wtorek, 19 lutego 2013

Wybór sukni ślubnej...

Nasz ślub zbliża się coraz większymi krokami, dlatego wczoraj w końcu wybrałam się do salonu, aby zdecydować się na jakąś suknię ślubną, bo do tej pory nie miałam na to zbytnio czasu. Zdecydowałam się na uszycie sukni w małej pracowni sukien ślubnych. W głowie miałam mniej więcej jakiś zarys sukni, kroju i materiałów, jakie chciałabym w niej widzieć, bo przed wizytą u krawcowej przeglądnęłam mnóstwo zdjęć sukni ślubnych. Przymierzyłam kilka sukni i już mniej więcej wiem jak będzie ona wyglądała. Oczywiście ostateczny efekt nie jest jeszcze znany, bo krawcowa do tej pory nie miała okazji szyć takiej sukni, jaką ja chciałabym mieć i wszystko okaże się podczas pierwszej przymiarki, która będzie w marcu. Teraz krawcowa będzie robiła zarys sukni, a podczas pierwszej przymiarki będziemy ustalały dokładny krój sukni i materiały, które zostaną do niej użyte. 


Najbardziej spodobały mi się suknie przedstawione powyżej. Wiedziałam jednak, że nie każda będzie pasowała do mojej sylwetki, bo jestem osobą szczupłą, bez większych kobiecych kształtów. Suknia, na którą się zdecydowałam będzie delikatnie opięta na biodrach, ponieważ w innych wyglądałam jak kołek. Na górze będzie koronkowa, a dół będzie tiulowy. Do tego będzie również koronkowe bolerko z rękawem 3/4.Muszę jeszcze dobrać do tego odpowiedni welon, buty i biżuterię. Stawiam raczej na klasykę, delikatność i wygodę, bez zbędnego przepychu. Co do butów, to z tym może być problem, ponieważ mam zamiar ubrać w ten dzień balerinki. Tak dobrze przeczytałyście :) Wiem, że to dość nietypowe, ale ja nie znoszę butów na obcasie, a balerinki wydają się idealne. W grę wchodzą też jakieś czółenka, ale na płaskim obcasie lub na takim minimalnym, co bym sobie nogi nie skręciła. Jeśli więc widziałyście gdzieś balerinki, które mogłyby się nadać na ślub to poproszę o linki do nich. To by było na tyle o sukniach. Postaram się teraz regularnie zamieszczać posty o tematyce ślubnej, abyście mogły mi coś doradzić, a może i ja którejś z Was coś podpowiem :-)

Jestem też bardzo ciekawa Waszych opinii na temat sukien ślubnych, które tutaj przedstawiłam.

Pozdrawiam :)

niedziela, 17 lutego 2013

Historia Greya - hit czy kit?

Niedawno było bardzo głośno o popularnej serii książek E. L. James, dlatego też skusiłam się, aby je przeczytać. Zupełnie nie rozumiałam o co tyle szumu wokół tych książek, dopóki nie przeczytałam kilku stron pierwszej części "Pięcdziesiąt twarzy Greya". Od razu się wciągnęłam mimo, że nigdy wcześniej nie czytałam romansów. Owszem wcześniej czytałam kilka książek o podtekstach erotycznych, ale szybko o nich zapomniałam. Książkę tą zalicza się do literatury erotycznej, która w ostatnim czasie stała się bardzo popularna głównie wśród kobiet. Ciekawe czemu? :) Historia w niej przedstawiona jest dość banalna: Anastasia - zwykła, ładna, młoda dziewczyna poznaje Christiana - charyzmatycznego, tajemniczego, przystojnego, inteligentnego mężczyznę sukcesu, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Od razu pojawia się między nimi chemia, nad którą w żaden sposób oboje nie mogą zapanować (o czym szczegółowo przekonujemy się na każdej stronie książki :-)). I co z tego wynika? Rodzi się między nimi romans, nietypowy związek, na początku objęty dziwnymi zasadami, które są jednak niezrozumiałe dla Anastasii i które ją przerastają. Druga częśc "Ciemniejsza strona Greya" ukazuje inne oblicze Christiana, który jest skłonny zrezygnować ze wszystkich dotąd obowiązujących zasad w imię miłości do Anastasii. Ich związek przeradza się w coś mocnego i stabilnego, jednak pełnego niepewności. Niestety nie wszyscy są przychylni temu związkowi, próbując zniszczyć ich oboje. Ostatnia część trylogii "Nowe oblicze Greya" trzyma w napięciu ze względu na sceny opisujące walkę z przeciwnościami losu, napotkanymi przez bohaterów. Co do opinii na temat tej powieści to jest tyle samo pozytywnych opinii, co tych negatywnych. Jest mnóstwo zwolenników tych książek, dla których historia jest niesamowita i poruszająca. Dla mnóstwa osób historia ta jest zbyt banalna, napisana prostym, jeśli nie nawet prostackim językiem. Bohaterowie niektórych bardzo denerwują, inni są w nich zakochani. Wiem, że może to zabrzmieć banalnie, ale dla mnie ta opowieść jest bardzo romantyczna. I nie chodzi tu o sceny łóżkowe, których naprawdę jest bardzo dużo, bo w niektórych momentach na każdej stronie, a które dla mnie są jedynie urozmaiceniem w całej historii. Chodzi mi o samo uczucie, jakie narodziło się pomiędzy dwojgiem ludzi. Poruszyła mnie też historia dzieciństwa Greya i szkoda mi się go zrobiło, że przez wspomnienia z przeszłości stracił najlepsze lata życia i posiadał takie dziwne, skryte życie osobiste. Z chęcią przeczytałabym tą trylogię kolejny raz, ale napisaną z punktu widzenia Christiana, a nie tak jak w tym przypadku, z punktu widzenia Anastasii. No i to by było na tyle moich przemyśleń na ten temat, chociaż oczywiści mogłabym się tu jeszcze bardziej rozpisać na ten temat, ale nie chcę przynudzać ;-) Poniżej piosenka pochodząca z filmu "Pięćdziesiąt twarzy Greya", który ma się niebawem ukazać w kinach. Swoją drogą ciekawe czy zrobi taka furorę jak książka.


Moim zdaniem najnowsza piosenka Rihanny, bardzo dobrze by się nadała do tego filmu :)


Jakie są Wasze odczucia na temat trylogii E. L. James? Was też wciągnęła ta książka, czy raczej nie jesteście jej zwolenniczkami?

Pozdrawiam :)

sobota, 16 lutego 2013

Nowe nabytki Balea...

Wczoraj miałam bardzo miłą niespodziankę, ponieważ moja mama obdarowała mnie kilkoma kosmetykami z Balei, na które już trochę czekałam.  Póki co niestety kosmetyki Balea nie są dostępne w Polsce (chyba, że są, a ja o tym nie wiem), dlatego muszę składać na nie zamówienia u osób, które jeżdżą do Niemiec i tam mi je kupują. Zetknęłam się z nimi już jakiś czas temu i muszę powiedzieć, że dosyć pozytywnie mnie zaskoczyły, dlatego polubiłam się z nimi i często u mnie goszczą. Oto co tym razem dostałam od mamy:


Zacznę może od końca czyli od mojego ulubionego kremowego żelu pod prysznic Kokos i kwiat Tiare. Zapach typowo kokosowy. Żel jest dosyć gęsty, dobrze się pieni i jest wydajny. Ja uwielbiam wszystko co kokosowe więc dla mnie bomba :)


Drugim żelem, który dostałam jest żel o zapachu figi i czekolady, który pachnie bardzo smacznie. Oba żele posiadają neutralne pH. Są przebadane dermatologicznie i są podobno produktami wegańskimi.


Dostałam także balsam do ciała o zapachu wiśni i migdałów. zapach jest śliczny i już nie mogę się doczekać, kiedy go przetestuję.


Ostatnim kosmetykiem jest szampon z rozmarynem i melisą do włosów z tendencją do przetłuszczania się. Na początku myślałam, że będzie pachniał bardzo ziołowo, ale na szczęście ma miły lekko cytrusowy zapach.Nie zawiera silikonów.


Jestem bardzo ciekawa działania tych wszystkich kosmetyków, chociaż wiem, że za tak niewielką cenę nie można się po nich spodziewać rewelacyjnego działania.

A co Wy sądzicie o kosmetykach z Balei? Lubicie? Nie lubicie?

Pozdrawiam :)

piątek, 15 lutego 2013

Nowości na froncie Wibo...

W marcu do Rossmanna zawitają nowe kosmetyki marki Wibo: lakiery do paznokci i błyszczyki. Najbardziej nie mogę się doczekać oczywiście lakierów, bo kolory są naprawdę zachęcające. Znajdą wśród nich coś dla siebie, zarówno osoby lubiące delikatne i pastelowe kolory, ale też żywe i soczyste barwy. Co ciekawe wszystkie kolory z nowej linii Nail Obsession zostały stworzone przez blogerki. Dzięki temu znajdziemy wśród nich 10 nowych kobiecych kolorów przygotowanych z myślą o sezonie wiosna/lato 2013.Formuła tych lakierów jest oparta na bazie imitującej lakier żelowy o wysokiej trwałości i połysku. Na każdym z lakierów znajdziemy autograf blogerki oraz odnośnik do bloga.   



Nie wiem jak Wy, ale ja już upatrzyłam sobie kilka kolorków i czekam na nie z niecierpliwością ;)


Drugimi nowościami Wibo będą błyszczyki do ust Lip Sensation, które mają nadawać naszym ustom natychmiastowy efekt gładkich i jedwabistych ust. Zawierają one odżywczą formułę kwasu hialuronowego, który wypełnia nierówności naskórka. Błyszczyki będą dostępne w stonowanej kolorystyce, idealnie pasującej do codziennego i naturalnego makijażu. Zawarty w błyszczykach kwas hialuronowy poprawi kondycje ust powiększając ich objętość. Dzięki formule XXL usta staną się zmysłowe i sprężyste. Błyszczyki będą dostępne w sześciu stonowanych kolorach.



Ja już mam upatrzony jeden kolor błyszczyka i z pewnością trafi on w moje ręce ;) 

A Wam przypadły do gustu jakieś nowości Wibo? A miałyście okazję użyć nowych maskar z Wibo? Bo ja zastanawiam się nad którąś z nich, ale chciałabym poznać opinie na ich temat.

Pozdrawiam ;-)

czwartek, 14 lutego 2013

Amazońska zieleń na paznokciach...

Od paru dobrych dni nie malowałam paznokci, bo jak już tutaj wcześniej wspominałam, były w dość kiepskim stanie. Bardzo mi się rozdwajały i szybko łamały i zadzierały. Na szczęście trochę to powstrzymałam dzięki stosowaniu lawendowego olejku do paznokci i skórek z Avonu. Używałam go codziennie raz lub klika razy, jeśli o nim sobie przypomniałam. Nie jest zbyt tłusty, i nawet szybko się wchłaniał, dzięki czemu niczego nim nie brudziłam. Dzisiaj więc skorzystałam z okazji odrodzenia moich paznokci i postanowiłam zafundować im jakiś kolor. Zdecydowałam się na mój ulubiony kolor - zielony. Jest to mocny, soczysty zielony. Mi kojarzy się on z dżunglą amazońską, stąd tytuł posta :) Kolor, o którym mowa to lakier z Wibo Express growth nr 390.


Lakier zawiera w sobie witaminy A, C, E, proteiny soi oraz wapń. Ma wygodny, trochę szeroki pędzelek, którym bardzo dobrze się maluje. Do dokładnego pokrycia płytki paznokcia w zupełności wystarczą dwie warstwy lakieru. Co do trwałości, to na paznokciach wytrzymuje standardowo ok. 3 dni. Dla mnie ten czas jest zadowalający. 




Jak widzicie lakier jest bardzo wyrazisty i nie każdemu może się spodobać. Ja bardzo lubię takie kolory i chętnie takimi maluję paznokcie. Niestety przy takich kolorach czasami może dojść do odbarwienia płytki paznokcia podczas zmywania, dlatego ja pod tego typu lakiery zawsze stosuję lakier bezbarwny. Wtedy taki mocny kolor szybciej się zmywa.
Podoba Wam się?

Pozdrawiam ;-)