest naprawdę śliczny. Typowo kokosowy z lekką nutą ananasa. Kokos zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan. Niestety jest jedno ale. Zapach ten jest delikatny i ulotny, przez co podczas aplikacji jest słabo wyczuwalny. Poza tym peeling nie wysusza skóry i łatwo się spłukuje. Gdyby zapach byłby bardziej wyrazisty wybaczyłabym mu słabe zdzieranie, jednak to są dość istotne minusy, które znacznie obniżają moją ocenę tego peelingu. Mam jeszcze ten peeling w większej pojemności i jego zawartość jest taka sama jak tego mniejszego. Myślałam, że dorównają one mocą zdzierania peelingom z Joanny, które bardzo lubię, niestety trochę się nimi rozczarowałam. Na pewno przypadną one do gustu osobom lubiącym delikatne zdzieraki, o niezbyt intensywnych zapachach. Ja jednak wolę trochę mocniejsze doznania ;-) Miałyście? Używałyście?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










