niedziela, 16 marca 2014

Kulturalna niedziela i mobile mix photos...

Witajcie!
Postów w tym tygodniu było bardzo mało, bo po prostu nie mam czasu, aby coś konkretnego stworzyć. Pocieszam się jednak myślą, że od przyszłego tygodnia będę miała o wiele więcej wolnego czasu więc spodziewajcie się porcji nowych kosmetycznych (i nie tylko) recenzji. Dzisiaj jak co tydzień mam dla Was małą porcję poleceń kulturalnych i kilka fotek z minionego tygodnia.

Pierwsze polecenie to książka, którą obecnie czytam, czyli "Sekretny język kwiatów" Vanessy Diffenbauch. Książka urzekła mnie swoją prostotą i przekazywanymi informacjami dotyczącymi tzw. języka kwiatów. Może historia przedstawiona w książce jest banalna, ale wywołuje różne emocje, co mi bardzo w tym przypadku odpowiada. Książka trochę przypomina mi "Perfumiarza", którego historia toczy się we współczesnych czasach.


Kolejne polecenie to Naughty Boy "Think about it" feat. Wiz Khalifa z obłędnym głosem Elli Eyre. Z każdym innym utworem coraz bardziej ją lubię.


Ostatnie polecenie to polski film "Matka Teresa od kotów". Film nie jest nowością, ale ostatnio o nim sobie przypomniałam więc polecam wam go dzisiaj. Film jest zapisem okropnej zbrodni, jakiej dokonali dwaj młodzi bracia. Z pewnością nie jest on łatwym i przyjemnym filmem, bo reżyser postarał się zgłębić w nim psychologię dwojga młodzieńców, ale też środowisko, w którym żyli oraz ich stosunki rodzinne. Pokazana jest w nim także moc wpływu starszego brata na młodsze rodzeństwo, które jest w niego bezgranicznie zapatrzone. Jak wiecie ja lubię polskie filmy, które poruszają trudne sprawy, więc osobą o podobnym guście na pewno się spodoba ;-)


Teraz czas na zdjęcia z minionego tygodnia :)


1. Wieczorna lampka wina.
2. Nowe zamówienie z Avonu.
3. Kolekcja wosków YC powoli się powiększa :)
4. Relaks przy książce.


5. Wiosenny spacer.
6. Ulubione ptasie mleczko.
7. Pocztówka z gorącego Meksyku od przyjaciółki (miała dojść na święta, a doszła kilka dni temu, czyli leciała do PL jakieś 3 m-ce ;-).
8. Bambus i Lolita :)

Pozdrawiam Kasiaaa :-)

środa, 12 marca 2014

Różowe landrynki i złoto na paznokciach...

Witajcie!
Dawno nie pokazywałam Wam żadnego mani, ale ostatnio rzadziej maluję paznokcie. Znowu zaczęły mi się trochę rozdwajać i łamać, dlatego wróciłam do kuracji z odżywką Eveline 8 w 1. Mam nadzieję, że paznokcie szybko wrócą do dobrej formy i będę mogła cieszyć się żywszymi kolorami na paznokciach, bo wiosna ruszyła pełną parą. Róż toleruję w małych ilościach i głównie na paznokciach, dlatego dzisiaj mam dla Was różowy mani, przełamany pięknym złotem...


Lakiery użyte do tego mani:
* jako baza posłużyła mi Odżywka Pro Care Nail Repair Manhattan,
* na wskazującym palcu jest Manhattan Lotus Effect nr 51 K,
* złoty piasek na serdecznym palcu to Lovely Snow Dust nr 1,
* jasny róż to Manhattan Lotus Effect nr 55 K.


Jak widzicie lubię lakiery Manhattan i dosyć często po nie sięgam. Mają fajne kolory, a z ich trwałością też nie jest źle, jeśli są nałożone na odpowiednią bazę. Złoty piasek z Lovely podbił moje serce od pierwszego użycia i skusiłam się też na jego srebrnego brata. Myślę, że wszystkie użyte tu przeze mnie lakiery, ładnie się ze sobą skomponowały i jeszcze nie raz będą gościły na moich paznokciach.


A ten piękny złoty piasek mogłabym używać za każdym razem, jednak nie widziałam go już w Rossmannie więc muszę go oszczędzać ;-) Ślicznie mieni się w świetle, a i bez niego świetnie wygląda. Ma w sobie mnóstwo złotych drobinek i trochę większego brokatu. Jego trwałość jest zabójcza, bo mogłabym go nosić na paznokciach ponad tydzień bez żadnych uszczerbków. Zmywa się go trochę ciężko, ale też tragedii nie ma.


Podoba Wam się taki mani?


Pozdrawiam Kasiaaa :-)

poniedziałek, 10 marca 2014

Kremowe mydło w płynie Mitia...

Jakiś czas temu załapałam się do kolejnej akcji testowania z samplecity.pl, w ramach którego miałam okazję zapoznać się bliżej z Kremowym mydłem w płynie Mitia. Otrzymałam wersję oliwkową, którą już prawie wykończyłam do końca więc mogę przedstawić Wam moją recenzję o tym produkcie. Do mydła producent dorzucił także szmacianą torbę, którą wykorzystałam do zbierania makulatury ;-)


Mydło zamknięte jest w plastikowej butelce o pojemności 500 ml. Butelka wyposażona jest w wygodną pompkę, dzięki której możemy dozować odpowiednią ilość mydła. Konsystencja mydła jest w sam raz: nie za rzadka i nie za gęsta, co mi bardzo odpowiada, bo nie lubię lejących się mydeł, które od razu spływają z dłoni. Mam wersję oliwkową, która tak właśnie pachnie. Nie jest to zapach intensywny i nachalny i nie utrzymuje się zbyt długo na skórze.


Skład jaki jest każdy widzi. Nie jest on zbyt dobry, ale w myciu rąk nie szkodzi. Mimo takiego składu mydło nie wysusza mi skóry dłoni i nie podrażnia jej, co dla mnie jest istotne, bo nie muszę sięgać po każdym myciu rąk po krem nawilżający.


Ogólnie mydło przypadło mi do gustu, chociaż niczym szczególnym się nie wyróżnia. Nie zaszkodziło mi, ale też nie zdziałało nic konkretnego na skórze dłoni. Nie wiem jak mydło radziłoby sobie ze skórą reszty ciała i czy by go nie wysuszyło, ale myślę, że tragedii by nie było. Jak dla mnie mydło to jest ok i możliwe, że sięgnęłabym po jego inne wersje zapachowe, jednak niestety nigdzie go jeszcze nie widziałam. Z jego dostępnością jest dosyć kiepsko, a szkoda, bo widziałam, że jest kilka fajnych wersji, na które mogłabym się skusić, np. wersja z granatem lub miód i mleko. Jeśli chcecie przetestować to mydło to pewnie musicie go szukać w małych osiedlowych sklepikach lub małych drogeriach. Ja jeszcze na to mydło nie natrafiłam, ani nic tej marki, która ma w swojej ofercie oprócz mydeł w płynie także żele pod prysznic, płyny do kąpieli, szampony, kremy i mleczka do ciała. Dodam jeszcze, że marka Mitia jest 'dzieckiem' czeskiego producenta Tomil, który zajmuje się produkcją i dystrybucją takich marek jak: Wansou, Devil, Tania, Tecchi, Tomik i Air, oferujących produkty kosmetyczne i chemię gospodarczą.

Fakt otrzymania w ramach testowania tego produktu, w żaden sposób nie wpłynął na moją opinię.

Pozdrawiam Kasiaaa :-)

niedziela, 9 marca 2014

Lutowy projekt denko...

Witajcie!
W ostatnim tygodniu na blogu trochę przycichło, ale naprawdę nie miałam czasu, aby naskrobać chociażby małego posta. Po tym tygodniu jednak myślę, że będę miała trochę więcej wolnego czasu więc nadrobię blogowe zaległości. Na szczęście jestem na bieżąco z Waszymi postami i jeśli miałam chwilkę wolnego, to starałam się Was odwiedzać, by wiedzieć co w trawie piszczy. Dzisiaj przychodzę do Was z trochę spóźnionym projektem denko, ale lepiej późno niż wcale. Przechodzę więc od razu do rzeczy, aby zbytnio nie przynudzać ;-)


W lutym udało mi się zużyć nawet sporo produktów. Wśród nich są stali bywalcy, ale znalazło się też kilka nowości. Ogólnie zużyłam 10 pełnowymiarowych produktów, jedną maseczkę w saszetce i do kosza wylądował także niewypał w postaci cieni do powiek.


W kategorii ciało znalazły się:
* Żel oczyszczająco - rewitalizujący Garnier Czysta Skóra Fruit Energy - jest to już któreś jego opakowanie u mnie. Polubiłam go ze względu na jego świetny zapach i dosyć dobrą wydajność. Oczyszczał też dobrze, jednak spektakularnych efektów nie czynił na mojej twarzy. Wracam jednak do niego co jakiś czas, kiedy akurat jest dostępny w promocji. Więcej możecie przeczytać o nim w osobnej recenzji.
* Kremowy żel pod prysznic Mleko i miód Isana - po żele z Isany sięgam dosyć często. Są wśród nich godne polecenia okazy, ale też zwykłe średniaki. ten należy do pierwszej kategorii. jest gęsty, kremowy, bardzo dobrze się pieni, ma ładny zapach i jest dosyć wydajny. Nie podrażnia i nie wysusza skóry, co dla mnie jest istotne. Do tego znajdziemy go w każdym Rossmannie i kosztuje niewiele.
* Kremowy żel pod prysznic BeBeauty Soft Touch z olejem ze słodkich migdałów - żel ten dostępny jest w stałej ofercie Biedronki, ale pierwszy raz go używałam. Bardzo przypadł mi do gustu ze względy na jego gęsta konsystencję, wydajność, super pienienie się i przyjemny, delikatny zapach. Co najważniejsze nie wysuszał i nie podrażniał skóry. Mam w planach zakup jego Biedronkowych braci i na pewno nie raz będę po niego sięgała.
* Antyperspirant Garnier Mineral Action - lubię dezodoranty Garniera, chociaż nie zawsze dobrze na mnie działają. Są lepsze i gorsze, a ten sprawdzał się całkiem przyzwoicie. Co prawda od kiedy używam Blokera z Ziaji, nie mam problemów z nadmiernym poceniem się, to ten dezodorant nie zawiódł mnie, jednak też szału nie zrobił.
* Czekoladowe masło do ciała Perfecta Spa - lubiłam je za jego słodki, czekoladowy zapach i dobre nawilżenie, ale nie polubiłam go za brudzenie ubrań zaraz po aplikacji. Jego pełna recenzja jest dostępna tutaj. Nie sięgnę już więcej po nie.


W kategorii twarz znalazły się:
* Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Herbal Garden Eva Natura - o tym dwufazowcu pisałam już kiedyś tutaj. Do demakijażu oczu używam tylko tego typu kosmetyków, ponieważ wg mnie one najlepiej radzą sobie ze zmyciem makijażu oczu. Ten produkt mnie nie zawiódł, chociaż po jakimś czasie zauważyłam, że jednak nie do końca radzi sobie ze zmyciem tuszu do rzęs. Mimo to lubiłam go, bo nie podrażniał oczu i nie zostawiał tłustego filmu na nich.
* Maseczka na dobre samopoczucie Truskawka i wanilia Rival de Loop - po maseczki tej marki sięgam dosyć często, choć ostatnio poszły w odstawkę ze względu na namiętne używanie maseczek Planet Spa z Avonu. Mimo to te też bardzo lubię ze względu na ich różnorodność i dobre działanie. Ta konkretna pachnie pysznie i słodko, bo truskawkami i wanilią, czyli tak jak lubię.
* Potrójne matowe cienie do powiek Butterfly - te cienie to kompletny niewypał. Skusiłam się na nie ze względu na niską cenę i neutralne kolory, które chciałam wykorzystywać na co dzień. Niestety w sklepie nie było ich testerów więc wzięłam je w ciemno i to był mój błąd. Ich pigmentacja jest prawie zerowa! Nawet taki laik makijażowy jak ja, podczas używania widzi ich kiepskość. Zużyłam tylko jeden najjaśniejszy kolor beżowy, który używałam do zmatowienia powiek. W tym celu sprawdzał się ok, jednak nawet koloru nie nadawał. Pozostałe dwa cienie to kompletna porażka. Jeśli kiedyś natraficie na te cienie to trzymajcie się od nich z daleka ;-)


W kategorii pozostałe znalazły się:
* Płatki kosmetyczne Carrea - dostępne w Biedronce i znajdują się w każdym moim denku. Tanie, łatwo dostępne i dobre.
* Chusteczki nawilżające Dada - o tych chusteczkach chyba też nie muszę dużo pisać, bo pewnie każda z Was je zna. Dostępne w Biedronce za niecałe 5 zł. W opakowaniu znajdują się 72. sztuki. Wg mnie są lepiej nawilżone niż te z Babydream, które są dostępne w Rossmanie. Zamiennie sięgam raz po te, a raz po te drugie. Nie podrażniają, nie uczulają, przyjemnie pachną, są skuteczne i możemy nimi wytrzeć chyba wszystko ;-)
* Mydło w płynie Bez i orchidea Isana - ta wersja pachnie znacznie mniej intensywnie od mojego ulubieńca, czyli Mango i pomarańczy. Raczej już nie sięgnę po tą wersję, bo wolę bardziej wyraziste zapachy.
* Odżywczy krem do rąk, stóp i łokci Planet Spa Avon - bardzo dobry krem. Gęsty, treściwy, wydajny, o przyjemnym, słodkim zapachu. Bardzo dobrze nawilża. Odsyłam Was do jego pełnej recenzji tutaj.

I na tym kończę podsumowanie lutowych zużyć kosmetycznych. Ich ilość jest zadowalająca, tym bardziej, że trzymam się planu: "zużywać, a nie magazynować". Oczywiście jakieś tam zakupy kosmetyczne poczyniłam, ale nie szaleję za bardzo ;-) A jak tam Wasze denka?

Pozdrawiam Kasiaaa :-)

niedziela, 2 marca 2014

Kulturalna niedziela...

Witajcie!
Czy u Was tez wiosna puka do drzwi? Bo u mnie tak i bardzo mi się to podoba :-) Pogoda pozytywnie nastraja do działania więc mam nadzieję, że już zima na dobre od Nas odeszła. Jak co tydzień mam dla Was kilka poleceń kulturalnych, które w ostatnim czasie przypadły mi do gustu. Oto one...

Na pierwszy ogień i to dosłownie idzie utwór Beyonce "Partition". Piosenka bardzo przypadła mi do gustu, a teledysk sam w sobie jest bardzo seksowny, kobiecy i pełen ognia. Ten utwór, jak i niektóre inne z jej najnowszej płyty, różnią się trochę od jej dotychczasowej twórczości, ale mi bardzo się one podobają i możliwe, że i Wam przypadną do gustu.


Książka, którą mogę Wam polecić to "Opowieści młodych mężatek" Adele Parks. Jest lekka, przyjemna i dobra do rozluźnienia. Zawiera wiele życiowych kwestii, które i ja zaobserwowałam w niektórych związkach. I nie sugerujcie się tragiczną okładką, którą uważam do tej pory za najgorszą z możliwych ;-)


Film, który polecam to "Slumdog. Milioner z ulicy". Niedawno leciał w tv i tak sobie o nim przypomniałam. To opowieść o młodym chłopaku z Indii, który wygrywa główną nagrodę w teleturnieju "Milionerzy". To też opowieść młodego chłopaka o jego dzieciństwie, przemocy i miłości jego życia.


I coś do śmiechu. Ta dziewczynka mnie rozbroiła ;-)


Pozdrawiam Kasiaaa :-)